Maciejowy chaotyczny megawątek
-
@RAV napisał w Antarktyda:
@Highlander napisał w Antarktyda:
W przypadku 30N i 30S odległość w stopniach od "środka płaskiej ziemi, hehe":
Pytanie właściwie do płaskoziemców, więc nie bierz tego do siebie... Szerokość geograficzną mierzy się w stopniach. Czyli to jest jakiś kąt. Ale między czym, a czym, na płaskiej Ziemi?

Ja podałem te "stopnie" tylko dlatego, że ta ich "mapa" nie ma skali...
Odległości między równoleżnikami w "stopniach", to jedyna miara jakiej mogłem użyć w celu obliczenia proporcji ich długości. -
@Maciej napisał w Antarktyda:
orientacyjnie liczyłem, to zwrotnik koziorożca jest dłuższy o 70% od zwrotnika raka. Ale to tylko takie szacunki.
No to powtóreczka z rozszerzeniem:
Odległość z Sydney 33.8S, 151.2E do Perth 31.9S, 115.8E to 3290 km.:
https://www.jetstar.com/au/en/cheap-flights/sydney/perth-to-sydney?adults=1&children=0&destination=SYD&flexible=1&flight-type=2&infants=0&origin=PER
Dla ułatwienia przyjmijmy, że leżą na tym samym równoleżniku (niecałe 2 stopnie różnicy), 151.2 - 115.8 = 35.4. 3290km. / 35.4 = 92.9 km.
Na szer. geogr. ok. 32 S jeden stopień to ok. 92.9 km., czyli mniej niż 111km.
Skoro mamy przybliżoną odległość pomiędzy dwoma kolejnymi pełnymi południkami na 32 równoleżniku południowym obliczoną z odległości liniowej i kątowej pomiędzy Perth a Sydney, to z powodzeniem możemy obliczyć przybliżony obwód całego 32S
92.9 km x 360 = 33 444 km.
No i możemy jeszcze sprawdzić w Argentynie odległość pomiędzy Perito Moreno 46.6S 70.9W i Las Heras 46.6S 68.9W.
Samochodem to 165 km., po ortodromie 151km.
70.9 - 68.9 = 2
151 / 2 = 75.5 km.
Odległość pomiędzy dwoma pełnymi południkami na równoleżniku 46.6S to około 75.5 km.
Obwód równoleżnika 46.6S:
75.5 x 360 = 27 180 km.
długość Zw. Raka = 36 770 km
długość Koziorożca = 36 788 km
długość 32S = ok. 33 444 km.
długość 46.6S = ok 27 180 km.
Co ty na to, Maciuś? -
Odpowiem, choć niechętnie. Najpierw czytajcie do końca, co piszę, nie wybierając zdań z kontekstu.
Highlander: W 'tamtych czasach'? To właśnie Kopernik wskazał te 'nieogromne' 3 miliony km od słońca. Tym też wyjaśniał stałą pozycję jeszcze bardziej odległych konstalacji. Niestety, nie brał pod uwagę ruchu słońca w Galaktyce. A Słońce, jak twierdzą naukowcy, pędzi z zawrotną prędkością wokół centrum Galaktyki przesuwajac się jednocześnie w kierunku gwiazdy Wegi. Niemożliwe jest zatem, byśmy obserwowali Gwiazdę Polarną i znane konstalacje codziennie na niebie, w tym samym miejscu. Nie zwróciłeś na to uwagi? Masz okazję. I nie sugeruję, że nic się na niebie nie zmienia. Piszę tylko o tym, co sam obserwuję.
Słońce oczywiście nie zmienia swojego rozmiaru. To perspektywa pozwala na to zjawisko. Oznaczało by to, że słońce jest stosunkowo blisko, na tej samej wysokości, i jest w ruchu. Tylko tym można wyjaśnić ogromne słońce na zdjęciu, które swego czasu pokazałem. Osobiście to zjawisko obserwowałem także w Monument Valley. Masz inny pomysł?
Rzeka Missisipi, z kolei, przed wpłynięciem do Zatoki Meksykańskiej, musiała by płynąć pod górę, po uwzględnieniu krzywizny Ziemi. Można ją wyliczyć i sprawdzić na globusie.
Co do 'anten satelitarnych', to sensowne jest kierowanie ich w kierunku najbliższych stacji radiolokacyjnych (jak by je nie nazywać). 'GPS' rozwinął się dopiero po wprowadzeniu telefonii komórkowej, a sama metoda lokalizacji obiektu znana była już w czasie II Wojny Światowej. Także poprzez boje na morzach i oceanach. Teoria spiskowa o braku satelitów w termosferze może mieć rację bytu. Nie mówię, że ma.
M N: Odległości Ziemi od słońca z pewnością nie zmierzono radarem (skąd ten pomysł?). Jak? Są różne szkoły. 'Płaskoziemcy' pewnie mierzą kąt padania promieni przez dach z dziurami lub przez długość cienia, podobnie jak Eratostenes.
-
@maciej-jesmanowicz napisał w Antarktyda:
Słońce oczywiście nie zmienia swojego rozmiaru. To perspektywa pozwala na to zjawisko. Oznaczało by to, że słońce jest stosunkowo blisko, na tej samej wysokości, i jest w ruchu.
Jak blisko? Spróbuj oszacować jego odległość od powierzchni Ziemi (i samolotu w tym przypadku) na podstawie tego filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=XQKS0kvTWzQRzeka Missisipi, z kolei, przed wpłynięciem do Zatoki Meksykańskiej, musiała by płynąć pod górę, po uwzględnieniu krzywizny Ziemi. Można ją wyliczyć i sprawdzić na globusie.
Pora się dokształcić choć troszeczkę:
https://www.youtube.com/watch?v=hsmpOcuxEG4&t=1440sOdległości Ziemi od słońca z pewnością nie zmierzono radarem
Z pewnością się mylisz, lub być może kłamiesz.
Tu znajdziesz pełne dokumentacje naukowe (do pobrania za free) prawie 10ciu takich pomiarów:
https://mctoon.net/sun/
Również radarem wielokrotnie zmierzono odległość do Księżyca, wystarczy wyszukać frazę "radar distance to the moon". Obecnie robią to nawet krótkofalowcy podczas stosowania E.M.E (earth moon earth communication, pot. radio moon bounce) odbijając od niego fale radiowe:
https://www.youtube.com/watch?v=0zTtAq6lk0c -
@M-N napisał w Antarktyda:
Pora się dokształcić choć troszeczkę: ... Z pewnością się mylisz, lub być może kłamiesz.
Z tym dokształcaniem z Internetu jest różnie. Podaję linki ale nie oznacza to, że autorzy tych filmów mają rację, czy podobnie jak czasem NASA (zdjęcia okrągłej Ziemi), nie robią z widza balona. Od tego mamy rozum i własne doświadczenie, by to filtrować. Liczę na to, że ktoś z tego forum osobiśce coś sprawdził i podzieli się wynikami. Jeśli są wątpliwości, to można poprzez bezpośrednie pytania sprawdzić, czy blefuje. Jak zaznaczyłem, nie mam złych intencji pisząc na tym forum. Mam wątpliwości i przedstawiam sprawy jak je widzę. Zdajesz sobie sprawę z tego, co by się stało, gdyby jakimś 'niesamowitym' splotem okoliczności zmieniła się oficjalna narracja w której hipoteza 'płaskoziemców' stała by się prawdziwa?
-
@maciej-jesmanowicz napisał w Antarktyda:
Liczę na to, że ktoś z tego forum osobiśce coś sprawdził
A co ty sprawdziłeś osobiście i jak? Np.:
- jak sprawdziłeś, że rozmiar kątowy słońca zmienia się przez perspektywę? Jaki konkretnie jest mechanizm powodujący tą zmianę?
- jak sprawdziłeś, że Missisipi płynie pod górę? Notabene - jeśli ustawisz globus biegunem północnym na "samej górze" to Missisipi spływa w "dół" globusa (a to budzi we mnie podejrzenie, że albo jesteś ciężko pokrzywdzony na umyśle albo trollujesz).
- jak sprawdziłeś, że odległości Ziemi od słońca z pewnością nie zmierzono radarem?
Co do Missisipi płynącej pod górę - obejrzyj jeszcze raz ze zrozumieniem:
https://www.youtube.com/watch?v=hsmpOcuxEG4&t=1440s
-
Jak pomierzyć wielkości i odległości do Księżyca i Słońca metodami dostępnymi w Starożytności:
https://www.youtube.com/watch?v=HnJ9Xdxvx1k -
@RAV Ja to znam. Pytanie czy @maciej-jesmanowicz będzie chciał poznać i zrozumieć...
-
@Maciej napisał w Antarktyda:
Jeżeli kto rzuca prawdziwe oskarżenia , to może nie odpowiedzieć przed Bogiem za to.
Ooo... Czyli masz jakieś dowody, żeby stwierdzić, że w podziemiach Watykanu składa się ofiary? No to podziel się nimi z nami. Nie wstydź się.
-
@maciej-jesmanowicz napisał w Antarktyda:
Słońce oczywiście nie zmienia swojego rozmiaru. To perspektywa pozwala na to zjawisko. Oznaczało by to, że słońce jest stosunkowo blisko, na tej samej wysokości, i jest w ruchu. Tylko tym można wyjaśnić ogromne słońce na zdjęciu, które swego czasu pokazałem. Osobiście to zjawisko obserwowałem także w Monument Valley. Masz inny pomysł?
Ciekawe, to znaczy, że oddalając się, jednocześnie Słońce powiększa się wizualnie? Bo przecież to "ogromne słońce na zdjęciu" było nad horyzontem...
-
@Maciej napisał w Antarktyda:
A może w wodach nieba też żyją jakieś stworzenia (zwierzęta?) ?
Nie, bo jakby nasrały do tej wody, to niebo byłoby brązowe a nie niebieskie

-
@Highlander napisał w Antarktyda:
Tu nie chodzi o to, by uwierzyć, naukowcy nie przyjmują czegoś "na wiarę".
Cała "kula ziemska" bierze się z wiary. [W to, że "niebo jest takie jak sobie wyobraziliśmy".]
W ogólności i przy okazji:
Niemożliwe jest rozumowanie, które nie opierałoby się na (jakiejś) wierze."Czysta wiedza", w znaczeniu "sama wiedza" nie istnieje, istnieć nie może z przyczyn czysto logicznych.
Każda "wiedza" stoi na jakiejś wierze.
-
@Maciej napisał w Antarktyda:
Każda "wiedza" stoi na jakiejś wierze.
Czyli Ty tyko wierzysz, że jak upuścisz sobie 5cio kilową sztangę na stopę to zaboli? Dziwne. Ja to wiem.
-
@RAV napisał w Antarktyda:
Pytanie właściwie do płaskoziemców, więc nie bierz tego do siebie... Szerokość geograficzną mierzy się w stopniach. Czyli to jest jakiś kąt. Ale między czym, a czym, na płaskiej Ziemi?
Nie wszystko co mierzy się w stopniach musi być kątem.
Np. ruch cykliczny (cykl) kojarzy się z kołem. Np. cykl dobowy, ma 24 godziny, które odpowiadają 360 stopniom (ze względu na cykl, czyli koło).
Czyli godzina (czas) ma 15 stopni.Jeśli chodzi o "południki i równoleżniki", to oczywiście ma tutaj miejsce pranie mózgu "kulą ziemską". Gdy się otworzy wyrocznię Wikipedię, to można się dowiedzieć, że "południk" i "równoleżnik" są to (mówię zupełnie ogólnie, każdy sobie może znaleźć określenia w wyroczni "wiedzy") "rzeczy na kuli" (w domysle, a nawet i wprost- "kuli ziemskiej").
Otóż NIE !
Południki i równoleżniki mają sens wcześniejszy niż "kula ziemska" ! I mają sens na DOWOLNEJ ZIEMI.
Dowolnej, bez znaczenia jaki ona ma kształt i bez znaczenia czy znamy czy nie znamy kształt tej ziemi.
Definicje prawdziwe (one będą stosowane po upadku tego urojenia, "kuli ziemskiej", upadku nauki Babilonu Wielkiego, być może wprowadzą pewne modyfikacje, ale zasadnicza idea się nie zmieni):
Południk (def): jest to linia na ziemi, która łączy punkty na ziemi, w których szczytowanie słońca nad horyzontem jest w tym samym momencie.
Wyjaśnienia:
- szczytowanie słońca- moment dnia w którym słońce jest najwyżej nad horyzontem. Punkty ziemi mające owo szczytowanie w tej samej chwili leżą na jednym południku.
- należy zsynchronizować czas na całym świecie (standardowy czas, np. UTC). Żeby było wiadomo które punkty ziemi mają owo szczytowanie słońca w jednym czasie. Cykl dobowy- 24 godziny, godzina odpowiada 15 stopniom (bo cykl- ruch kołowy- koło =360 stopni)
- nazwa "południk" - jak najbardziej logiczna. Szczytowanie słońca następuje w połowie dnia (liczonego jako "od momentu wschodu słońca, do momentu zachodu słońca", czyli tak jak tradycyjnie ludzie uważali dzień)
Równoleżnik (def): jest to linia na ziemi łącząca punkty mające tę samą (określoną niżej, patrz wyjaśnienia) "wysokość słońca nad horyzontem" (czyli równoważny temu "kąt zenitalny słońca", czyli kąt "od zenitu")
Wyjaśnienia:
- wysokość słońca nad horyzontem określamy najpierw dla punktów ziemi w których słońce w ciągu roku jest zawsze widoczne nad horyzontem lub co najmniej na horyzoncie (nie ma "całodobowej nocy"). Dla tych punktów ziemi wysokość słońca nad horyzontem jest to:
średnia z dwóch SKRAJNYCH pomiarów położeń (maksymalnej dziennej wysokości nad horyzontem <=> kąta zenitalnego) słońca W CIĄGU ROKU. Przy czym pomiaru dokonujemy "od zenitu" (kąty zenitalne), uwzględniając kierunki wychylenia słońca względem zenitu. [jeśli skrajne wychylenia znajdują się po dwóch różnych stronach linii zenitu- to należy jedno brać ze znakiem minus, drugie ze znakiem plus. To ma miejsce oczywiście w okolicach międzyzwrotnikowych]
["Skrajne położenia słońca w ciągu roku"- te wysokości nad horyzontem (kąty zenitalne), w których następuje zmiana, "odbicie" ruchu słońca.
Np. dla równika: słońce świeci w dany dzień na maksymalnej wysokości ok. 23.4 stopnia od zenitu, następnie "rusza w kierunku zenitu", tj. w kolejnych dniach jego maksymalne wysokości zmieniają się w kierunku zera stopni (od zenitu), osiągają to zero stopni (zenit), po czym nadal przemieszczając się w tę samą stronę osiągają wartość (w jakiś dzień) minus 23.4 stopnia, tutaj "odbijają" i zmierzają w odwrotną stronę. I tak dalej. Skrajnymi punktami są więc 23.4 stopnia i minus 23.4 stopnia, czyli średnia zero stopni. Per analogiam dla dowolnego innego puntu ziemi, spełniającego założenie "dobowej obecności słońca nad horyzontem", czyli że w każdym dniu w roku jest widoczne nad horyzontem, nie ma dni bez słońca nad horyzontem]- dla miejsc ziemi, w których zdarza się "całodobowa noc" (całą dobę nie widać słońca) wysokość słońca mierzymy w ten dzień roku, w który w pozostałych (omówionych wcześniej w pkt 1) miejscach ziemi szczytujące w ciągu doby słońce osiąga swą zdefiniowaną wyżej (punkt 1) "wysokość słońca nad horyzontem" (są to jakieś dwa dni w roku)
W ten sposób zdefiniowane "południki i równoleżniki) są niezależne od kształtu ziemi.
Muszą być niezależne od kształtu ziemi, bo kształtu ziemi nie znamy .
["Kula ziemska"- to oczywiście urojenie. Patrz obserwacje powierzchni ziemi]
Południki i równoleżniki są to więc jakieś współrzędne, które są zależne od świateł nieba !
Jak odbywa się aktualnie rysowanie map (wielkich obszarów, nie mówię o mapkach geodezyjnych, lokalnych)?
Ano odbywa się tak:
Punkty o odpowiednich współrzędnych geograficznych (południki/równoleżniki) nanosi się na globus. Czyli punkty ziemi nanosi się na UROJENIE, wynikłe z błędu myślenia.
[Oczywiście NIE chodzi mi tu o projekcje map. Ale o istotę rzeczy! Bo różne projekcje są i tak rysowane na podstawie założenia globusowego, czyli są brane z globusa. Czyli projektowany (na jakąś powierzchnię, zazwyczaj na płaską) jest globus, wedle różnych, przyjętych akurat projekcji- Mercator, azymutalny...itd. Wszystko "brane z globusa".]
Jak powinno odbywać się rysowanie map?
Jak należy rysować mapy, by mieć nadzieję, że "rysujemy ziemię w pomniejszeniu"?
Otóż powinno ono odbywać się tak, według następujących zasad:
- po pierwsze należy odgadnąć kształt powierzchni ziemi. Jak to zrobić? Metoda jest prosta, aczkolwiek kosztowna i wymagająca lat pracy i pomiarów.
Oczywiście nie jest to metoda "z nieba", czyli "z oglądania świateł nieba", ta bowiem jest kompletnym odlotem umysłowym, niedorzecznością. Ponieważ kształt powierzchni to kształt powierzchni. A to jakie światła świecą się i na jakich zasadach nad daną powierzchnia, to zupełnie inna, nieuwarunkowana (w sposób absolutny) od kształtu powierzchni sprawa, ale zależna przede wszystkim od tego czym są te światła i jak działają.
Jak więc należy odczytywać kształt ziemi? Otóż przez badanie powierzchni ziemi, przez obserwacje powierzchni ziemi. Bo zachodzi:
kształt powierzchni ziemi <=> geometria powierzchni ziemi
Światła nieba są nam do niczego niepotrzebne, przy określaniu kształtu ziemi. Nawet jakby zgasły, to kształt ziemi nie zmieni się!
Należy więc mierzyć ziemię. Jak?
A najlepiej tak: tunel próżniowy rozstawiony na ziemi, względem powierzchni wody (poziomo).
Tunel taki eliminuje refrakcję powietrza. Przy założeniu, że bez refrakcji światło biegnie po prostej poznajemy kształt powierzchni ziemi (jako kształt powierzchni poziomej wody, względem której rozstawialiśmy tunel).
Pomiary takie należy przeprowadzać w różnych kierunkach (rozstawienia tunelu) i w różnych miejscach ziemi.[Odnośnie założenia, że "w próżni światło biegnie po prostej". Wcale nie jestem pewien tego założenia. No ale coś trzeba przyjąć. Ostatecznie tor światła w próżni wydaje się być jedynym sensownym "wzorcem linii prostej"]
W ten sposób można więc poznać kształt ziemi. Oczywiście wymaga to lat pracy i pomiarów w różnych miejscach ziemi .
Spodziewam się następującego rezultatu:
Że po tych pomiarach będzie można przyjąć idealizację, że powierzchnia poziomej wody jest płaska, czyli że ziemia jest płaska.
Dlaczego idealizację? A dlatego, że z przyczyn oczywistych nie udowodnimy pomiarami "idealnej płaskości ziemi", gdyż pomiary mają swoją tolerancję (błąd, niedokładność)- Znając kształt powierzchni ziemi (najpewniej jest płaska, ale to wyjdzie w pomiarach jw) można dopiero teraz przystąpić do rysowania mapy ziemi.
To rysowanie powinno się odbywać poprzez "składanie puzli" bok do boku. Czyli składanie małych lokalnych (geodezyjnych ) mapek.
Tutaj napotkamy na taką praktyczną trudność: trangulowanie będzie praktycznie niemożliwe na wielkiej wodzie, wielkich oceanach. Stąd z całą pewnością nie uda nam się w ten sposób zbudować "dokładnej mapy całej ziemi". Lecz będzie można bardzo dokładnie zbudować mapę lądów (oczywiście też: lata, a nawet wieki pracy!). Zbudowanie zaś mapy względnego położenia kontynentów może być bardzo bardzo trudne: wszak triangulacja na oceanie jest bardzo bardzo trudna, bo woda rusza się, a na głębokiej wodzie oceanów trudno o łatwe wbijanie w dno stałych markerów.
3.Dopiero na tak wyrysowaną mapę nanosimy długości i szerokości geograficzne, czyli równoleżniki i południki !
Dopiero na końcu nanosimy to co teraz robi się na początku, w oparciu o aprioryczne, fałszywe urojenie "kuli ziemskiej".
Jest jasnym, że jak dotąd NIGDY nie znaliśmy prawdziwej mapy ziemi i nadal nie znamy.
Jest wielce prawdopodobne, że nigdy w doczesności nie poznamy prawdziwej, dokładnej mapy ziemi. Bo patrz trudności z triangulacją międzykontynentalną.
Na pewno prawdziwą mapę ziemi poznamy, gdy wejdziemy do Nieba i gdy Ojciec ukaże nam ziemię tak, jak ją widać naprawdę, czyli z pozycji Nieba.
-
@jakubcjusz napisał w Antarktyda:
Czyli Ty tyko wierzysz, że jak upuścisz sobie 5cio kilową sztangę na stopę to zaboli? Dziwne. Ja to wiem.
Tylko wierzysz.
Pan Jezus np. chodził po wodzie. Zatem: Jego ciało nie naciskało na wodę z siłą taką jak zazwyczaj naciska.To, że "po upuszczeniu na pewno Cię zaboli" to tylko Twoja wiara.
Wiara, która zamienia (uogólnia, ekstrapoluje) to co "najczęściej obserwowane" na "zawsze"."Najczęściej obserwuje" się, że po włożeniu do rozgrzanego pieca ciało ludzkie "ulatnia się" (mówiąc delikatnie).
Lecz Szadrak Meszak i Abed-nego chodzili w rozpalonym piecu i chwalili Pana Boga.
Wszystko jest kwestią wiary, wszystko stoi na jakiejś wierze.
"Czysta wiedza" nie istnieje. -
@Maciej napisał w Antarktyda:
Pan Jezus np. chodził po wodzie.
Lecz Szadrak Meszak i Abed-nego chodzili w rozpalonym piecu i chwalili Pana Boga.A Maciej ma w piwnicy ołtarz, na którym składa ofiary. Mam dokładnie tyle samo dowodów na moje twierdzenie, co Ty na te powyższe.
PS. Nagraj film, jak zrzucasz sobie sztangę na nogę i udowodnij mi, że się mylę.
-
@Maciej napisał w Antarktyda:
Na pewno prawdziwą mapę ziemi poznamy, gdy wejdziemy do Nieba i gdy Ojciec ukaże nam ziemię tak, jak ją widać naprawdę, czyli z pozycji Nieba.
To może go spytaj i niech Ci powie już teraz. Takiemu wiernemu słudze chyba nie odmówi?
Ale, czekaj, czekaj, jak już będziesz z nieba patrzył na ziemię, to czy magiczna optyka nieba nie powygina obrazu?
-
@jakubcjusz napisał w Antarktyda:
PS. Nagraj film, jak zrzucasz sobie sztangę na nogę i udowodnij mi, że się mylę.
"Nie będziesz wystawiał Pana Boga swego na próbę."
Do Pana Jezusa diabeł też mówił "jeśli jesteś Synem Bożym, to rzuć się w przepaść, Aniołowie Boży będą Cię przecież ratować" (cytat niedosłowny- żeby się kto nie czepiał, lecz sensu nie zmienia)Cierpliwości. W godzinie Twojej śmierci będziesz miał wszystko udowodnione. Przez Pana Boga.
Także i to, że nie ma "czystej wiedzy".
W tej godzinie runie bowiem cała Twoja "wiedza", całe Twoje urojenie. -
@Highlander napisał w Antarktyda:
To może go spytaj i niech Ci powie już teraz. Takiemu wiernemu słudze chyba nie odmówi?
Przyjdą na ziemię Henoch i Eliasz. Dowiecie się więcej. Henochowi Bóg objawił wiele z tajemnic budowy świata. Cierpliwości.
To już niedługo. W czasie Antychrysta.
Wtedy będziecie gorliwie wyśmiewać i wyszydzać Dwóch Świadków.Ja zbyt mały jestem, żeby mi Ojciec to objawił już teraz.
Teraz cieszcie się tym co duch objawił waszym "mędrcom" (Eratostenes, Kopernik, Newton, Keppler, Einstein.... cała plejada waszych "świętych", wszak ich znacie).
I łudźcie się nadal, że to co "przyszło im do głowy" to było "z natchnienia Ducha Prawdy".
Jeszcze macie trochę czasu na złudzenia.To już ostatnie podrygi waszych pożal się Boże "nauk" o świecie.
Są to bowiem nauki Babilonu Wielkiego i Nowego Egiptu, cała ta fałszywa "wiedza", która czcicie bardziej, niż Boga.Ale rodzi się Prawdziwa Nauka, Nowy Świat. Na waszych oczach się rodzi. Ta Nauka, której nienawidzicie.
-
@Maciej napisał w Antarktyda:
PS. Nagraj film, jak zrzucasz sobie sztangę na nogę i udowodnij mi, że się mylę.
"Nie będziesz wystawiał Pana Boga swego na próbę."
Ale Ty nie jesteś Bogiem, więc nie zmieniaj tematu. Czekam na nagranie.