Boge sroge
-
@Maciej napisał w Boge sroge:
[Inne fałszywe powiedzenie, powiedzenie diabelskie: "starość się Panu Bogu nie udała". Fałszywe. Starość (rozumiana jako psucie się ciała, marszczenie skóry, otępienie, łysienie, choroby...) nie jest dziełem Bożym, ale diabelskim.
Starość- rozumiana jako wielka liczba lat, długowieczność, wielowiekowość- JEST Dziełem Bożym. Zbawieni będą mieli n lat w Wieczności (np. kiedyś- bilion bilionów) i cały czas n- będzie im narastać, jak to wy mówicie "dążyć do nieskończoności". Będą więc Starcami, ze względu na liczbę lat Wieczności. Ale ciała tych Bożych Starców wyglądać będą lepiej niż wasze, gdy byliście w szczycie swych możliwości fizycznych. Podobnie ich rozumy: jaśniejsze i sprawniejsze od rozumu najmędrszego z mędrków jaki do tej pory chodził po świecie (za wyjątkiem Boga- Człowieka, Pana Jezusa)]Mam kolejny pomysł dla twojego boga, jak mógłby ludziom pokazać swoją wielkość.
Wystarczyłoby, żeby święci byli nieśmiertelni już tutaj na ziemi, nie chorowaliby i mieliby znakomite umysły.
Mógłbyś dzisiaj pojechać do Asyżu i pogadać ze św. Franciszkiem.
Św. Franciszek prowadziłby też wykłady na TED (o tym, że bóg jest dobry, że nie ma szatana, piekła itp). -
@Maciej napisał w Boge sroge:
Dowodem fałszywości rojeń kantorowskich są sprzeczności do których one prowadzą, sprzeczne ze sobą wnioski.
Jakie to sprzeczności?
Btw: gdybyś chciał sobie przypomnieć co odkrył Cantor. To polecam ten wyklad
https://youtu.be/iNMyy9fZpZk -
@ZJ napisał w Boge sroge:
@Maciej napisał w Boge sroge:
Dowodem fałszywości rojeń kantorowskich są sprzeczności do których one prowadzą, sprzeczne ze sobą wnioski.
Jakie to sprzeczności?
Najkrócej wyrażony błąd logiczny który popełnia Cantor brzmi:
Cantor rozumuje tak jakby „dało się skończyć nie kończąc”Btw: gdybyś chciał sobie przypomnieć co odkrył Cantor.
Cantor niczego nie odkrył. To obłąkaniec popełniający proste błędy myślenia, proste błędy logiczne.
Paranoik nie rozumiejący istoty nieskończoności.Wy, którzy myślicie jak Cantor jesteście także paranoikami, którzy nie opanowali elementarza logiki.
Oto zdanie niektórych matematyków, którzy jeszcze byli zdrowi na rozumie:
Henri Poincaré - “Later generations will regard [set theory] as a disease from which one has recovered.”
Leopold Kronecker “I don’t know what predominates in Cantor’s theory — philosophy or theology – but I am sure that there is no mathematics there.”
Cantor traktuje nieskończoność jak rzeczywiście istniejącą liczbę (patrz „liczby kardynalne”, począwszy od „alef zero”)
Tymczasem nie ma nic bardziej absurdalnego jak koncepcja „liczby rzeczywiście nieskończonej”Nieskończoność nie jest liczbą, ale własnością niektórych obiektów.
Nie ma „liczby nieskończoność”, którą (jak w obłędzie kantorowskim) „osiąga się ‚po i tak dalej w nieskończoność…’. ”.
Nie ma takiej liczby powtórzeń, która prowadzi do „osiągnięcia nieskończoności”, czyli np „liczby alef zero”To polecam ten wyklad
https://youtu.be/iNMyy9fZpZkBiedni są paranoicy.
Bo popełniają proste błędy logiczne.
Są różne błędy, ale najgorsze są proste błędy logiczne.
Błąd obliczeniowy jest niestraszny. Kto go popełnił ten prędzej lub później wskutek tego błędu natrafi na sprzeczność, na „dziwaczny efekt”. Wtedy, ponieważ nie popełnia błędu logicznego skoryguje swoje myślenie, znajdzie błąd. Bo rozpozna, że coś jest nie tak jak trzeba.
Jak jednak skoryguje swoje myślenie ktoś kto popełnia prosty błąd logiczny, dla kogo sprzeczność jest „paradoksem” i to często takim który zachwyca, wciąga rozum?Cantor to paranoik, obłąkaniec.
Godel- paranoik, obłąkaniec.
Wy, którzy daliście się nabrać na paranoję paranoików- także jesteście obłąkańcami.Wam potrzebny jest totalny reset rozumów, wyprostowanie swego myślenia.
To jest Prawda. -
@Maciej Już ci się ten reset skończył, czy jeszcze dochodzisz do siebie, głąbie? Bo mam takie pytanko, odnoszące się trochę do podstaw geometrii i powszechnie wiadomych faktów:
obserwator w dowolnym miejscu na równiku widzi dwa punkty obrotu nieba (na horyzoncie), oddalone od siebie o ok. 180 stopni w dowolnej płaszczyźnie. Różnica czasowa obserwowanego obrazu nieba (dla wielu obserwatorów) jest zawsze taka sama jak różnica w ich wzajemnej odległości kątowej liczonej na okręgu.
Jak dokładnie twój obłęd i zakłamanie wyjaśniają ci tą konkretną obserwację? -
@Maciej napisał w Boge sroge:
Cantor rozumuje tak jakby „dało się skończyć nie kończąc”
Nie, nic w pracy Cantora na to nie wskazuje. To ty tak myślisz. I dlatego gadasz bzdury.
Nawet nie chciało Ci się zobaczyć co odkrył Cantor. Zobacz, nie będziesz robił z siebie idioty na różnych forach. Wystarczy, że już jesteś fanatykiem religijnym.
O tym, co sądzili o nim współcześni, to wiem. Nie o tym rozmawiamy. Masz problem by się trzymać tematu?Tymczasem nie ma nic bardziej absurdalnego jak koncepcja „liczby rzeczywiście nieskończonej”
Tobie po prostu nie mieści się w głowie, że nieskończoności jest więcej niż jedna, w zasadzie jest ich nieskończenie wiele i da się określić która jest większa mimo że wszystkie są nieskończone.
Cantor to paranoik, obłąkaniec.
Godel- paranoik, obłąkaniec.Skoro na temat pracy ludzi możesz tylko wypowiedzieć się odwołując się do argumentu ad-persona to znaczy że nic nie wiesz. Tyle czekałeś na objawienie i nadal nic?
To jest Prawda.
Nie. Twoje bajdurzenie i chciejstwo to nie jest prawda.
-
@ZJ napisał w Boge sroge:
> @Maciej napisał w Boge sroge:
> > Cantor rozumuje tak jakby „dało się skończyć nie kończąc”
>
> Nie, nic w pracy Cantora na to nie wskazuje.Całe bajdurzenie Cantora na tym się opiera.
> ty tak myślisz. I dlatego gadasz bzdury.
> Nawet nie chciało Ci się zobaczyć co odkrył Cantor. Zobacz, nie będziesz robił z siebie idioty na różnych forach.Ja piszę Prawdę. Cantor bredził.
>Wystarczy, że już jesteś fanatykiem religijnym.
A co to „fanatyk religijny”?
> O tym, co sądzili o nim współcześni, to wiem.
Nie tylko współcześni mu. Gauss też myślał podobnie o koncepcji „liczby rzeczywiście nieskończonej”
>Nie o tym rozmawiamy. Masz problem by się trzymać tematu?
Warto byście poznali że także i wielcy matematycy uważali teorie Cantora za rodzaj choroby umysłu.
>
> >Tymczasem nie ma nic bardziej absurdalnego jak koncepcja „liczby rzeczywiście nieskończonej”
>
> Tobie po prostu nie mieści się w głowie, że nieskończoności jest więcej niż jedna,To tobie nie mieści się w głowie, że jest tylko jedna (nieskończoność).
Bo popełniasz proste błędy w myśleniu.Nieskończoność jest tylko jedna. Oto jej istota (definicja):
Definicja nieskończoności (zbioru nieskończonego): Zbiór X jest nieskończony wtedy i tylko wtedy gdy zachodzi co następuje: dla każdego n ( n- liczba naturalna) jeżeli istnieje n jednoelementowych, różnych (wzajemnie rozłącznych) podzbiorów zbioru X ( oznaczonych X1...Xn), to istnieje jednoelementowy zbiór oznaczony Xn+1 (z n+1-szym indeksem), będący podzbiorem X i będący różnym od każdego z poprzednich podzbiorów X1..Xn.
[Mówiąc prostym językiem: jeżeli istnieje n-różnych elementów zbioru nieskończonego, to istnieje n+1-szy różny od każdego z tych wszystkich wcześniejszych. Czyli jeśli wyciągnąłem już n różnych elementów ze zbioru, to zawsze mogę wyciągnąć następny. Na tym polega i tym jest nieskończoność.]
Innych nieskończoności nie ma.
Pozwoliłem sobie przekleić z ateista.pl
>w zasadzie jest ich nieskończenie wiele
Nie ma czegoś takiego jak „nieskończenie wiele”.
„Wiele” to wielość, wielkość- czyli liczba.
Każda liczba (z samej swej istoty) jest skończona, a nie „nieskończona”.
Nieskończoność to nie jest liczba tylko własność obiektu jw zdefiniowano.
Wasz fałszywy ( zawierający wewnętrzne sprzeczności) język prowadzi was do absurdów.
„Nieskończenie wiele” sugeruje że „nieskończoność ma jakąś wielkość liczbową”, czyli że jest liczbą.
Podobnie nie należy mówić „x dąży do nieskończoności” . Bo to również sugeruje jakoby x i „nieskończoność” były liczbami.
Liczba (w zmiennej) może dążyć do liczby i zbliżać się do innej liczby. Ale liczba do nieskończoności dążyć nie może.
Bo liczba z samej swej istoty jest zawsze skończona.
I nigdy liczba nie może „nabrać własności nieskończoności” lub nawet „zbliżać się do nieskończoności”.
Bo nieskończoność to własność zbioru jw zdefiniowano.(Lepiej mówić „x może być/jest dowolnie wielkie”)
>i da się określić która jest większa mimo że wszystkie są nieskończone.
Obłędu ciąg dalszy. Większe/mniejsze to istota liczby. Istotą liczby jest relacja większy/mniejszy (lub nieprawda że większy i nieprawda że mniejszy, czyli równy)
A nieskończoność jest własnością jw zdefiniowano => pojęcie większe/mniejsze nie ma dla niej żadnego spójnego, logicznego sensu.>
> >Cantor to paranoik, obłąkaniec.
> >Godel- paranoik, obłąkaniec.
>
> Skoro na temat pracy ludzi możesz tylko wypowiedzieć się odwołując się do argumentu ad-persona to znaczy że nic nie wiesz.Nie tylko ad personam. Bo demaskuję błędy tych paranoików.
Po drugie to że byli paranoikami to fakt historyczny.
Czy to moja wina że to byli obłąkańcy?
A czy moja że i wy idziecie za obłąkańcami?Tyle czekałeś na objawienie i nadal nic?
>
> > To jest Prawda.
>
> Nie. Twoje bajdurzenie i chciejstwo to nie jest prawda.Nie znalazłeś nigdy błędu w moim.
-
@Maciej Czyli rozumiem, że teraz spieprzasz przed jakimkolwiek zagadnieniem związanym z kształtem Ziemi jak diabeł przed święconą wodą.
Teraz wolisz udawać "very eksperta" od Cantora, mimo że przez całe swoje życie nie byłeś w stanie zrozumieć, że wzór na ortodromę to wzór na długość odcinka na kuli opisanej biegunowym układem współrzędnych (geograficznych). Interesting jak powiedział Jeran, kiedy swoim pomiarem potwierdził krzywiznę Ziemi. -
@Maciej napisał w Boge sroge:
A co to „fanatyk religijny”?
Nie co tylko kto. Ale jak chcesz to możesz być "tyś". Tyś jest fanatyk religijny.
Chcesz definicji to sobie spisz własne zachowanie.Innych nieskończoności nie ma.
Pozwoliłem sobie przekleić z ateista.plTak, ja czytałem to co napisałeś w poprzednim linku. A ty filmu nie widziałeś.
Wiem, że tak błędnie myślisz. Nie chcesz zrozumieć, nie znacz odpowiedzi na pytanie "a co gdyby inne nieskończoności istniały?" A są. No i masz jeszcze największy zbiór 𝑐 -
@Maciej napisał w Boge sroge:
Cantor traktuje nieskończoność jak rzeczywiście istniejącą liczbę (patrz „liczby kardynalne”, począwszy od „alef zero”)
I już to jedno zdanie pokazuje, że nic nie rozumiesz z twierdzeń Cantora. Nie, Cantor nie traktuje nieskończoności jak liczbę, tylko definiuje liczby kardynalne (które nie mają większości własności typowych dla zwykłych liczb, np. rzeczywistych) przy pomocy pojęcia równoliczności i klas równoważności (choć teraz definiuje się je inaczej, bo oryginalna definicja nie działa dobrze w kontekście aksjomatów teorii mnogości).
Tylko żeby zrozumieć o co chodzi, musiałbyś najpierw wykazać autentyczną ciekawość, do której wydajesz się niezdolny.
-
@Fizyk-od-czapy napisał w Boge sroge:
Cantor traktuje nieskończoność jak rzeczywiście istniejącą liczbę (patrz „liczby kardynalne”, począwszy od „alef zero”)
I już to jedno zdanie pokazuje, że nic nie rozumiesz z twierdzeń Cantora. Nie, Cantor nie traktuje nieskończoności jak liczbę,
Dokładnie tak traktuje: jak liczbę.
Tylko oczywiście bez wypowiadania tego wprost, czyli bez stwierdzenia "ja traktuję nieskończoność jak liczbę"
To typowe dla błądzącego: popełnia błąd, ale nie rozumie jaki błąd popełnia => zatem wprost swego błędu nie wypowiada, ale rozumuje wedle swego błędu.@Fizyk-od-czapy napisał w Boge sroge:
Nie, Cantor nie traktuje nieskończoności jak liczbę, tylko definiuje liczby kardynalne (które nie mają większości własności typowych dla zwykłych liczb, np. rzeczywistych) przy pomocy pojęcia równoliczności i klas równoważności (choć teraz definiuje się je inaczej, bo oryginalna definicja nie działa dobrze w kontekście aksjomatów teorii mnogości).
Tylko żeby zrozumieć o co chodzi, musiałbyś najpierw wykazać autentyczną ciekawość, do której wydajesz się niezdolny.A Ty, aby poznać błąd Cantora musiałbyś wykazać logiczne myślenia, czyli zresetować swój rozum, zmienić sposób myślenia.
Zacznijmy od tego: nie ma dowodu na "nierównoliczność R i N".
Całe rozumowanie Cantora jest to nędza myślenia.
I to nawet przyjmując błąd Cantora (w kwestii podejścia do nieskończoności) za nie-błąd!Są dwa błędy Cantora: 1. błąd główny: niezrozumienie istoty nieskończoności (myślenie, że "można skończyć, nie kończąc"- czyli "a i ~a")
2. Błędy poboczne.Ad.2:
Nawet pomijając Ad1, czyli wchodząc w obłęd kantorowski, biorąc jego myślenie nt nieskończoności za nie-błąd widać, że Cantor swą "metodą przekątniową" nie udowadnia "nierówno liczności R i N"
Jeżeli nawet przyjmujemy, że Ad1 to nie błąd, to "metoda przekątniowa" może udowodnić jedynie tyle, że pewnej liczby nie ma na przekątnej wiadomej tabeli.
Ale takie udowodnienie nie oznacza jeszcze "udowodnienia nierównoliczności R i N" ponieważ być może istnieje inna tabela?
np.1001... 0100.. 1101... ....[zapis binarny po przecinku, "..." oznaczają "itd w nieskończoność".
w której wszystkie liczby R są zapisane, gdy czyta się po wierszach, po kolumnach i po kolejnych przekątnych.
[Pierwsza przekątna zaczyna się od pierwszego wiersza i pierwszej kolumny- "przekątna kantorowska". Druga- od pierwszego wiersza, drugiej kolumny; trzecia- od drugiego wiersza i pierwszej kolumny, czwarta od pierwszego wiersza i trzeciej kolumny, piąta od trzeciego wiersza i pierwszej kolumny...itd. Zresztą można rozszerzyć ilość przekątnych na dowolnie wiele sposobów i zaczynać czytanie po przekątnych nie z kraja (nie od pierwszej kolumny lub pierwszego wiersza)]
Gdyby taka tabela istniała, to oznaczałoby to "równoliczność R i N".
Nie-istnienia takiej tabeli nie da się udowodnić szarlatanerią logiczną w postaci "metody przekątniowej".
Niczego zatem Cantor nie udowodnił.
I to nawet biorąc za dobrą monetę jego błąd odnośnie nieskończoności.
Niczego nie dowiódł.
Oprócz "nieskończonej" nędzy swego rozumu, oprócz swego obłędu. -
@Maciej napisał w Boge sroge:
Zacznijmy od tego: nie ma dowodu na "nierównoliczność R i N"
"Nie rozumiem dowodu" ≠ "nie ma dowodu".
A Ty po prostu nie rozumiesz tego dowodu.Jeżeli nawet przyjmujemy, że Ad1 to nie błąd, to "metoda przekątniowa" może udowodnić jedynie tyle, że pewnej liczby nie ma na przekątnej wiadomej tabeli.
...która to tabela jest pewną reprezentacją założonej wcześniej bijekcji. Można cały ten dowód przeprowadzić nie wspominając w ogóle o żadnej tabeli.
Ale sam fakt, że jakiejś liczby nie ma w tabeli, która miała być reprezentacją bijekcji, świadczy, że reprezentowana w ten sposób funkcja nie jest bijekcją. A więc sprzeczność. CBDU.Ale takie udowodnienie nie oznacza jeszcze "udowodnienia nierównoliczności R i N" ponieważ być może istnieje inna tabela?
Znowu pokazujesz swoje niezrozumienie dowodu.
Ten dowód nie zakłada nic o tej tabeli (bijekcji), poza tym, że mają tam być wszystkie liczby z przedziału 0-1 (bo, znowu: ta tabela ma reprezentować bijekcję, co do której zakładamy - żeby potem dojść do sprzeczności - że istnieje).
W ten sposób dowód Cantora pokazuje, że w każdej takiej tabeli musi zabraknąć jakiejś liczby. I to wystarczy.Nie rozumiesz o czym piszesz, po prostu.
-
@Maciej napisał w Boge sroge:
Dokładnie tak traktuje: jak liczbę.
Tylko oczywiście bez wypowiadania tego wprost, czyli bez stwierdzenia "ja traktuję nieskończoność jak liczbę"Teraz sie pochwaliłeś, że nawet nie wiesz czym jest liczba. Wiesz tylko czym chcesz by była.
To że Cantor nie mówi wprost "ja traktuję nieskończoność jak liczbę" nie daje Ci prawa do wmawiania wszystkim, że dla Cantora i innych rozumiejących jego dowód nieskończoności to liczby. Znowu coś Cie opętało, że tak paskudnie kłamiesz?
Zbiory nieskończone to nie liczby! Nie są nimi bo nie można na nich przeprowadzić wszystkich działań matematycznych jak na liczbach. Koniec.
Zobaczył byś film który podlinkowałem, to byś się dowiedział, dlaczego Cantor to nad czym pracował, nazywał "liczbami pozaskończonymi" albo "liczbami kardynalnymi". Ale nawet tego ci się nie chciało zrobić. Za to wylewasz tu swoje szambo kłamstw i oszczerstw. Nie dość, że nie rozumiesz definicji liczby, zbioru, dowodu Cantora. Oraz to, że udowodniono, że pewne twierdzenia są nie dowiedne. To uważasz że, twoje kłamstwa coś znaczą.
-
@ZJ napisał w Boge sroge:
@Maciej napisał w Boge sroge:
Dokładnie tak traktuje: jak liczbę.
Tylko oczywiście bez wypowiadania tego wprost, czyli bez stwierdzenia "ja traktuję nieskończoność jak liczbę"Teraz sie pochwaliłeś, że nawet nie wiesz czym jest liczba. Wiesz tylko czym chcesz by była.
To że Cantor nie mówi wprost "ja traktuję nieskończoność jak liczbę" nie daje Ci prawa do wmawiania wszystkim, że dla Cantora i innych rozumiejących jego dowód nieskończoności to liczby.
Cantor traktuje nieskończoność jak liczbę, tak jakby „nieskończoność była jakąś liczbą” („nieskończenie wielką”)
Oczywiście jako paranoik rozumuje w ten sposób oraz nie rozumie, że tak rozumuje.Znowu coś Cie opętało, że tak paskudnie kłamiesz?
Zbiory nieskończone to nie liczby! Nie są nimi bo nie można na nich przeprowadzić wszystkich działań matematycznych jak na liczbach. Koniec.
Nie to jest istotą liczby, że „można na niej przeprowadzić każde działanie”. Np nie można dzielić przez zero, bo to bezsens logiczny. Mimo to (że dla zera nie można dokonać dzielenia przez zero) zero jest liczbą.
Istotą liczby jest to: większe/mniejsze/równe.
(Relacja większe/mniejsze)
A nie to jakie operacje da się na liczbie przeprowadzić.
(Dlatego np nie istnieją „liczby zespolone”. Bo dla „liczb zespolonych” ta istota liczby, czyli relacja większe/mniejsze nie ma sensu. „Liczby zespolone” to kolejna szarlataneria, pomieszanie pojęć. „Liczba zespolona” to para liczb rzeczywistych niezależnych (na osiach niezależnych, czyli prostopadłych) a nie liczba. Czym innym liczba, czym innym para liczb)Zobaczył byś film który podlinkowałem, to byś się dowiedział, dlaczego Cantor to nad czym pracował, nazywał "liczbami pozaskończonymi" albo "liczbami kardynalnymi".
Dlatego że nieskończoność jest dla Cantora liczbą. Kolejne „alefy” to liczby. Spełniają istotę pojęcia liczby- relacje większe/mniejsze.
Nieskończoność N ma w urojeniu kantorowskim przypisaną liczbę alef zero . Potem alef1
I tak dalej…
Patrz obłęd obłąkańców.Ale nawet tego ci się nie chciało zrobić.
Studiowanie czyjejś paranoi jest męczące.
Za to wylewasz tu swoje szambo kłamstw i oszczerstw.
Ja Prawdę piszę.
Szambo to bredzenia kantorowskie.Nie dość, że nie rozumiesz definicji liczby, zbioru, dowodu Cantora. Oraz to, że udowodniono, że pewne twierdzenia są nie dowiedne.
Niczego nie udowodniono. PO prostu paranoicy nie widzą swej paranoi, więc twierdzą „że coś udowodniono”
To uważasz że, twoje kłamstwa coś znaczą.
Ja Prawdę pisze.
-
@Maciej napisał w Boge sroge:
Oczywiście jako paranoik rozumuje w ten sposób oraz nie rozumie, że tak rozumuje.
Tak, wiem jak rozumujesz. To można wyczytać z bredni które wypisujesz. A tego nie widzisz.
Nie to jest istotą liczby, że „można na niej przeprowadzić każde działanie”.
Po pierwsze, "każde działanie" nie jest częścią definicji liczby. Tak jak pisałem wyżej. Nie masz pojęcia o czym piszesz, nie chcesz się dowiedzieć. Ale chwalisz się tylko swoją pychą, ignorancją i cały czas kłamiesz.
Istotą liczby jest to: większe/mniejsze/równe.
Nie. To nie jest istotą liczby. tylko jej częścią.
Ale kantor nie porównywał wielkości liczb idioto, tylko wielkość zbiorów z liczbami. Dlatego wiemy, że nieskończoności mają różną liczność. Oraz to że jest nieskończenie wiele takich nieskończonych zbiorów.
Twoja "istota liczby" to wyssane z palca bzdury na potrzeby twojego wierzenia. Liczność zbiorów pasuje do "twojej definicji liczby" co nie daje Ci prawa do nazywania liczbą samych zbiorów. Bo to nie to samo.Liczby zespolone to nie liczby, to wektory. Podlegają innym aksjomatom.
Jakim aksjomatom podlegają liczby, powinieneś się zapoznać zanim zrobiłeś z siebie idiotę i kłamcę.
Liczba urojona jest liczbą.Dlatego że nieskończoność jest dla Cantora liczbą. Kolejne „alefy” to liczby.
Nie. Nigdy tak nie twierdził. Kolejne alefy to zbiory nieskończone a zbiory nieskończone nie są liczbami. Przestań wmawiać innym, w co ty wierzysz. To naprawdę nikogo nie interesuje.
Cantor udowodnił że kolejne zbiory potęgowe są większe od poprzednich mimo, że wszystkie są nieskończone. Oraz to że pewnych liczb jest więcej, a nie że pewna liczba jest większa. O czym uparcie kłamiesz.
Studiowanie czyjejś paranoi jest męczące.
Każdy to wie po rozmowie z Tobą. Tylko nikt nie sili się na diagnozę. Tym powinien zająć się specjalista, do którego też nie chcesz iść.
-
Tak swoją drogą, jaki jest sens dyskutowania z człowiekiem, który wmówił sobie, że ma zawsze rację? Jeśli ten psychopata ubzdura sobie jutro (bo mu "bóg objawi"), że 2+2=5, to żaden dowód jaki tu przedstawicie nie zmieni jego zdania.
Równie dobrze możemy zacząć z nim dyskutować w ten sam sposób, w który on dyskutuje z nami:
Maciej bije żonę. Wiem, bo Zeus mi tak objawił.
No i niech nam teraz udowadnia, że tego nie robi.
-
@jakubcjusz napisał w Boge sroge:
jaki jest sens dyskutowania z człowiekiem, który wmówił sobie, że ma zawsze rację?
Masz rację. Jest ryzyko. Bo ten idiota już sprowadził dyskusję do swojego poziomu. A w byciu idiotą ma większe doświadczenie. prawie tak duże jak w byciu fanatykiem religijnym.
-
@jakubcjusz napisał w Boge sroge:
Maciej bije żonę. Wiem, bo Zeus mi tak objawił.
Bił ją już wtedy, zanim rzucił szaty kapłańskie.
-
@Tomasz-Middle napisał w Boge sroge:
Bił ją już wtedy, zanim rzucił szaty kapłańskie.
...przed ministrantem.

-
@ZJ napisał w Boge sroge:
@Maciej napisał w Boge sroge:
Oczywiście jako paranoik rozumuje w ten sposób oraz nie rozumie, że tak rozumuje.
Tak, wiem jak rozumujesz. To można wyczytać z bredni które wypisujesz. A tego nie widzisz.
Nie przedrzeźniaj. To Cantor tak rozumuje.
Po pierwsze, "każde działanie" nie jest częścią definicji liczby.
Nie ma „definicji liczby” w ogóle, tzn w sensie „definicji dowolnej liczby”
Liczba naturalna jest pojęciem pierwotnym, niedefiniowalnym, intuicyjnie jasnym.
1,2,3,4… itd.
Jak liczenie.
Z liczby naturalnej można wyprowadzić definicję wszystkich innych liczb (nie- naturalnych)Istotą liczby jest to: większe/mniejsze/równe.
Nie. To nie jest istotą liczby. tylko jej częścią.
Nie, to właśnie jest istotą liczby: liczność/wielkość.
Ale kantor nie porównywał wielkości liczb idioto, tylko wielkość zbiorów z liczbami.
Tylko zbiory skończone mają wielkość (ze względu na liczność elementów) które można porównać z liczbami naturalnymi.
Zbiór nieskończony (z definicji) nie ma określonej wielkości (liczności elementów).Dlatego wiemy, że nieskończoności mają różną liczność
Nie ma czegoś takiego jak „liczność nieskończoności”.
Z definicji nieskończoności to wynika.. Oraz to że jest nieskończenie wiele takich nieskończonych zbiorów.
Nie ma „nieskończenie wiele”. Ponieważ nieskończoność to nie jest liczba.
Twoja "istota liczby" to wyssane z palca bzdury na potrzeby twojego wierzenia. Liczność zbiorów
Nie ma czegoś takiego jak „liczność zbioru nieskończonego”: wynika z definicji, czyli istoty nieskończoności.
pasuje do "twojej definicji liczby" co nie daje Ci prawa do nazywania liczbą samych zbiorów. Bo to nie to samo.
Nie nazywam liczbą samych zbiorów.
To obłąkaniec Cantor przypisuje nieskończoności liczność.
Czyli traktuje nieskończoność tak jakby była liczbą.Liczby zespolone to nie liczby, to wektory.
To samo i ja napisałem. Para liczb rzeczywistych na osiach niezależnych (prostopadłych) w interpretacji geometrycznej na płaszczyźnie prowadzi do wektora.
Liczba urojona jest liczbą.
Urojoną.
Czyli nieistniejącą rzeczywiście.
Nie istnieje „pierwiastek kwadratowy z minus jeden”Dlatego że nieskończoność jest dla Cantora liczbą. Kolejne „alefy” to liczby.
Nie. Nigdy tak nie twierdził.
Tak właśnie twierdził.
Nieskończoności N przypisał liczbę alefzeroKolejne alefy to zbiory nieskończone a zbiory
Kolejne „alefy” to kolejne „liczby kardynalne”.
Patrz bredzenie Kantorowskie.
Obłęd do kwadratu lub do n-tej potęgi.Cantor udowodnił że kolejne zbiory potęgowe są większe od poprzednich mimo, że wszystkie są nieskończone.
Niczego Cantor nie udowodnił.
Oprócz swej paranoi.Oraz to że pewnych liczb jest więcej,
„Więcej” to istota liczby.
Jeśli paranoik Cantor twierdził, że „nieskończoność R jest większa od nieskończoności N” => traktuje nieskończoność (czyli własność pewnego obiektu/obiektów) jak liczbę.a nie że pewna liczba jest większa. O czym uparcie kłamiesz.
Jeżeli czegoś jest więcej to jest większe, ma większą liczność:wielkość => może być (ze względu na liczniść) traktowane jak liczba.
Tak właśnie Cantor traktuje nieskończoność: jak liczbę.
Wg obłąkańca „nieskończoność R jest większa niż nieskończoność N”Studiowanie czyjejś paranoi jest męczące.
Każdy to wie po rozmowie z Tobą. Tylko nikt nie sili się na diagnozę. Tym powinien zająć się specjalista, do którego też nie chcesz iść.
To wy jesteście chorzy i potrzeba wam „resetu rozumów”, zmiany sposobu myślenia.
-
@Maciej https://www.youtube.com/watch?v=EBtx1MDi5tY
oraz ortodroma, głąbie
.