Witamy na Forum Płaska Ziemia

Witaj! Logowanie Rejestracja


Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Historia Płaskiej Ziemi
#1
Do pobrania:
https://www.dropbox.com/s/536oak1p6pyc1vy/HISTORIA%20P%C5%81ASKIEJ%20ZIEMI%202.docx?dl=0

ERIC DUBAY
Kompletna historia płaskiej ziemi od początku notowanej historii do dzisiejszych czasów:




   

Od początku notowanej historii i przez tysiące lat, wszystkie kultury na całym świecie wierzyły,że Ziemia jest płaska. Ich rozmaite kosmologie i kosmogonie różniły się w nieznaczny sposób, ale ich ogólna geografia i astronomia były niezwykle spójne i niemal identyczne. 

   

Ziemia była stacjonarną płaszczyzną, pozbawioną jakiegokolwiek ruchu lub krzywizny, płaska wzdłuż całej swojej ekspansji za wyjątkiem szczytów, gór i dolin. Biegun północny był pojedynczym, magnetycznym biegunem środka płaskiej ziemi z gwiazdą polarną, gwiazdą północnego bieguna, znajdująca się dokładnie nad nim. Gwiazda polarna była jedyną nieruchomą gwiazdą na niebie z wszystkimi innymi konstelacjami obracającymi się wokół, w idealnych kółkach nad Ziemią każdej nocy. Gwiazdy były podzielone na dwie kategorie, znane jako gwiazdy stałe i gwiazdy wędrujące.

   

Gwiazdy stałe tak się nazywają, ponieważ były obserwowane tak samo, jak widzimy je dzisiaj. Pozostawały stałe w formach swoich konstelacji noc po nocy, rok po roku, wiek po wieku, nigdy nie zmieniając swoich relatywnych pozycji. Gwiazdy wędrujące, które dzisiaj nazywane są planetami, były tak nazywane, ponieważ były obserwowane tak, jak możemy je zaobserwować dzisiaj, podróżujące i wędrujące po niebie obierające swoje własne, spiralo-graficzne formy wykonując oba ruchy, do przodu i wstecz nad i dookoła Ziemi podczas swoich cyklów. Słońce i Księżyc były jednakowej wielkości i one też krążyły nad i wokół nieruchomej ziemi tak, jak zostało to uwiecznione w chińskim symbolu Yin i Yang. Słońce i Księżyc były znacznie bliżej Ziemi niż dzisiaj jest to uważane a każde z nich świeciło swoim własnym, unikalnym i przeciwnym światłem. Słońce jest złote, ciepłe, suszące, konserwujące, antyseptyczne a światło Księżyca jest srebrne, zimne, wilgotne, rozkładające i septyczne. Słońce i Księżyc jakby podłączone do magnetycznego drzewka majowego, wykonują spiralne, naprzemienne podróże wokół Ziemi co roku.

   

Słońce rozpoczyna swoją wędrówkę od zwrotnika koziorożca, podczas przesilenia zimowego, robiąc swój najszybszy i największy krąg ponad Ziemią. Przez następne trzy miesiące Słońce zmniejsza swoją drogę i zwalnia prędkość przed równonocą jesienną, kiedy wykręca swoją drogę od zwrotnika koziorożca do równika. Następnie, w ciągu najbliższych trzech miesięcy, Słońce ponownie nieznacznie zmniejsza swoją drogę i spowalnia prędkość do momentu przesilenia letniego, gdzie wykręca najmniejsze i najwolniejsze okręgi wokół zwrotnika raka. Po osiągnięciu tego najmniejszego kółka, Słońce, podobnie jak wstążki tancerki dookoła drzewka majowego, rozpoczyna przeciwną, zewnętrzną, szybszą, powrotną podróż do zwrotnika koziorożca. Przez następne trzy miesiące, Słońce zacznie rozszerzać swoją drogę i zwiększy swoją prędkość do momentu równonocy jesiennej, kiedy Słońce wykręca swoją drogę od zwrotnika raka z powrotem do równika. Następnie, w ciągu trzech miesięcy, Słońce znów codziennie poszerza swoją drogę i przyśpiesza swoją prędkość aż do przesilenia zimowego, wypełniając swoją najszerszą i najszybszą drogę wokół zwrotnika koziorożca i roczna podróż Słońca, rozpoczyna się ponownie. Księżyc miał podobną roczną ścieżkę, krążąc wokół Ziemi, ale w przeciwieństwie do Słońca, które stale zmienia swoją prędkość, aby zachować spójny 24 godzinny dzień, prędkość Księżyca nigdy się nie zmienia. W zależności od szerokości geograficznej, Księżyc obserwowano tak, jak możemy zaobserwować go dzisiaj w cyklach, trwających około 25 godzin. To dlatego w różnych miejscach i o innej porze widzimy Księżyc rano, po południu lub wieczorem. 

   

Nawiązanie do tego znajdujemy w starych bajkach takich jak zając i żółw. Zając, tak jak Słońce zaczyna roczny wyścig pełen energii, emocji i ego, deklarując siebie zdecydowanym zwycięzcą startując z natychmiastową przewagą. Tymczasem równie pewny, o swoich pozornie mniejszych zdolnościach, pokorny, powolny i niezmienny żółw-Księżyc, zaczyna pozwalając zającowi prowadzić. W miarę trwania wyścigu, zarozumiały zając spowalnia i bierze drzemkę a wtedy żółw go wyprzedza. Jest to analogiczne do Księżyca osiągającego zwrotnik raka przed Słońcem każdego roku i zaczynającego swoją podróż powrotną. Kiedy zając osiąga swoją połowę drogi w wyścigu, uświadamia sobie, że jego słaba postawa spowodowała, że został wyprzedzony przez wolniejszego od siebie żółwia więc zaczyna przyśpieszać ponownie. Potem, przez resztę wyścigu Słońce zaczyna zwiększać swoją prędkość i z dnia na dzień zyskuje przewagę nad Księżycem, ale ostatecznie przegrywa, bo powolny, ale konsekwentny żółw osiąga linię mety przed zającem i wygrywa.

   

Pierwszą osobą w pisanej historii kiedykolwiek twierdzącą, że Ziemia wcale nie jest płaskim, nieruchomym centrum wszechświata był grecki matematyk i filozof Pitagoras z Samos około 500 roku przed naszą erą. Co ciekawe, Pitagoras był również zachwalany przez masońskich historyków takich jak Albert Mackey, James Anderson, William Hutchinson czy William Preston jako pierwszy mason. Prezentowane bardziej jako eksperyment myślowy niż kompletna kosmologia, Pitagoras zakładał, że gdyby Ziemia była sferyczną kulą obracającą się raz dziennie wokół własnej osi pionowej, jednocześnie obracającej się corocznie wokół nieruchomego słońca, to model ten może również wyjaśnić cykliczne ruchy ciał niebieskich. Ten heliocentryczny model był nauczany dla wtajemniczonych w szkole Pitagorasa Krotona, ale nigdy nie stał się popularny i nie miał wpływu poza Grecją przez kolejne 2000 lat. 

   

Sto lat później inny grecki matematyk o imieniu Platon, również forsował sferyczną kosmologię Ziemi z niewielką różnicą twierdząc, że kula ziemska jest w centrum ruchomego wszechświata a Słońce, Księżyc i gwiazdy obracają się wokół. Jego najsłynniejszy uczeń Arystoteles także pisał o geocentrycznej kosmologii i kulistej ziemi w swojej książce pt. „On the heavens”, oferując trzy główne dowody swojej teorii. Po pierwsze, Arystoteles zauważył, że podczas żeglugi, oddalając się od obserwatora znajdującego się na lądzie, statkom zbliżającym się do horyzontu, z pola widzenia znikał najpierw kadłub a potem maszt. Twierdził on, że było to spowodowane krzywizną ziemi. Arystoteles twierdził, że kadłub, dlatego pierwszy znika za horyzontem Ziemi kuli, ponieważ zakrzywienie ku dołowi powoduje znikanie najpierw kadłuba a potem masztu i całego statku chowającego się za krzywizną. Dziś możemy łatwo udowodnić, że Arystoteles był w błędzie przy swoim założeniu, ponieważ używając teleskopu, lornetki czy aparatu fotograficznego z powiększeniem, gdy statek całkowicie znika za horyzontem, nowoczesna technologia pozwala nam przybliżyć i przywrócić cały kadłub i statek z powrotem do widoku.

   

Świadczy to o tym, że kadłuby statków nie znikają pierwsze z powodu rzekomej krzywizny Ziemi, oraz że linia horyzontu jest jedynie znikającą linią perspektywy z punktu widzenia danego obserwatora a nie jak zakładał Arystoteles, z powodu początku krzywizny Ziemi. Horyzont jest subiektywny i może być różny w zależności od odległości, pogody, wysokości obserwatora i siły jego wzroku lub użytych instrumentów optycznych. Horyzont w rzeczywistości wznosi się na wysokość oczu obserwatora bez względu na to, jak wysoko się znajdujesz co dowodzi również, że linia horyzontu nie jest jakimś obiektywnym punktem krzywizny na wypukłej ziemi, lecz subiektywnie znikającym punktem perspektywy z punktu widzenia obserwatora. Drugim punktem Arystotelesa dowodzącym oferowanych przez niego teorii kulistości Ziemi był okrągły cień Ziemi, rzucany na Księżyc podczas zaćmienia Księżyca. Do dziś heliocentrycy oferują nam ten argument jako dowód kulistości Ziemi, twierdząc, że podczas zaćmienia Słońce, Ziemia i Księżyc ustawiają się w jednej linii pod idealnym kątem 180 stopni, jak trzy kule bilardowe powodując, że Słońce rzuca cień Ziemi na Księżyc.

   

To inteligentne, ale wadliwe założenie zostało przedstawione całkowicie błędnie. Zaćmienia Księżyca występowały i nadal regularnie występują, kiedy zarówno Księżyc jak i Słońce znajdują się razem, jednocześnie nad horyzontem. Już od dawnych czasów z okresu Pliniusza I, istnieją zapiski zaćmień, gdzie zarówno Księżyc jak i Słońce były widoczne jednocześnie na niebie i nadal są one rejestrowane aż do dziś przez królewskie towarzystwo astronomiczne. Oczywiste jest to, że gdy Słońce i Księżyc jednocześnie widoczne są nad horyzontem podczas zaćmienia, oznacza to, że nie są one ustawione w jednej linii 180 stopni, dlatego też, niemożliwe jest, aby Słońce mogło rzucać cień Ziemi na Księżyc i należy rozważyć inne wyjaśnienie. Tym wyjaśnieniem, istniejącym w wielu kulturach na całym świecie jest założenie istnienia innego ciała niebieskiego znanego jako Rahu, czyli czarne słońce będące tej samej wielkości co Słońce i Księżyc. Te półprzeźroczyste, czarne ciało przechodzi z przodu Słońca i Księżyca w czasie zaćmienia, powodując przygasanie ich światła. Ostatnim dowodem przedstawianym przez Arystotelesa do jego teorii kulistej ziemi było zachowanie się gwiazdy polarnej i innych gwiazd stopniowo zniżających się, kiedy obserwator przemieszcza się w kierunku południowym.

   

Twierdził on, że jej stopniowe zniżanie się i ewentualne znikanie za horyzontem niektórych gwiazd i konstelacji w czasie podróży na południe było dowodem, że obserwator poruszał się po wypukłej, zakrzywionej powierzchni. Podobnie jak w przypadku statków stopniowo znikających na horyzoncie, Arystoteles zakładał, że linia horyzontu była dosłownie krzywizną jego kulistej ziemi a gwiazdy zniżały się i znikały za nią stając się niewidoczne, ponieważ istniała masa zakrzywionej ziemi pomiędzy nim a obiektem. W rzeczywistości jednak, stopniowe obniżanie obiektu na niebie w kierunku horyzontu jest jedynie efektem prawa perspektywy na powierzchniach płaskich. Każdy student sztuki wie, że ludzkie oko postrzega świat w kształcie piramidy tak, że gdy patrzysz na długi korytarz, podłoga wydaje się podnosić, sufit obniżać a ściany schodzić do środka, punktu zbiegu widzenia obserwatora.

   
 
Oczywiście wymiary korytarza pozostają jednakowe na całej długości. Podłoga w rzeczywistości się nie podnosi, sufit nie obniża a ściany nie schodzą się ku sobie. Jednak ludzkie oko wszystko postrzega w ten sposób, podobnie, kiedy Słońce, Księżyc, samoloty czy chmury wydają się opadać w kierunku horyzontu w miarę oddalania się od nas. Faktycznie, wszystkie te obiekty nie tracą swojej wysokości i nie zbliżają się powoli do poziomu morza, lecz utrzymują swoją wysokość, w rzeczywistości oddalając się od nas a prawo perspektywy sprawia, że wydają się opadać.

   

Sto lat po Arystotelesie, około 250 roku p.n.e. kolejny grecki matematyk i filozof Eratostenes przedstawił swoje twierdzenia i rzekomo nowe dowody na kulistość Ziemi. Eratostenes zauważył, że w południe, w czasie przesilenia letniego w Syrene, Słońce nie rzuca cienia a promienie słoneczne sięgają aż do dna studni, kiedy jednocześnie w Aleksandrii, pionowo stojący pręt metalowy rzucał znaczący cień. Faktycznie, przez policzenie długości cienia i jego złożonej odległości od Słońca Eratostenes wykonał pomiar Ziemi będący bliski tego, jaki heliocentryczni astronomowie używają dzisiaj. Faktem jest jednak, że wyliczenia Eratostenesa zostały wykonane przy założeniu, że Słońce jest oddalone o miliony mil tak, aby jego promienie spadały równolegle nawet w punktach tak rozbieżnych jak Syrene i Aleksandria. To błędne założenie doprowadziło do jego wadliwego wniosku, który został podważony, kiedy zbudowano pierwszy żeglarski sekstant.

   

Korzystając z sekstantu oraz trygonometrii płaszczyzny poprzez pomiar kąta Słońca w dwóch różnych punktach na Ziemi jednocześnie oraz wyliczenie ich odległości od siebie, twierdzenie Pitagorasa ujawniło zarówno wysokość jak i wymiary Słońca. Używając tej metody, wielokrotnie obliczono wysokość i wymiary Słońca. Z wyliczeń wykonanych tą metodą wynika, że Słońce i Księżyc mają około 32 mile średnicy i znajdują się około 3 tysiące mil od powierzchni Ziemi. Filmy nakręcone przy użyciu balonów na dużej wysokości również pokazują jasne plamy na chmurach znajdujące się pod Słońcem potwierdzając, że Słońce jest lokalne i blisko działając jak reflektor a nie olbrzymia kula gazu oddalona o miliony mil od nas tak, jak heliocentrycy zakładają.

   

Po Eratostenesie teoria kulistej Ziemi całkowicie zniknęła z myśli filozoficznej i zapisywanej historii na blisko 2000 lat. Kosmologia geocentrycznej, płaskiej ziemi nadal królowała a Eratostenes reklamował się jako ojciec geografii przedstawiając płaską ziemię w swojej słynnej mapie świata z 194 roku p.n.e. Mniej więcej w tym samym czasie Krates z Mallos wynalazł pierwszy model kuli ziemskiej, ale nie wypłynęło to znacząco na skalę światową. Dużo później w 1522 roku n.e. Ferdynand Magellan jako pierwsza znana osoba opisana w historii opłynął świat. To opłynięcie w krótce stało się przedstawiane jako absolutny dowód na poprawność teorii kulistości Ziemi i jest to podawane aż do dziś. Jeśli Magellan był w stanie opłynąć w kierunku wschód-zachód dookoła świata i powrócić do swojego pierwotnego punktu wyjścia to Ziemia na pewno nie może być płaska i musi być kulą prawda? Źle! Podobnie, jak umieścisz kompas wyznaczając środek na płaskiej kartce papieru, rysujesz krąg w jedną albo w drugą stronę i w ten sposób powrócisz do punktu początkowego. Wiec czy statek lub samolot może opłynąć płaska Ziemię? Jedynym rodzajem opłynięcia, które nie może zostać wykonane na płaskiej ziemi jest opłynięcie Ziemi w kierunku północ-południe, który jak do tej pory nadal przez nikogo nie zostało wykonane. Zarówno biegun północny jak i Antarktyda są wojskowymi strefami egzekwującymi zakazy lotów samolotów i pływania statków kontrolowanymi przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), te same narody zjednoczone, które wyniośle prezentują mapę płaskiej ziemi.

   

W 1543 roku, na kilka dni przed śmiercią, mason i jezuita Mikołaj Kopernik opublikował swoją książkę pt. „O obrotach sfer niebieskich”, która ożywiła heliocentryczną kosmologię Pitagorasa i rozpoczęła rewolucję kopernikańską od płaskiego, geocentrycznego modelu w kierunku globalnego, heliocentrycznego modelu. Ponieważ jego książka zakładała, że Ziemia jest przechyloną, odchylającą się i obracającą się z prędkością zawrotu głowy sferą, wokół nieruchomego słońca, początkowo, spotkało się to z należytym niedowierzaniem. Kopernik zawsze przeciwdziałał temu twierdząc, że jego teorie były jedynie hipotezami i nie powinny być uważane za prawdę. W swojej książce napisał nawet ”Nauczania Pitagorasa zostały oparte na twierdzeniach, które mają być uważane za prawdę. Oznacza to, że nie jest konieczne, aby hipoteza była prawdziwa czy nawet prawdopodobna. Hipoteza o ruchu Ziemi jest tylko jedną, która jest przydatna do wyjaśnienia zjawisk, ale nie należy jej traktować jako bezwzględnej prawdy…” Rówieśnik Kopernika, słynny duński astronom Tycho Brahe argumentował przeciwko heliocentrycznemu modelowi, że gdyby Ziemia obracała się wokół Słońca na orbicie, to zmiana względnego położenia gwiazd po sześciu miesiącach ruchu orbitalnego nie mogłaby być niewidoczna. Brahe napisał, że gwiazdy powinny się oddzielać w miarę zbliżania i przybliżać w miarę oddalania, gdzie w rzeczywistości, po milionach mil rzekomej orbity wokół Słońca nie wykryto ani jednego centymetra paralaksy gwiazd, pozornej zmiany pozycji względem siebie co potwierdza nawet wikipedia. 

   

Brak zauważalnej paralaksy było uważane za krytyczny błąd w każdej teorii nie geocentrycznej. Odpowiedź Kopernika na ten oczywisty problem była prosta. Przesunął on gwiazdy tak absurdalnie daleko od Ziemi, że nawet po milionach mil rzekomego ruchu orbitalnego wokół Słońca, dostrzegalne paralaksy nie mogły być wykryte. Kopernik twierdził, że gwiazdy są miliony milionów mil od nas, a więc z matematycznego punktu widzenia niemożliwe byłoby wykryć takiej małej paralaksy. Ponownie, rówieśnicy Kopernika argumentowali przeciwko tej jego wygodnej korekcie słusznie twierdząc, że gdyby gwiazdy były oddalone o miliony mil, to nie byłoby sposobu, aby je zobaczyć. Kopernik ponownie propagując swą teorię twierdził, że powód, dla którego było można zobaczyć gwiazdy oddalone o miliony mil od nas jest taki, że nie są one jedynie przeźroczystymi punktami światła na nocnym niebie, ale ogromnymi kulami gazu, miliardy razy większymi niż nasze Słońce. Więc najpierw, Kopernik musiał przenieść gwiazdy biliony mil od nas, aby wyjaśnić brak paralaksy a następnie musiał powiększyć rozmiary gwiazd miliardy razy, aby wyjaśnić fakt, dlaczego w ogóle je jeszcze widzimy z tak niewyobrażalnych dystansów. W końcu, zaproponował konkretne odległości i równania matematyczne ugruntowując swoją teorię twierdząc, że ma precyzyjnie obliczoną odległość Słońca od Ziemi, która wynosiła dokładnie 3.391.200 mil.

   

Na przełomie XVII wieku Tycho Brahe, pod patronatem cesarza Rudolfa II rozpoczął budowę największego i najnowocześniejszego obserwatorium astronomicznego jakie kiedykolwiek wybudowano. Słysząc to, niemiecki astronom i mason Johannes Kepler zdecydował się na praktyki u Brahe. Kepler zdecydowanie bronił heliocentrycznej teorii Kopernika i Ziemi kuli, dlatego Brahe niechętnie akceptował Keplera jako swojego ucznia nawet pomimo jego zasług jako astronoma i matematyka. Brahe pozwolił Keplerowi mieć dostęp do obserwatorium, ale całkowicie strzegł danych i uzyskiwanych z nich wniosków co rozgniewało i sfrustrowało Keplera do tego stopnia, że zakończyło się to żywiołową wymianą argumentów w wyniku czego, Brahe wyrzucił Keplera. Rok później, po przeprosinach i znacznym zadośćuczynieniu Brahe wybaczył Keplerowi i ponownie przyjął go jako praktykanta. Tym razem Kepler nie był zadowolony ze swojej roli zwykłego ucznia i wkrótce zaproponował nowy projekt u cesarza Rudolfa o nazwie „Rudolf Astronomical Tables”. Niecały miesiąc później w tajemniczych okolicznościach Tycho Brahe padł martwy a Johannesowi Keplerowi pozwolono na dostęp do wszystkich danych Brahe, dowolne zarządzanie obserwatorium oraz posadę głównego astronoma cesarza Rudolfa II. Obfite poszlaki, oczywiste motywy i spekulacje sugerowały, że Kepler rzeczywiście zamordował Brahe. Tycho miał zaledwie 54 lata i cieszył się dobrym zdrowiem, kiedy nagle stał się śmiertelnie chory i zmarł. Jako oficjalną przyczynę śmierci ogłoszono zakażenie pęcherza moczowego jednak kolejne sekcje zwłok ujawniły obecność toksycznej rtęci na jego wąsach co doprowadziło wielu badaczy do wniosku, że Tycho Brahe został otruty. Książka z roku 2004 pt. Hollowly intryg sugerowała, że Kepler rzeczywiście zamordował Brahe, aby uzyskać dostęp do jego danych. Kepler nigdy sam nie zaprzeczał temu i napisał: „Przyznaję, że kiedy Tycho zmarł szybko skorzystałem z jego nieobecności i braku ostrożności spadkobierców poprzez obserwację pod moją opieką a może i uzurpacją”. I tak prze resztę swojego życia Kepler pracował w obserwatorium Brahe wykorzystując zebrane przez niego dane do dalszego wsparcia teorii Kopernika, którą Brahe zawsze krytykował. Kepler zmodyfikował obliczenia Kopernika i ruchy ciał niebieskich zmieniając je z regularnych okręgów na nieregularne elipsy a nawet sformułował nową odległość Słońca od Ziemi, chociaż Kopernik zawsze twierdził, że ta odległość to 3.391.200 mil, to jednak Kepler zdołał przekonać społeczność astronomiczną, że jego nowe wyliczenie 12.376.800 mil jest prawdziwą odległością.

   

Kilka lat później w 1608 roku został wymyślony pierwszy teleskop a do 1609 roku, kolejny mistrz kopernikanizmu, włoski astronom, mason i prawdopodobnie jezuita Galileusz, kupił i zbudował kilka z nich. Galileusz udoskonalił konstrukcję teleskopu zwiększając możliwość powiększenia z oryginalnego trzykrotnego do trzydziestokrotnego powiększenia. W 1610 roku dokonał rzekomo największego odkrycia w jego karierze. Z jego trzydziestokrotnym powiększeniem twierdził, że widział przez teleskop, jak to opisał trzy stałe gwiazdy, które ze względu na ich bardzo małe rozmiary były zupełnie niewidoczne a znajdowały się blisko Jowisza, ustawione w jednej linii na wskroś niego. Po śledzeniu przez chwilę tych niewidzialnych gwiazd, widząc, że pokazują się one czasami a innym razem już nie, Galileusz stwierdził, że kiedy nie mógł ich zobaczyć to pewnie ukrywały się za Jowiszem i dlatego mogą być niewidocznymi gwiazdami albo raczej niewidzialnymi księżycami na orbicie Jowisza. Jego rzekome odkrycie księżyców krążących wokół Jowisza było następnie reklamowane jako dowód potwierdzający system Kopernika twierdząc, że Ziemia musi być planetą jak Jowisz, ponieważ obie mają orbitujące księżyce. Aż do dzisiaj NASA twierdzi, że ma specjalne teleskopy, które mogą zobaczyć te księżyce Jowisza tak jak Galileusz w swoim czasie. Z obecnie zaawansowaną technologią teleskopów, aparatów czy kamer robienie zbliżeń umożliwia widzenie tych ciał niebieskich znacznie bliżej i ze znacznie większą precyzją niż Galileo mógłby to sobie wyobrazić. W 2016 roku nikon P900 posiadający 83 razy zoom optyczny i 332 zoom cyfrowy daje możliwości, które doprowadziłyby Galileo do wstydu. Jednak nawet z tak dużym powiększeniem, rzekome niewidzialne gwiazdy Galileusza są  niemożliwe do zauważenia i wykrycia. Galileusz i jego poprzedni kolega mason, działali bardziej niczym  wierzący w swoją heliocentryczną religię niż jak prawdziwi naukowcy. Stale wymyślali nowe,  skomplikowane teorie wspierające swoje konkluzje. Znacznie bardziej było to widoczne w przypadku Galileo przedstawiającego swoją teorię na temat przyczyny przypływów w 1616 roku. Kardynał Bellarmino napisał do Galileusza rok wcześniej, że „System Kopernika nie może się obronić bez prawdziwej, fizycznej demonstracji, że Słońce nie okrąża Ziemi, ale Ziemia okrąża Słońce”. Biorąc to sobie do serca Galileo miał nadzieję pokazać, że przypływy na Ziemi, powodujące rozlewanie się wody były spowodowane przyśpieszaniem i zwalnianiem rzekomego obrotem Ziemi wokół własnej osi i dookoła Słońca. Twierdził, że ten hipotetyczny ruch kulistej ziemi był przyczyną przypływów i odpływów a zatem pływy były dowodem na ruch Ziemi. Niestety, dla Galileo jego pomysły nie zostały zaakceptowane i w łatwy sposób podważone przez jego rówieśników, którzy słusznie zauważyli, że jeśli jego teoria byłaby prawdziwa, wtedy byłby tylko jeden przypływ dziennie. Nie tylko to, jeśli pływy powodowane byłyby rzekomym ruchem Ziemi, to wszystkie jeziora, stawy i śródlądowe akweny wodne powinny również je mieć a jednak ich nie mają.

   

Kolejnym mistrzem heliocentryzmu, był angielski matematyk i astronom, szlachecki mason i prezydent królewskiego społeczeństwa Sir Izaak Newton, który w 1687 opublikował swoje słynne „Principia mathematica” -podstawy matematyki w których przedstawił światu swój pomysł grawitacji. Teoria Ziemi kuli od dawna będąca w polu krytyka za bycie niepraktyczną, ze względu na naturalną fizykę kręcących się, kulistych obiektów a mianowicie, cokolwiek umieszczone na kulistej powierzchni powinno natychmiast spaść lub odlecieć. Jak mogą ludzie, budynki, oceany pozostać przyklejone do kulistej ziemi obracającej się szybciej od prędkości dźwięku. Teoria kuli potrzebowała siły, która mogłaby utrzymać wszystko na swoim miejscu. Siły na tyle mocnej, aby mogła ona utrzymać oceany przyczepione do spodu wirującej kuli ziemskiej, ale na tyle słaba, aby nie zatopić żaglówki. Siły na tyle mocnej, aby mogła przyciągnąć całą atmosferę kręcącą się z zawrotną prędkością na Ziemi kuli i jednocześnie na tyle słabą, aby pozwolić ptakom i owadom swobodnie unosić się i latać we wszystkich kierunkach. Siły tak dużej, aby mogła sprawić, że deszcz będzie padał w drugą stronę, rośliny rosnąć do góry nogami, ale jednak na tyle słabej, aby nie mogła zostać wykryta w żaden współczesny i znany nam sposób.

   

Postulat Newtona o ogromnej sile zdolnej do działania na ogromnych odległościach, doprowadził go do bycia mocno krytykowanym za wprowadzenie agencji okultystycznej w dziedzinę nauki. Wcześniej, przed newtonowską teorią grawitacji, naturalne prawa gęstości i pływalności doskonale wyjaśniały otaczający nas świat. Na przykład, powodem, dla którego balon wypełniony helem unosi się do nieba, podczas kiedy balon wypełniony powietrzem opada na Ziemię, nie jest awersja do helu magicznej, mistycznej i przyciągającej siła Newtona, ale po prostu dlatego, że hel jest zwyczajnie lżejszy i mniej gęsty niż azot, tlen i inne elementu które tworzą otaczające nas powietrze. Dlatego unosi się do góry i odwrotnie, balon wypełniony wydychanym przez Ciebie powietrzem z dwutlenkiem węgla jest cięższy i gęstszy niż otaczające go powietrze więc opada na Ziemię. Gdy dmuchniesz na nasiona mniszka, trzymając go w ręku to zdmuchnięte elementy, nieco cięższe od powietrza będą unosiły się powoli w powietrzu aż w końcu opadną na Ziemię. Jeśli opuścisz kowadło z ręki, czyli coś dużo cięższego od powietrza to spadnie ono szybko i bezpośrednio na Ziemię. Nie jest to spowodowane tym, że grawitacje preferuje kowadło od nasion mniszka, ale dlatego, że jest to naturalna fizyka wyporu obiektów mniej gęstszych od otaczającego je medium powodując, że się unoszą natomiast obiekty bardziej gęste od otaczającego je medium opadają. To jest powodem, dlaczego krople deszczu spadają poprzez powietrze a pęcherzyki powietrza unoszą się poprzez wodę z powodu swojej względnej gęstości. Nie ma to nic wspólnego z mistyczną, przyciągającą wszystko siłą do wirującej kuli z wyobraźni Newtona. Teoria Newtona podobno powstała po zaobserwowaniu spadającego z drzewa jabłka, tak jakby nikt nigdy w historii, do tego momentu, nie widział w ten sposób spadającego obiektu. Zastanawiając się czemu spadło, dostał istotnego objawienia naukowego. Jabłko spadło nie dlatego, że było gęstsze i cięższe niż otaczające je powietrze, ale raczej dlatego, że siła ze środka wirującej kuli ziemskiej przyciągnęła je do podłoża. Newton szybko zabrał się do pracy formując uniwersalną teorię powszechnego ciążenia którą zwykł tłumaczyć nie tylko spadającymi przedmiotami, ale również orbitującymi ciałami niebieskimi. Newton twierdził, że grawitacja Słońca, Księżyca, planet i gwiazd sprawia, że orbitują wokół pobliskich, masywnych ciał. 

   

Grawitacja więc nie tylko była kapryśna, ale i selektywna odnośnie obiektów, sprawiając, że niektóre opadają a inne unoszą się. Grawitacja była również w stanie wykonywać różne funkcje w różnych skalach. W ludzkiej skali grawitacja rzekomo powoduje, że ludzie, budynki i oceany przytwierdzeni są do Ziemi. Jednak w skali planetarnej grawitacja powoduje orbitowanie księżyców dookoła planet a planet dookoła gwiazd. Niestety Newton nigdy się do tego nie odnosił a przecież pozostaje pytanie. W jaki sposób grawitacja powoduje, że planety orbitują dookoła Słońca a ludzie przytwierdzeni są do obracającej się kuli ziemskiej? Grawitacja powinna raczej spowodować, że ludzie by się unosili, zawieszeni w kołowych orbitach dookoła Ziemi albo spowodować, że Ziemia, Księżyc i wszystkie planety zostałyby przyciągnięte i rozbite o Słońce. Te dwa efekty bardzo różnią się od siebie jednak przypisuje się, że powodowane są przez tą samą siłę. Ponadto, to magnetyczne przyciąganie masywnych obiektów przez zaproponowaną grawitację nie może zostać zaobserwowane nigdzie w naturalnym świecie przyrody. Nie ma przykładu w naturze, masywnej kuli lub jakiegoś obiektu o innym kształcie, który z powodu własnej masy powoduje przyciągnięcie lub orbitowanie dookoła siebie mniejszych obiektów. Nie ma niczego tak masywnego na Ziemi, aby można było wykazać, żeby nawet mały pyłek kurzu zaczął orbitować dookoła. Spróbuj zakręcić mokrą piłką tenisową lub innym kulistym przedmiotem z doczepionymi małymi rzeczami do jego powierzchni a zobaczysz, że wszystko odpada lub odlatuje i nic nie trzyma się czy też orbituje dookoła niego. Aby twierdzić, że istnieje fizyczne prawo bez ani jednego praktycznego przykładu czy dowodu jest pogłoską a nie nauką. W tym momencie, zaczynasz dostrzegać, że ci masońscy, heliocentryczni kapłani są mniej zainteresowani nauką i prawdą, niż propagowaniem i wymyślaniem dowodów dla swoich przesądów. Podobnie, jak twierdził Kopernik, że z całą pewnością Słońce oddalone jest o 3.391.200 mil od Ziemi, ale Kepler wyliczył, że z całą pewnością oddalone jest o 12.376.800 mil. Cytując Newtona: „Nie ma znaczenia czy wyliczymy to na 28 czy 54 miliony mil odległości, dla obu zadziało to tak samo dobrze”. Wydaje się, że miał rację, bo rzekome odległości do heliocentrycznego Słońca ciągle rosły w milionach mil aż do dzisiaj, gdzie oficjalna wersja NASA wskazuje na 93 miliony mil.

   

W 1773 roku kapitan Cook stał się pierwszym, nowoczesnym badaczem, który pożeglował za koło antarktyczne i dotarł do bariery lodu. Wyprawa ta oferował ekscytującą szansę na znalezienie dowodu potwierdzającego kulisty lub płaski model Ziemi. Kapitan Cook zamierzał całkowicie opłynąć Antarktydę poszukując przejścia w antarktycznej ścianie lodu. Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą mającą w obwodzie, na równiku 25.000 mil, jak twierdzą heliocentrycy, to kompletne opłynięcie Antarktydy wynosiłoby około 12.000 mil. Ale jeśli Ziemia jest płaska a Antarktyda otacza ją dookoła po całym obwodzie to kompletne opłynięcie Antarktydy musiałoby wynosić ponad 50.000 mil. W czasie trzech rejsów, trwających trzy lata i osiem dni, kapitan Cook z załogą przepłynęli w sumie 60.000 mil wzdłuż wybrzeż Antarktydy i igdzie nie znaleźli przejścia lub drogi prowadzącej przez i poza masywną, lodową ścianę. Kapitan Cook napisał: „Lód rozciąga się na wschód i zachód, daleko poza zasięg naszego wzroku. Południowa cześć oceanu oświetlona jest promieniami światła, które odbijają się od lodu na znacznej wysokości…”

   

Późniejsze wyprawy kapitana Jamesa Clarka Rossa i kapitana Georga Naresa w XIX wieku dodatkowo potwierdziły ustalenia kapitana Cooka. Wyprawa Rossa spędziła 4 lata i 5 miesięcy w mocno opancerzonych okrętach nie znajdując przejścia za południową, lodową ścianę. Nares spędził 3 lata opływając Antarktydę biorąc niepoprawne kursy wykonujac prawie 69.000 mil!. Jeśli Antarktyda rzeczywiście jest małym, lodowym kontynentem na spodzie Ziemi kuli, to wszystkie z tych wypraw skończłyby się lata wcześniej. Oprócz tego, wielu z tych antarktycznych badaczy w tym kapitan James Clark Rose i porucznik Charls Wills używający mapy projekcyjnej globu pisało w swoich dziennikach ze zdumienim, że rozbieżności w ich obliczeniach były normą twierdząc, że w zasadzie każdego dnia znajdowali się około 12-16 mil zdala od oczekiwanej pozycji a w niektóre dni rozbieżności dochodziły nawet do 29 mil. Te ogromne rozbieżności doświadczane przez odkrywców im bardziej podróżowali na południe, zazwyczaj przypisywali silnemu wpływowi wiatru, burz i prądów morskich. Ale jeśli to byłoby przyczyną to powinni oni równie często znajdować się przed swoimi obliczeniami a tak, nigdy się nie stało. W 1783 roku wynaleziono balony i po raz pierwszy w zapisanej historii, ludzie byli w stanie wznosić się kilometry nad powierzchnię Ziemi i przekonać się raz na zawsze, czy Ziemia jest płaska czy raczej kulista. Ku zaskoczeniu wielu osób, wraz z wysokością wznoszenia, horyzont pozostawał idealnie płaski 360 stopni dookoła nich i wznosił się do poziomu ich oczy przez cała drogę w górę. James Glaisher pisał w swoim Travels in the Air, cytując „Patrząc z góry kosza, horyzont widoczny jest na poziomie oczu a także wielki obszar poniżej. Byłem powalony jego duża równomiernością. Wszystko było karłowate na jednej płaszczyznie. Wydaje się być płasko”. Wiktor Emanuel, kolejny użytkownik balonu z gorącym powietrzem napisał, cytując „Zamiast widoku Ziemi opadającej po obu stronach oraz schowania najwyższej części pod koszem, tak jak zakładano, wyglądało to dokładnie odwrotnie. Najniższa część, jak wielka podstawa była bezpośrednio pod koszem a horyzont ze wszystkich stron wznosił się na wysokość wzroku. Tak jak stwierdziłem wcześniej, jest to możliwe tylko na płaskiej powierzchni”.

   

Minął niecały wiek, odkąd Newton opublikował swoje teorie na temat grawitacji zanim jakikolwiek eksperyment został wykonany, potwierdzając, że grawitacja w ogóle istnieje. W 1797 Henry Cavendish, brytyjski naukowiec, wolnomularz, mason oraz bogaty wnuk księcia Devonshire, wykonał eksperyment, który jak twierdził, pomyślnie udowodnił istnienie grawitacji. Mierząc jej stałą określił dokładna masę Ziemi, Słońca, Księżyca i planet. Jak Cavendish osiągnął ten milowy krok dla heliocentrycznej pseudo nauki? Zawiesił dwie duże kule na przeciwległych końcach równowagi skrętnej i zwiesił jej z dachu swojego kurnika. Przez oglądanie i rejestrowanie nieznacznych ruchów przy pomocy teleskopu przez okno, tak aby jego masa nie miała wpływu na odczyt, Cavendish stwierdził, że udowodnił grawitację. Dwie małe kulki wisiały zawieszone blisko dużych kul i jakikolwiek obserwowalny ruch jednej w kierunku drugiej, był odczytywany jako wpływ grawitacji. Obecnie eksperyment Cavendisha jest szeroko krytykowany przez społeczeństwo naukowe, ponieważ od czasu jego wykonania ponad dwa wieki temu, nikt nigdy nie był w stanie go powtórzyć. Po pierwsze kulki nie zawsze przyciągają się nawzajem jak powinny ze względu na tak zwaną stałą grawitacyjną, aby w ogóle była ona stała. Czasami równowaga skręca balans w kierunku kulek a czasami w przeciwną stronę, dlatego niemożliwe jest, aby nie uwzględnić pewnych ruchów drgań interakcji pomiędzy nimi. Henry nawet skarżył się w swoich notatkach, że podczas wykonywania pomiarów jego wynalazek wciąż drgał. Po drugie, odkąd obliczona siła grawitacji wynosiła 10 do potęgi 39 i była słabsza niż siła elektromagnetyczna z której wszystkie materialne obiekty się składają, to nie można mieć kontroli nad eksperymentem, który mógłby znacząco określić rzekomą siłę grawitacji od silniejszej siły elektromagnetycznej. Innymi słowy, kulki po prostu mogą się przyciągać wzajemnie za pomocą elektryczności statycznej, znanej siły występującej we wszystkich rzeczach i miliardy razy mocniejszej od siły grawitacji i niemożliwej do kontrolowania podczas eksperymentu. Choć nikomu nie udało się powtórzyć ustaleń Cavendisha, to eksperyment przeszedł do historii jako wielki sukces i nadal jest nauczany jako dowód powszechnego ciążenia w dzisiejszych podręcznikach naukowych. Pół wieku później w 1851 roku, francuski naukowiec Leon Foucault przeprowadził podobny eksperyment co Cavendish, lecz tym razem zwiesił pojedynczą kulę z sufitu, rozhuśtał ją i stwierdził, że cały obserwowany jej ruch boczny jest dowodem, że Ziemia pod wahadłem obraca się. Od pierwotnej demonstracji Foucaulta, jego wahadło regularnie jest huśtane i prezentowane w muzeach i salach wystawowych na całym świecie jako rzekomy dowód potwierdzający teorię heliocentrycznego model wirującej kuli ziemskiej.

   

Prawda jest jednak zupełnie inna niż większość naiwnej publiczności myśli. To wahadło Foucaulta jest nieudanym eksperymentem, który niczego nie dowodzi, poza tym, jak łatwe dla pseudo nauki jest oszukanie mas ludzi podatnych na oszustwa. Zacznijmy od tego, że wahadło Foucaulta nie huśta się jednolicie w jednym kierunku. Czasami obraca się w kierunku ruchu wskazówek zegara a czasem w przeciwną stronę do ruchu wskazówek zegara, czasem nie obraca się wcale a innym razem obraca się 0 wiele za dużo. Tak jak w przypadku eksperymentu Cavendisha, naukowcy próbujący powtórzyć ten eksperyment Foucaulta powiedzieli, cytując „Trudno było nie wprawić wahadła w boczne odchylenia”. W rzeczywistości, zachowanie wahadła zależy od dwóch czynników. Po pierwsze, od początkowej siły rozpoczynającej kołysanie wahadła. Po drugie, od okrągłego uchwytu, złączki łączącej kulę wahadła z jego mocowaniem, które w najłatwiejszy sposób umożliwia ruch kołowy bardziej niż każdy inny. Rzekomy obrót Ziemi jest zupełnie nie istotny, bez znaczenia i bez żadnego związku z bujaniem się wahadła. Gdyby tak zwana rotacja Ziemi wpływała na wahadło to nie byłoby potrzeby fizycznego wprowadzania wahadła w ruch. Skoro dzienny ruch obrotowy Ziemi powodowałby 360 stopniowe, jednostajne rotacje wahadeł to nie istniałyby nigdzie na Ziemi nieruchome wahadła.

   

Również w połowie XIX wieku, kolejny francuz o imieniu Gaspard Gustave Coriolis wykonał kilka eksperymentów pokazujących działanie energii kinetycznej w systemach obrotowych, które jak do tej pory przedstawiane są jako mit potwierdzający teorię heliocentryczną. Za efekt Coriolisa uznawane jest, że woda w zlewach i toaletach na półkuli północnej spływa, obracając się tylko w jednym kierunku, podczas gdy na przeciwnej, południowej półkuli powoduje spływanie wody w drugim kierunku, co zapewnia dowód na poprawność modelu wirującej kuli ziemskiej. Jednak po raz kolejny, podobnie jak bujające się wahadło Foucaulta i zawieszone kulki Cavendisha, spływająca woda w umywalkach i toaletach na północnej półkuli nie obraca się zawsze w jednym kierunku. Woda w umywalkach i toaletach w tych samych gospodarstwach domowych czy mieszkaniach jak się okazuje, często spływa w różnych kierunkach w zależności od kształtu zbiornika i kąta wpływania do niego wody a nie rzekomego obrotu Ziemi. Również mówi się, że efekt Coriolisa ma wpływ na trajektorię pocisków i warunki pogodowe rzekomo powodując, że większość huraganów występujących na półkuli północnej obraca się w kierunku przeciwnym do obrotu wskazówek zegara a większość huraganów na półkuli południowej, obraca się w kierunku zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Efekt powoduje również, że pociski z karabinów dalekosiężnych trafiają w prawą stronę tarczy na półkuli północnej oraz w lewą część tarczy na półkuli południowej. Jednak ponownie widzimy te same problemy. Nie każdy pocisk i nie każdy huragan konsekwentnie wykazują takie zachowanie a zatem nie może to zostać wykorzystane za dowód czegokolwiek.

   

Pod koniec XIX wieku, głównie dzięki eksperymentom, książkom i lekturom angielskiego wynalazcy dr Samuela Rowbothama, płaskoziemski renesans zaczął odwracać świat. Odkrycia Rowbothama, począwszy od jego książki z roku 1864 pt. „Earth is NOT a Globe”-Ziemia NIE jest kulą, eksperymentalne dochodzenie do prawdziwego kształtu Ziemi udowadniając, że Ziemia jest płaszczyzną bez osiowego i orbitalnego ruchu i jako jedyny materialny świat we wszechświecie, powodując dość duże zamieszanie w społeczności naukowej i dzięki trzem dekadom jego wysiłków, kształt Ziemi stał się gorącym tematem dyskusji na przełomie XIX wieku. Dr Rowbotham przeprowadził kilka eksperymentów przy użyciu teleskopów, poziomicy i teodolitu, specjalnych przyrządów do pomiaru poziomych i pionowych kątów na płaszczyznach. Poprzez umieszczenie ich na równych wysokościach i skierowanych ku sobie, wielokrotnie udowodnił z powodzeniem, że Ziemia jest idealnie płaska na dystansie wielu mil i bez żadnej, nawet najmniejszej, jedno calowej krzywizny. W swojej najbardziej znanej serii eksperymentów, Rowbotham udał się do Cambridge w Anglii, gdzie znajduje się dwudziesto milowy kanał o nazwie Old Bedford, który przechodzi w linii prostej przez Fenlands znanego jako Bedford level. Woda nie ma zapór, przerw lub innych przeszkód w innej formie i jest stacjonarna dzięki czemu doskonale nadaje się do ustalenia, czy jakakolwiek ilość wypukłości lub krzywizny faktycznie istnieje. Gdybyśmy żyli na kulistej ziemi to każdy staw, jezioro, kanał czy inny duży akwen stojącej wody musiałby formować niewielki łuk lub półkole zakrzywione w dół od szczytu. Jeżeli kula ziemska miałaby rzeczywiście 25.000 mil w obwodzie jak twierdzą heliocentrycy, to trygonometria kuli dyktuje, że wszystkie powierzchnie stojącej wody powinny zakrzywiać się ku dołowi i łatwo dać się policzyć 8 cali na milę pomnożone przez kwadrat odległości (8x8xodległość)

   

Oznacza to, że wzdłuż 6 milowego kanały stojącej wody, Ziemia musiałaby się zakrzywiać 16 stóp i 8 cali w dół od jednego do drugiego końca lub zakrzywiać się 6 stóp w obie strony od centralnego szczytu w zależności od tego, gdzie dany pomiar jest wykonywany. Rowbotham, wykonując pierwszy pomiar stanął w wodzie z teleskopem umieszczonym 8 cali nad powierzchnią wody a jego partner  w tym czasie wiosłując, oddalał się w małej łodzi z przymocowana z tyłu flagą na wysokości 5 stóp. Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą mającą 25.000 mil w obwodzie, to w momencie, kiedy łódka  dopłynęła do mostu oddalonego o 6 mil, powinna być całkowicie niewidoczna, schowana za sześcioma  stopami masy zakrzywionej wody. W rzeczywistości jednak, za każdym razem kiedy to sprawdzano,  cała łódka wraz z flagą była widoczna od początku do końca.

   

   

W drugim eksperymencie dr Rowbotham umieścił 7 flag wzdłuż płaszczyzny wody, każdą w odległości jednej mili do następnej na wysokości 5 stóp ponad powierzchnią wody i stanął z teleskopem za pierwszą z nich. Gdyby Ziemia była kulą o obwodzie 25.ooo mil, to każda kolejna flaga musiałaby się obniżać o pewną wartość niżej od poprzedniej. Pierwsza i druga flaga ustalałyby linię wzroku, wtedy trzecia flaga musiałaby być niżej o 8 cali od drugiej, czwarta flaga 32 cale, piąta 6 stóp poniżej, szósta 10 stóp i 8 cali poniżej a siódma flaga 16 stóp i 8 cali poniżej linii wzroku. Nawet, gdyby Ziemia była kulą mającą 100.000 mil w obwodzie, to ilość łatwo mierzalnej krzywizny powinna być i byłaby nadal widoczna w tym eksperymencie. W rzeczywistości jednak, nie ma ani jednego cala krzywizny a wszystkie flagi ustawione były zgodnie z poziomą płaszczyzną.

   

W 1870 roku, osoba popierająca Rowbothama, angielski naukowiec z Royal Academy John Hampden, oferował publicznie zakład stawiając 500 funtów temu, kto udowodni, że Ziemia jest kulista powtarzając eksperyment w Badford level. Alfred Russel Wallece, angielski naukowiec, zagorzały ewolucjonista i przyjaciel Charlesa Darwina przyjął zakład Hampdena i spotkali się wraz z sędziami do rozstrzygnięcia sprawy w Bedford level. Pierwotny plan był taki, aby powtórzyć eksperyment z flagami Rowbothama, ale po godzinach prób umieszczenia ich w odstępach jednej mili, jednej za drugą patrząc przez teleskop, cytując, „Nie byli nawet w stanie ocenić, która flaga była którą w kolejności, nie mówiąc już o tym, czy stały w linii prostej czy się zakrzywiały”. Gorąca debata doprowadziła do ostrej kłótni i eksperyment uznano za farsę. Tydzień później, Wallace ustalił nowe parametry eksperymentu, które nigdy nie zostały przetestowane lub potwierdzone przez Rowbothama  lub Hempdena. Wallace zawiesił duży płócienny materiał na moście Old Bedford z namalowaną grubą,  czarną linią przechodząca przez środek a następnie ustawił swój teleskop sześć mil na południe,  na moście Walnay na tej samej wysokości. W połowie drogi pomiędzy tymi dwoma punktami,  umieścił długi, czerwony słup z dyskiem umieszczonym na samej górze ustawionym w taki sposób, aby pozostać w jednej linii z czarnym znacznikiem i teleskopem. Wszystko to ustawił pod masońskimi, symbolicznymi 13 stopami i 3 calami nad wodą. Planem Wallace było obserwowanie dysku i czarnej linii przez teleskop i gdyby środkowy znacznik obniżył się poniżej linii wzroku, byłoby to odczytane jako pozioma płaszczyzna wody.

   

Gdyby jednak środkowy znacznik pojawił się powyżej linii wzroku to byłoby to dowodem na krzywiznę Ziemi. Hempden niezwłocznie wziął się do pracy próbując określić krzywiznę tą nową metodą ale stopniowo wycofywał się z dokończenia eksperymentu. Kiedy spojrzał przez teleskop, znacznik w centrum obniżył się nieznacznie poniżej krzyżyka a oddalony znacznik zawieszony na moście obniżył się odrobinę poniżej tamtego. Wynik ten nie był oczekiwany przez żadnego z nich, ale Wallace szybko stwierdził, że jest to dowód na zakrzywienie Ziemi w dół, podczas gdy Hampden stwierdził, że wyniki są zgodne z prawem perspektywy na powierzchniach płaskich. Tym razem, wywiązała się jeszcze bardziej gorąca dyskusja, aż Wallace odmówił rozmowy z Hampdenem i nie reagował na jego uwagi do tego stopnia, że policja eskortowała Hampdena z pokoju hotelowego przed opuszczeniem miasta następnego dnia. Sędziowie zakład rozstrzygnęli na korzyść Wallacea i przyznano mu pieniądze. W odpowiedzi na to, Hampden szybko opublikował 16 stronicową broszurę potępiając Wallacea za kłamstwo i oszustwo zatytułowaną „Czy woda jest płaska czy wypukła po tym wszystkim? Szwindel na kanale Bedford wykryty i ujawniony…” Inny kolega, pisarz i płaskoziemca William Carpenter  również obecny podczas eksperymetu napisał swoją, 30 stronicową równie pogardliwą opinię o oszustwie  zatytułowaną „Water NOT convex, Earth NOT a Globe”-(Woda nie jest wypukła, Ziemia nie jest Globem).  Przedstawia Alfred Russel Wallace, napisaną 05. Marzec. 1870

   

Hampden później pozwał Wallace do sądu i zażądał zwrotu 500 funtów. Sąd rozstrzygnął sprawę na rzecz Hampdena, stwierdził nadużycia i winę Wallace i nakazał oddać pieniądze w całości. Hempden w krótce po tym zaproponował Wallaceowi odnowienie zakładu i postawił 1000 funtów, zapraszając do eksperymentu dr Rowbotama. Tym razem chcieli powtórzyć eksperyment tak samo jak za pierwszym razem wykonał to Rowbotam, stojąc w wodzie z teleskopem umieszczonym 8 cali nad powierzchnią wody, obserwując łódkę z doczepioną z tyłu flagą na wysokości 5 stóp płynącą 6 mil do mostu Wellney. Kiedy nadszedł dzień wykonania zakładu, zła pogoda uniemożliwiła im dokończenie eksperymentu. Wtedy próbowali jeszcze kilka razy i za 5 razem, łódka odpłynęła na odległość 3 mil, ale wysokie fale uniemożliwiały kontynuawanie obserwacji. Pomimo tego, łódź z flagą wciąż była na dystansie 3 mil. W 2015 roku, grupa płaskoziemian powtórzyła eksperyment Rowbotama na kanale Badford level uzyskując podobny wynik. Nie odczytali żadnej krzywizny i widzieli całą łódkę pod znacznikiem w połowie dystansu, jednak przed osiągnięciem 6 mil przeszkodziła im pochmurna pogoda. 

   

W 1871 roku, pod dużym naciskiem opinii publicznej by odpowiedzieć na te roszczenia zwolenników płaskiej ziemi, prezydent Royal Astronomical Society George Airy, wymyślił eksperyment, który miał na celu raz na zawsze udowodnienie osiowego obrotu Ziemi i na zawsze uciszyć budzącą się chołotę płaskoziemców. Wypełnił on w tym celu teleskop wodą, aby spowolnić prędkość wpadającego do środka teleskopu światła gwiazd a następnie obliczył niezbędne nachylenie, aby światło wpadało na sam dół tubusa. Airy planował zmierzyć prędkość teleskopu a co za tym idzie, również prędkość Ziemi poprzez ekstrapolowanie pochylenia potrzebnego by utrzymać wpadające światło w linii prostej. Jednak eksperyment zapisał się w historii jako „porażka Airyego” ponieważ za każdym razem, kiedy Airy go powtarzał, światło gwiazd wchodziło pod prawidłowym kątem bez żadnych koniecznych zmian udowadniając, że gwiazdy poruszają się względem stacjonarnej ziemi a nie na odwrót. Airy zamierzał udowodnić poprawność teorii heliocentrycznej, lecz zamiast tego, opracował stały dowód potwierdzający geocentryczny model świata.

   

W 1887 roku amerykańscy fizycy Albert Michelson i Edward Morley przeprowadzili eksperyment w celu ustalenia prędkości z jaką porusza się Ziemia w przestrzeni co wówczas nazywano eterem. Poprzez puszczenie wiązki światła dwiema ścieżkami, z czego jedna w kierunku rzekomej orbitacji Ziemi a drugą pod odpowiednim kątem naprzeciw pierwszej. Światłu podróżującemu z Ziemią po orbicie powinno zabrać więcej czasu na powrót niż światłu podróżującemu w przeciwnym kierunku. Ku zaskoczeniu Michelsona, Morleya i całemu środowisku naukowemu, nie wykryto żadnej różnicy nawet po powtórzeniu tego eksperymentu w kilku różnych miejscach. Próbując załatać ten rażący problem, środowisko heliocentryczne utworzyło formację FitzGerald-Lorentz, których celem było stwierdzenie, że droga światła przemieszczającego się w tym samym kierunku, w którym porusza się Ziemia, stała się fizycznie krótsza podczas eksperymentu, dlatego czas potrzebny na powrót światła był równy z czasem powrotu światła poruszającego się z przeciwnego kierunku. Wyniki eksperymentu Michelson-Morley były tak szkodliwe dla całego mitu wirującej kuli ziemskiej, że byli oni zmuszeni stworzyć to niedorzeczne, uwstecznione wyjaśnienie, które Arthur Miller nazwał „fizyką desperacji’.

   

Po śmierci Samuela Rowbothama, Lady Elizabeth Blount angielska pisarka, zwolenniczka płaskiej ziemi, wegetarianka i przeciwniczka wiwisekcji założyła „Universal Zetetic Society”, które zrzeszało tysiące członków i publikowało przez kilka dekad gazetę o nazwie „Earth NOT a Globe Review” Wielu innych, wybitnych zwolenników płaskiej ziemi również robiło co mogło w tym czasie, aby rozpowszechnić te informacje. John Hampden kontynuował publikację swoich prac i przedrukował pracę Samuela Rowbothama. W 1885 roku Wiliam Carpenter opublikował swoją słynną pracę „One Hundred Proofs Earth is NOT a Globe” - (Sto dowodów, że Ziemia NIE jest Globem). W 1892 roku, Alexander Gleason wydał swóją „New Standard map of the World”–(Nową Standardową mapę Świata), która do dziś pozostaje jedną z najbardziej dokładnych map płaskiej ziemi jakie kiedykolwiek stwarzono. Miał on nadzieję, że całkowicie zastąpi ona globusy i mapy Merkatora, niestety wpływ jego mapy był krótkotrwały. W następnym roku 1893 Gleason opublikował swój tom zatytułowany „Is the Bible from Heaven? Is the Earth a Globe? Does the modern science and Bible agree? (Czy Biblia jest z Nieba? Czy Ziemia jest Globem? Czy nowoczesna nauka i Biblia się zgadzają? która pokazywała wiele dowodów na płaską ziemię i wyjaśniała tą wspaniałą mapę).

   

W 1899 roku pisarz i płoskoziemca z południowej Afryki Thomas Whinship, opublikował swoją doskonałą prace pt. „Zetetic Cosmogony”, dowody, że świat nie jest wirującą kulą tylko stacjonarnym okręgiem płaszczyzny. W roku 1903 zapoczątkowano loty samolotów, które gdyby istniały w czasach Kopernika, na pewno zniszczyłyby jego fantazje na temat wirującej kuli na długo przed startem. Kiedy wynaleziono balony na gorące powietrze, ludzie mówili, że powód, dla którego nie mogą po prostu unieść się w powietrze i poczekać, aż wirująca kula sama doprowadzi do nich punkt docelowy był taki, że grawitacja w jakiś sposób trzyma cała atmosferę i wszystko co w niej nieruchomo w jednym miejscu. Grawitacja przyciąga ją tak jednolicie, że nawet przemieszczając się z prędkością 1650 km/h nie możemy tego zobaczyć, poczuć, usłyszeć czy zmierzyć w żaden sposób. Odkąd technologia samolotów rozwinęła się tak, że możemy latać z porównywalną prędkością do rzekomego obrotu Ziemi i stało się widoczne, że Ziemia wraz z atmosferą nie mogą jednolicie kręcić się z prędkością 1650 km/h z zachodu na wschód. Prosty przykład, jeśli Ziemia kręci się ze stałą prędkością 1000 mil na godzinę na wschód, wtedy droga samolotów lecących jeden na wschód, drugi na zachód byłaby znacząco inna. Jeśli zwykły, pasażerski samolot lecący ze średnia prędkością 500 mil na godzinę po równiku w kierunku zachodnim, powinien dotrzeć do celu około 3 razy szybciej niż w czasie drogi powrotnej w kierunku wschodnim.

   

W rzeczywistości jednak, różnice pomiędzy wschodnimi i zachodnimi lotami zwykle ograniczają się do minut, czyli nawet w przybliżeniu do tego, co działoby się na wirującej 1000 mph kuli ziemskiej. Na przykład. Lot na wschód zgodnie z rzekomym obrotem Ziemi z Tokio do Los Angeles trwa średnio 10,5 godziny. Dlatego lot powrotny w kierunku zachodni, przeciwnym do rzekomego obrotu Ziemi powinien trwać średnio 5,25 godziny. W rzeczywistości jednak, trwa on średnio 11,5 godziny. Również powinieneś zauważyć, że gdyby Ziemia była kulą, to na półkuli południowej byłyby loty w prostej linii najkrótszą i najszybszą trasą ponad kontynentem Antarktyki z np.Santiago/Chile do Sydney/Australi. Zamiast lecieć najkrótszą i najszybszą trasą w linii prostej ponad Antarktydą, to wszystkie te samoloty wykonują różne objazdy w pośrednich kierunkach oddalając się od Antarktydy. Wytłumaczenie tego jest takie, że podczas lotów nad Antarktydą jest za zimno dla samolotów by tam mogły latać. Rozważając fakt, że jest wiele lotów z Antarktydy do lub nad Antarktydą a NASA twierdzi, że przetrwała w gorszych, zimniejszych i dużo gorętszych warunkach niż te, które doświadczamy tu na Ziemi. Takie odpowiedzi wyraźnie brzmią jak wymówki. Jasne jest, że loty takie nie są wykonywane, ponieważ jest to niemożliwe. Gdyby Ziemia była kulą a Antarktyda za zimna by nad nią przelecieć, to jedynym logicznym lotem z Sydney do Santiago byłby lot w prostej linii nad Pacyfikiem pozostając cały czas na półkuli południowej. Tankowanie odbyłoby się w Nowej Zelandii lub innych miejscach docelowych wzdłuż linii lotu, gdyby było to naprawdę konieczne. W rzeczywistości jednak, loty z Santiago de Chile do Sydney prowadzą na północną półkulę do Los Angeles i innych miast Ameryki północnej po czym kontynuują lot z powrotem na półkulę południową. Tak niedorzeczne objazdy trasy lotów nie mają żadnego sensu na kulistej Ziemi, ale za to mają duży sens i formują prostą linię na mapach płaskiej Ziemi.

   

Inny lot z Johannesburga/ RPA do Perth/Australia, powinien być wykonany najkrótszą trasą w linii prostej nad oceanem indyjskim nawet z możliwością tankowania na Malediwach lub Madagaskarze. W rzeczywistości nie praktykuje się tego a loty te zastanawiająco zatrzymują się w Dubaju, Hong Hongu lub Malezji i wszystkie nie mają żadnego sensu na kulistej ziemi, ale staje się to zupełnie zrozumiałe po zobrazowaniu na mapie płaskiej ziemi. Przeanalizowanie niektórych połączeń lotniczych i ich międzylądowań udowodni nawet najtwardszym sceptykom, że są wyraźne rozbieżności na kulistych mapach.

   

Bazując na eksperymencie Michelson – Morley w 1913 roku, francuski fizyk George Sagnac ponownie udowodnił istnienie eteru i bezruchu Ziemi poprzez puszczenie wiązek światła w przeciwnych kierunkach dookoła stołu i skombinowaniu ich razem, co wytworzyło zakłócenia. Raz puścił wiązkę przy stacjonarnym stole, następnym razem zakręcił stołem z prędkością 2 obroty na sekundę i zauważył, że droga wiązek się zmienia relatywnie do prędkości stołu. Wyniki tego eksperymentu miały bardzo znaczący wpływ w naukę. Zmiana wzoru zakłóceń pomiędzy próbami w ruchu i w bezruchu dowodzi, że światło, tak jak i Ziemia były stacjonarne.

   

W 1914 roku William Westfall napisał swój geocentryczny klasyk pt. „Does the Earth rotate? No! - Czy Ziemia się kręci? Nie! I kiedy arcydzieło Georga Hicksona pt. „Kings Dethrone” – Królowie zdetronizowani, historia ewolucji astronomii od czasów cesarstwa rzymskiego do dnia dzisiejszego została opublikowana w 1922 roku, wtedy heliocentryczna teoria wszechświata stała na chwiejnych nogach. W 1925 roku eksperyment wykonany przez Michelson Gale potwierdził stacjonarną ziemię. Dla grupy u władzy jasne stało się, że muszą ponownie zrobić coś wielkiego, aby opinię publiczną przekierować w ich stronę.

   

W 1916 roku fizyk żydowskiego pochodzenia Albert Einstein, opublikował swoją ogólną teorię względności, świetny przegląd heliocentryzmu, w którym za jedną filozoficzną zmianą zniósł eter z badań naukowych zastępując go formą relatywizmu, względności która umożliwia heliocentrykom i geocentrykom na uzyskanie tych samych wyników.

   

Jednak gdyby nie było eterycznego medium, w którym wszystko się znajduje, wtedy hipotetycznie, jeden z obiektów będzie zachowywał się całkowicie względnie w odniesieniu do innego obiektu tak jak Ziemia i Słońce. Jedną filozoficzną zmianą, bez żadnych dowodów na jej poparcie, Einstein i cały heliocentryczny establishment chce, abyśmy zapomnieli o eksperymentach tych wszystkich ludzi jak Airy, Michelson-Morley, Sagnaca, Gala i zamietli je pod dywan udając, że nie istnieją, a oni będą mówić, że wszystkie ruchy we wszechświecie są względne. Pod koniec 1920 roku Einstein i jego teorie zostały pchnięte tak mocno, że heliocentryczna teoria zrobiła wielki powrót a Einstein promowany był na wielkiego geniusza i jeden z najwybitniejszych umysłów w historii. Jednak prawda jest daleka, on sam kiedyś zapytany, jak to jest być najmądrzejszym człowiekiem na świecie? Odpowiedział, nie wiem, musicie zapytać Nicola Tesla. Był to prawdziwy geniusz, który nie wspierał w żaden sposób teorii względności Einsteina i teorii heliocentrycznej. Einstein został nawet przyłapany na kłamstwie, kiedy stwierdził, że nigdy nie słyszał o eksperymencie Michelson-Morley. Później przyznał, że w zasadzie stworzył teorię względności w celu zniesienia eteru i unieważnienia wyniku Michelsona-Morley. Przed rokiem 1930 ekscentryczny chrześcijanin i płaskoziemianin Wilbur Glenn Voliva, otrzymał światowy rozgłos dzięki wycieczkom i audycjom radiowym z jego osobistej stacji aż do Australii. Słynny Voliva założył i zbudował miasto Zion City w stanie Illinois. Było tam około 6.000 mieszkańców, gdzie wszyscy byli płasko-ziemianami.

   

Zion City miało nawet szkołę i kościoły, które nauczały kosmologię płaskiej ziemi. W duchu Rowbotama i Hempdona, Voliva przez całe swoje życie oferował zakład pieniężny wart 5,000 dolarów każdemu, kto będzie mógł obalić płaską ziemię. Aż do jego śmierci w 1942 roku nie było chętnych. Po drugiej wojnie światowej, operacja „paperclip”- (spinacz), sprowadziła setki niemieckich naukowców i fizyków do Ameryki, którzy później w latach 50-tych zostali zatrudnieni przez NASA tj. Narodowa Agencja Aerodynamiki i Przestrzeni Kosmicznej. W międzyczasie rosyjski program kosmiczny został stworzony, aby brać udział w tak zwanym „wyścigu kosmicznym” pomiędzy Ameryką i Rosją.

   
Odpowiedz
#2
Historia Płaskiej Ziemi - cz. 2

   

Geostacjonarny system satelitarny został wyobrażony po raz pierwszy i zaprezentowany w 1945 roku przez wolnomularza (freemason) i pisarza książek science-fictions Arthura C.Clarkea. To, co sobie wymyślił, nieco ponad dekadę później, nieoczekiwanie zamieniło się z naukowej fikcji w naukowy fakt. W 1957 roku Rosja wystrzeliła na niska orbitę Ziemi, pierwszego satalitę o nazwie Sputnik. W 1958 roku Ameryka wystrzeliła Explorer I. Do dziś dnia ponad 20.000 satelit rzekomo orbituje dookoła Ziemi. Ponoć orbitują one w termosferze, gdzie temperatura dochodzi do 4.530 stopni Fahrenheita (około 2,500 stopni Celsjusza). Jednak metale używane do produkcji satelit takie jak aluminium, złoto czy tytan mają punkty topnienia odpowiednio 1.221 stopni F, 1.948 stopni F, i 3.034 stopnie Fahreinheita, wszystkie dużo niższe niż temperatura panująca w termosferze i którą satelity ewentualnie mogłyby wytrzymać bez stopienia się. Ludzie czasem twierdzą, że widzą satelity gołym okiem ale jest to niedorzeczne. Są one mniejsze od zwykłego autobusu, rzekomo na wysokości ponad 100 mil (ponad 160 kilometrów). Niemożliwe jest zobaczyć coś tak małego z tak daleka. Nawet używając teleskopu nikt nie twierdzi, że widzi nawet kształty satelit raczej poruszające się światła, które mogą być wieloma innymi rzeczami jak na przykład samoloty, drony, ruchome gwiazdy lub inne niezidentyfikowane obiekty latające. Skoro istnieją geostacjonarne satelity to nie powinny one wydawać się poruszać po niebie, tylko raczej być umiejscowione w jednym punkcie nieba na stałe, przez cały dzień i każdego dnia.

   

Również w drugiej połowie lat 50-tych, mieszkający w Dover w Anglii Samuel Shenton, w duchu Rowbothama i Lady Blount z Zetetic Society, otworzył IFERS – (Międzynarodowe Towarzystwo Badania Płaskiej Ziemi) i zaczął prezentować swoje wykłady na temat naszej płaskiej i statycznej ziemi w telewizji, prasie i szkołach. Pod koniec XIX wieku, Shenton odkrył książki i autorów piszących o płaskiej ziemi i postawił sobie za zadanie rozgłaszać te zetetyczne informacje po całym świecie, w szerz i wzdłuż jak to tylko możliwe.

   

NASA zaczęła regularnie wysyłać rzekome satelity na orbitę Ziemi a ludzie stale pytali Shentona, czy przy ich pomocy może udowodnić, że Ziemia jest kulą? On zawsze im odpowiadał, „czy żegluga wokół wyspy udowodni, że jest ona kulista? Kiedy NASA oznajmiła, że wysłała człowieka w kosmos, Shenton od początku mówił, że te wszystkie zdjęcia i filmy wideo to oszustwo. Kiedy John Glenn rzekomo orbitował dookoła ziemskiego Globu w 1963 roku, Shenton nawet wysłał mu darmowe członkostwo w IFERS i prywatną wiadomość mówiącą „OK mądralo”. Shenton wiedział, że John Glenn, dwukrotny senator USA i jeden z pierwszych astronautów NASA był kłamiącym masonem, tak ja cała reszta ojców heliocentryzmu od Pitagorasa, Kopernika, Keplera do Cavendisha łącznie z prawie wszystkimi astronautami NASA. Buzz Aldrin jr przyznał się, że nosi pierścień z symbolem masonerii 33 stopnia z loży Montclair nr.144 w New Jersey. Edgar Mitchell jest masonem z zakonu i loży nr. 29 w Nowym Meksyku. James Irwin był członkiem Tejon lodge w Colorada Springs nr 104. Don Eisele był członkiem loży Luther B. Turner nr.732 w Ohio. Gordon Cooper był mistrzem masońskim w Carbondale lodge nr. 82 w Colorado. Virgil Grisom był mistrzem masońskim z loży Mitchell nr. 228 w stanie Indiana. Walter Schirra jr był masonem 33 stopnia z Canaveral loży nr. 339 na Florydzie. Thomas Stafford jest masonem w Western lodge nr. 138 w Oklahoma. Paul Weitz jest z loży Lorentz nr. 708 w Pensylwanii. C. Fred Kleinknecht, szef NASA podczas programu Apollo, w krótce potem stał się suwerennym komandorem rady 33 stopnia starożytnego i akceptowanego masońskiego rytu szkockiego w południowej jurysdykcji.

   

Astronauci NASA: Neil Armstrong, William Shepherd, William Pogue, Vance D. Brand, Anthony W. England wszyscy mieli ojców, którzy również byli wolnomularzami, masonami. Liczba astronautów, którzy są masonami lub mają masońskie rodziny jest zadziwiająca.  Jest prawdopodobne, że więcej astronautów i innych osób o kluczowym znaczeniu w NASA jest również powiązanych  z braterstwem, ale nie mówią otwarcie o swojej przynależności. Dlatego istnienie tak wielu  masonów, członków największego i najstarszego sekretnego stowarzyszenia, zaangażowanych jest w promowanie i propagowanie tej heliocentrycznej doktryny kulistości od dawnych czasów do dnia dzisiejszego co powinno budzić poważne podejrzenia. Przed misją Apollo, zanim nawet NASA przygotowała swoją pierwszą wyrzutnie rakiet, 1 1 astronautów zginęło w bardzo podejrzanych wypadkach. Virgil „Guss” Grissom, Rodger Chaffee i Ed White zostali skremowani razem w pożarze kapsuły Apollo, w czasie wykonywania niebezpiecznego testu, który był zupełnie niepotrzebny. Zostali zamknięci w szczelnej komorze tlenowej, która spowodowała ich śmierć przez spalenie w ciągu kilku sekund. 7 innych astronautów takich jak Ted Freeman, Charles Bassett, Elliot See, Russel Rogers, Clifton Williams, Michael Adams i Robert Lawrence zginęło w sześciu innych wypadkach lotniczych a Edward Galen Givens w wypadku samochodowym. Osiem z tych zgonów, miało miejsce tylko w samym 1967 roku. Ci wszyscy astronauci, którzy zginęli w podejrzanych okolicznościach, które były wysoce nieprawdopodobne nasuwa podejrzenie, że wszyscy ci astronauci umyślnie zostali „uciszenie” przez masonów, szukających odpowiednich ludzi, aby sprzedać swoje oszustwo. Jednym z najbardziej szczerych z „uciszonych” astronautów, był Virgil „Guss” Grissom, który w 1967 roku stawał się coraz bardziej zirytowany i negatywnie wypowiadał o możliwościach NASA do jakiegokolwiek lądowania na Księżycu. Twierdził on, że „szanse są mizerne” i pamiętnie zawiesił cytrynę przy kapsule Apollo, która każdorazowo zawodziła testy. Grissom groził, że upubliczni swoje skargi i nawet powiedział swojej żonie Betty, cytując „jeśli kiedykolwiek wydarzy się jakiś poważny wypadek w programie kosmicznym, to z pewnością będę to ja”.

   

Zaraz po morderstwie, agenci rządowi dokonali przeszukania domu Grissoma, zanim jeszcze ktokolwiek został poinformowany o pożarze i jego śmierci. Zabrano wszystkie jego osobiste dokumenty i notatki, które nigdy nie zostały zwrócone. W latach 1969 - 1972 masoni z NASA twierdzili, że 6 z misji Apollo wylądowało na Księzycu. Tym genialnym oszustwem, niewielką technologią rakietową, bandą kłamiących masonów i fotografią zrobioną przez okno, tą operacją psychologiczną, NASA była w stanie przekonać prawie wszystkich, że żyją na wirującej kuli Ziemskiej. W filmie dokumentalnym, pt: „Funny things happen to the way on the moon” – (zabawne rzeczy wydarzyły się w drodze na Księżyc), można obejrzeć oficjalny materiał filmowy NASA, który wyciekł do opinii publicznej i pokazuje astronautów Buzza Aldrina, Neila Armstronga i Michaela Collinsa przez około godzinę używających przeźroczy i sztuczek z kamerą w celu zrobienia fałszywego zdjęcia okrągłej ziemi. 

   

Komunikowali się z centrum lotów w Houston w jaki sposób dobrze wykonać to ującie. Ktoś podpowiada im, jak ustawić kamerę by osiągnąć pożądany efekt. Najpierw przyciemnili wszystkie okna z wyjątkiem jednego dolnego, okrągłego i skierowanego w dół. W kierunku tego właśnie okna skierowali kamerę oddaloną o kilka kroków. To stworzyło iluzję Ziemi w kształcie kuli, otoczonej czernią kosmosu co w rzeczywistości, było okrągłym oknem w ciemnej kabinie samolotu. W tamtej chwili Armstrong twierdził, że są na wysokości 130.000 mil nad Ziemią w połowie drogi na Księżyc. Jednak gdy sztuczki z komerą dobiegły końca, widz mógł zobaczyć na własne oczy, że ci astronienauci byli nie wyżej niż 100 mil nad Ziemią, lecąc samolotem na dużej wysokości. Ten obraz, pokazujący kulistą ziemię wkrótce stał się najbardziej popularnym i wartościowym narzędziem masonów do zmiany społecznej percepcji na temat kształtu Ziemi. Do pierwszego, historycznego obrazu Ziemi o nazwie „Blue Marble”, NASA opublikowała na przełomie lat, dużo więcej zdjęć i wideo przedstawiających kulistą ziemię, które stały się wizualnym dowodem na poprawność starożytnej, 2.500 letniej teorii Pitagorejskiej. Jednak, patrząc sceptycznym okiem na te „zdjęcia” kulistej ziemi pokazywane nam przez NASA, analitycy znaleźli niepodważalne dowody na to, że są one tworzone komputerowo. Na przykład obraz Ziemi zrobiony z Księżyca, okazał się być skopiowany i wklejony czego dowodzi prostokątna obramówka, ukazująca się w czasie korekcji poziomu jasności i kontrastu na wyższe poziomy. Jeśli oni rzeczywiście byli na Księżycu a Ziemia rzeczywiście byłaby kulą, to nie byłoby potrzeby fałszowania takich zdjęć.

   

Kiedy porówna się ze sobą wszystkie zdjęcia NASA kulistej ziemi okazuje się, że kolor oceanów, rozmiar mórz i kontynentów są stale zmieniane i drastycznie różnią się od siebie. Nie ma żadnych wątpliwości, że wszystkie te zdjęcia są fałszywe. NASA posiada kilka fotografii pokazujących Ziemię kulę na których widać, że kształty chmury powtarzają się na zdjęciu, ponieważ zostały skopiowane i wklejone przy użyciu programu. Artyści z NASA czasem wklejają nawet jakieś twarze, smoki albo słowo „sex” w formację chmur. Nie tylko robią tak w rzekomych „zdjęciach” kulistej ziemi, ale również przedstawiając nam planety jak np. Pluton, gdzie wyraźnie widać zarys psa Pluto z bajki Disneya.

   

W pogodne popołudnie na błękitnym niebie, kiedy Księżyc jest w swoim cyklu, możliwe jest, aby zaobserwować jak niebieskie tło nieba przebija poprzez tarczę Księżyca. Również gwiazdy i planety przez wieki widziane były poprzez tarczę Księżyca, co zapisane zostało na przykład przez Royal Astronomy Society. Skoro Księżyc jest półprzeźroczysty to nie może być solidną, sferyczną planetą jak twierdzi NASA i nowoczesna astronomia.

   

Prezydent IFERS - International Flat Earth Research Society, Samuel Shenton cytowany przed rzekomym lądowaniem na Księżycu misji Apollo mówił, że „Gwiazdy widoczne są poprzez Księżyc, dlatego astronauci powinni być gotowi na szybki powrót, ponieważ nie ma tam za bardzo na czym wylądować”. Poza Shentonem wielu innych ludzi, którzy posądzili NASA o ustawione fałszerstwo, byli profesjonalnymi fotografami. Gdy dokładnie zbadamy oficjalne zdjęcia NASA z Księżyca, to oczywiste staje się, że zostały one zrobione w filmowym studio przy użyciu powtarzalnego tła, sztucznego oświetlenia, przewodów i żurawi. Nagradzani, brytyjski fotograf i analityk zdjęć David Percy, Jack White fotograf i historyk publikujący do czasopisma „Nexus” oraz Marcus Allen i wielu innych, którzy poświęcili swoje profesjonalne kariery i reputację, demaskując oszustwa na fotografiach NASA nazywanych przez nich „dowodami”.

Żadna z misji Apollo nie zabrała ze sobą do lądownika sztucznego oświetlenia, dlatego Słońce powinno być jedynym źródłem światła na Księżycu, na wszystkich zrobionych tam zdjęciach. Jeśli tak jest, to światło pada w jednym kierunku a wszystkie cienie w przeciwnym kierunku. Jednak w większości z oficjalnych zdjęć NASA, widoczne są cienie padające jednocześnie w trzech różnych kierunkach, często nawet pod kątem 90 stopni co możliwe jest tylko przy użyciu wielu źródeł światła a tych na Księżycu nie ma. Na kilku innych zdjęciach, widać odbicie sztucznego światła w hełmach astronautów i dziwne załamanie światła w obiektywie aparatu, spowodowane dodatkowym światłem. Analizując kilka zdjęć z kilku różnych misji, widać to samo tło, dokładnie te same wydmy, wzgórza i kratery, które podobno znajdują się w innych miejsca Księżyca i w innych misjach Apollo. Linia tła na fotografiach wskazuje na użycie scenerii studio telewizyjnego. Na jeszcze innych zdjęciach wykonanych na Księżycu w odstępie kilku minut, widać Buzza Aldrina w innych rękawicach i większych butach. Gdyby Buzz rzeczywiście był na Księżycu, w próżni i w skafandrze próżniowym to z pewnością nie miałby czasu ani powodu na rozprężanie i ponowne sprężanie swojego skafandra po to tylko, aby modnie wyglądać. Na niektórych zdjęciach widać łazik księżycowy bez żadnych śladów dookoła. Z kolei na innym zdjęciu widać pełno śladów łazika ale łazik nie został jeszcze wypakowany i złożony. Na niektórych zdjęciach widać coś, co przypomina ślady trampek i damskich obcasów wdeptane pomiędzy ślady astronautów na Księżycu.

   

Kolejnym wielkim błędem na zdjęciach NASA jest brak widocznych w tle gwiazd, tak jak powinno to wyglądać a nie tylko całkowita czerń. Jest tak zapewne dlatego, że dokładna mapa gwiazd widoczna z Księżyca byłaby prawie niemożliwa do zakłamania. Zeznania w biografiach lub wywiadach różnych astronautów z różnych misji, również są odmienne od siebie co jeszcze bardziej mąci wodę. Niektórzy z nich opisują, cytując: „Widać niesamowitą i zapierającą dech w piersiach jasność gwiazd”, inni z kolei mówią, że „Nie pamiętam, abym widział choć jedną gwiazdę w czasie pobytu na Księżycu”. Takie rozbieżności i to, że na żadnym ze zdjęć NASA nie widać gwiazd na swoich odpowiednich miejscach powinno podnieść czerwoną flagę na znak, że ci astroNIEnauci w cale nie są na Księżycu. Na zdjęciach „Słońca” z Księżyca to światła lamp a nie Słońce. Na innym zdjęciu widać dodatkowe odbicie światła w obiektywie aparatu oraz odbicie światła od czarnego tła w studio. Na jednym ze zdjęć widać cień, rzucony na sufit przez lądownik LEM w czasie wznoszenia. Na kilku innych zdjęciach widać krzyżyki z kliszy filmowej, który zamiast na przodzie zdjęcia, widoczne są pod spodem co dowodzi, że zostały edytowane poprzez nałożone na siebie dwóch lub więcej obrazów. Na zdjęciu, na którym widoczny jest lądownik księżycowy LEM, osadzony na Księżycu, widać żałosną próbę lat 60-tych, stworzenia przyszłościowo wyglądającego statku kosmicznego z wysoko rozwiniętym technicznie sprzętem, który jednak wygląda jakby był zrobiony z kartonu, złotej folii aluminiowej, taśmy klejącej i metalowych rurek prysznicowych.

   

Pomysł, że ten zlepek odpadów pokazywany nam na oficjalnych zdjęciach NASA, poleciał na Księżyc i z powrotem jest niedorzeczny, śmieszny i żałosny. Kiedy popatrzymy z bliska na stopki lądownika to zobaczymy, że są one idealnie czyste bez najmniejszego zanieczyszczenia pyłem księżycowym. Na zdjęciach, na których widnieje lądowniki nie widać wypalonego pod nim krateru od głównego silnika odrzutowego, ważącego ponad 10.000 funtów (około 4.500 kg). Jakby został delikatnie postawiony na miejscu. Naukowcy NASA w jednym ze swoich filmów dokumentalnych wyrazili obawy, że lądownik może osiąść we własnym, wypalonym pod nim kraterze, tymczasem na oficjalnych zdjęciach, widzimy nieskazitelnie czyste stopki lądownika gdzie nawet odcisk butów astronautów pozostawił widoczne ślady. W „księżycowym” pyle, 4.500 kilogramowy silnik odrzutowy nie pozostawił żadnych śladów ani wypalonego krateru ani wznieconego pyłu, który zasypałby stopki lądownika. Kiedy analizuje się oficjalne nagrania wideo NASA, widać jeszcze więcej rozbieżności i anomalii. Na niektórych ujęciach widoczne są linki doczepione do plecaków astronautów. Na jednym z nagrań misji Apollo 16 widać, jak astronauta upada na kolana a następnie ktoś, przy pomocy takiej linki szybko go podciąga, pomagając wstać na nogi. Jednym z najbardziej oczywistych nagrań anomalii jest, kiedy w kilku misjach Apollo pokazano amerykańską flagę trzepoczącą na nieistniejącym wietrze księżycowym. Podobno Księżyc nie ma atmosfery, dlatego flaga powinna pozostać w całkowitym bezruchu, jednak często widać ją jak faluje dość raptownie. Inną anomalią znalezioną w filmach NASA jest, że kiedy oglądniemy je ponownie z podwójną prędkości to zobaczymy astronautów normalnie chodzących, skaczących biegających w koło, jednak kiedy zobaczymy ten film w oryginalnym tempie, widać iluzję „słabszej grawitacji”, jakby astronauci przemieszczali się wolno i gładko dryfując w powietrzu. Ale kiedy przyśpieszymy ten film dwukrotnie, jasne staje się, że znajdują się oni w tak zwanej „normalnej grawitacji” gdzie chodzą, skaczą i biegają z normalną prędkością. Świadczy to o tym, że oni zwyczajnie zredukowali prędkość filmu 0 50% w czasie montażu i Voila !. uzyskali efekt iluzji ruchu na Księżycu!

   

Nie dość, że filmy i zdjęcia NASA pełne są oszustw to jeszcze NASA oznajmiła, że wszystkie te materiały z misji Apollo w dziwny sposób zniknęły z ich archiwum i nikt teraz nie będzie miał nawet możliwości, aby ponownie przeanalizować ich autentyczność…Tak, dobrze słyszałeś. NASA wydała ponad 30 bilionów dolarów od amerykańskich podatników aby polecieć na Księżyc, wrócić a potem zgubić wszystkie dowody filmowe i nagrania. Te czarno-białe, zamazane i słabo widoczne ujęcia z Księżyca pokazywane nam w TV były celowo skopane i słabej jakości bo NASA zadecydowała w tamtym czasie, że wszystkie największe stacje telewizyjne będą musiały nadawać z wielkiego ekranu zawieszonego w pokoju operacyjnym NASA dlatego to, co zobaczyli wszyscy na żywo w telewizji to niewyraźne i słabej jakości nagrania, a teraz jeszcze nie możemy zobaczyć oryginału. Nie tylko zaginęły oryginalne nagrania misji Apollo, ale również nagrania audio z tych misji a kontrahenci NASA zagubili wszystkie plany i projekty budowy lądownika LEM i silników statku Apollo. Po dokładnej analizie przez pracowników muzeum w Amsterdamie tzw. „skał księżycowych” otrzymanych po jednej z misji Apollo od Buzza Aldrina i Neila Armstronga w 1969 roku, okazało się, że są to tylko nic nie warte, skamieniałe kawałki drewna z Ziemi.

   

W 1970 mason i profesor filozofii na uniwersytecie St.Thomas, Leo Ferrari, który stworzył The Flat Earth Society of Canada, które w niedługim czasie stało się po prostu The Flat Earth Society (Towarzystwo Płaskiej Ziemi). W przeciwieństwie do międzynarodowego towarzystwa badań płaskiej ziemi IFERS-Samuela Shentona, Leo Ferrari i całe jego towarzystwo w każdy możliwy sposób wyśmiewało temat płaskiej ziemi traktując go jak martwy żart, kpili z niego a nawet celowo tworzyli fałszywe argumenty odnośnie płaskiej ziemi. Na przykład, Leo Ferrari zawszy przynosił ze sobą na wywiady skały wielkości dyni i tłumaczył, że ma je z nad krawędzi płaskiej ziemi. Opowiadał z ogromnym uśmiechem na twarzy jak jego łódź spadła z krawędzi płaskiej ziemi, ale on szczęśliwie został ocalony przez te skały. Wyraźnie widać, że specjalnie przedstawiał płaską ziemię w taki podstępny sposób, aby zniechęcić innych ludzi do podejścia do tej sprawy na poważnie. Stworzenie tego fałszywego Flat Earth Society, było drogą masonerii do zmniejszenia wpływu IFERS Samuela Shentona, jako poważnego zagrożenia dla ich globalnego oszustwa. W 1971 roku Shenton zmarł a jego miejsce jako prezydent IFERS przejął były amerykański mechanik samolotowy Charles K. Johnson. Charles i jego żona Marjory Waugh, jak niegdyś Lady Blount i wielu innych znamienitych członków towarzystwa płaskiej ziemi byli nie tylko płaskoziemianami, ale również
wegetarianami i przeciwnikami wiwisekcji.

   

Charles i Marjory przez wiele lat wydawali czasopismo pt. „the Flat Earth news” gdzie drukowane były artykuły o kłamstwach NASA, geocentryzmie, płaskiej ziemi i wegetarianizmie. W przeciwieństwie do towarzystwa Leo Ferrariego rozpowszechniającego dezinformację, Charles Johnson był prawdziwym głosem występującym przeciwko całemu złu świata. W 1974 roku, kiedy Johnson pierwszy raz usłyszał o organizacji Ferrariego, postanowił się z nim skontaktować dlatego napisał serdeczny list z prośbą o przesłanie więcej informacji na temat tej nowej organizacji. Jednak Ferrari nigdy nie odpisał. 2 lata później Johnson napisał kolejny uprzejmy list mówiący o tym, jak był zachwycony możliwością poznania podobnie myślącego działacza i jaki był to szczęśliwy dzień, kiedy dowiedział się o istnieniu towarzystwa Ferrariego. Pisał, cytując „czuję, że w rdzeniu nie jesteśmy zbyt daleko od siebie w naszych celach. Praktykuję to co głoszę, myślę i szukam rozsądnych pomysłów i koncepcji”. Zakończył swój list tym, że nie może doczekać się odpowiedzi od Leo Ferrariego i ma nadzieję, że on odpisze. Po 6 miesiącach bez odpowiedzi, Johnson napisał ponownie aby wyjaśnić jego jedyny cel, zwiększenie wiedzy na temat płaskiej ziemi i trzymanie się faktów, które z czasem byłyby korzystne dla niego i reszty świata. Poprosił o odpowiedź i kopię pisma FES należącego do Ferrariego. Podsumowując Johnson napisał, „dzięki z głębi serca” ale ostrzegł, że jeśli Ferrari wciąż będzie go ignorował, to wtedy , cytując „będę wiedział na pewno, że jesteś wrogiem pracy płaskiej ziemi”. Ostatecznie Ferrari odpowiedział na list ale nie jakąś wiadomością czy czasopismem o co prosił Johnson, tylko przysłał zwykły formularz przystąpienia do organizacji. Johnson nadał badał organizację Ferrariego i okazało się, że używa on pomysłu płaskiej ziemi jako rozrywki, promując i prezentując to w ateistycznych społeczeństwach. Od tamtej pory Johnson ciężko pracował by powiększyć swoją IFERS i przez resztę życia ujawniał działania organizacji Leo Ferrari, nazywając go fałszywym prorokiem, winnym zaciemnienia wód prawdy. Pod koniec życia, dom Johnsona spłonął wraz z wszystkimi materiałami odnośnie płaskiej ziemi, które on i Shenton zebrali w czasie swojego życia. Aż do śmierci Johnson twierdził, że ogień został podłożony przez agenta NASA, którego widział wcześniej węszącego w koło.

   

NASA ledwo skończyła swoją propagandę z lądowaniem na Księżycu a już w 1976 rozpoczęła kolejną z lądowaniem na Marsie. Zacznijmy od tego, że planety, wcześniej znane jako wędrujące gwiazdy nie są obiektami stałymi, podobnymi do Ziemi i nadającymi do zamieszkania czy jakiegokolwiek lądowania na nich. Słońce, Księżyc i gwiazdy są to świecące, luminarne ciała niebieskie stosunkowo blisko Ziemi a nie coś namacalnego i fizycznego po czy ludzie mogliby kiedykolwiek chodzić. Jest to boleśnie widoczne dla każdego, kto używa sprawnych gałek ocznych, teleskopu lub aparatu nikon P900 z optycznym zoomem. Jednak NASA do dziś dnia nieprzerwanie publikuje fałszywe obrazy CGI grafiki komputerowej twierdząc, że pochodzą one z Marsa. Zakładając nawet, że Mars byłby rzeczywiście kulistą i skalną planetą jak twierdzi NASA, to i tak niemożliwe jest  aby bazując na ich własnych badaniach i technologii, bezpiecznie wylądowała tam jakakolwiek sonda. Według ich statystyk, nacisk powierzchniowy na Marsie wynosi tylko 0,3
procenta nacisku na Ziemi czyli odpowiednik ciśnienia panującego na wysokości 23 mile nad Ziemią. Nie ma tam wystarczającej ilości powietrza i ciśnienia aby zadziałały spadochrony, które NASA używa do wyhamowania i wylądowania sond marsjańskich. Żaden zbudowany do tej pory spadochron nie zdołał otworzyć się i prawidłowo zadziałać na takiej wysokości. Zwyczajnie spadają
one prosto w dół i nigdy nie wypełniają się powietrzem podczas spadania.

   

Rekord Josepha Kittingera jako najdłuższe i najszybsze nurkowanie ze spadochronem z górnej warstwy atmosfery i swobodne spadanie było tylko z wysokości 19 mil i trwało 15 minut z prędkością 767 mph (około 1,235 kmh) ale jego spadochron okazał się bezużyteczny i nie wytracił prędkości. Jednak NASA chce, abyśmy wierzyli, że spadochron sonda Phoenix jakoś zdołał wyhamować z 12,738 mph do tylko 123 mph w zaledwie niecałe 3 minuty przed jego ostatecznym lądowaniem. Innymi słowy, NASA mówi nam, że robi coś na Marsie, oddalonym od nas o miliony mil używając do tego zdalnego sterowania a my, nie mamy nawet żadnego dowodu na to, że jest możliwe do wykonania tu na Ziemi, na dużo niższych wysokościach i szesnaście razy wolniej! Do dziś NASA kontynuuje swoje oszustwa związane z Marsem i we współpracy z innych rządowymi „agencjami kosmicznych” na świecie jak np. Rosja, Chiny, Japonia, Francja, Indie i inne kraje, które podążają tym samym masońskim modelem obdzierając swoich własnych obywateli z pieniędzy na podatki, które wspierają nic więcej jak tylko propagandę. Rakiety z wyrzutni NASA i innych „agencji kosmicznych”, nigdy nawet nie lecą prosto w górę. Każda z wystrzelonych rakiet leci po parabolicznej, krzywej trajektorii obniżając swój nos z powrotem w kierunku Ziemi. Te rakiety, które nazywa się sukcesem to te nieliczne, które nie wybuchły od razu przy starcie lub nie zaczęły spadać za wcześnie tylko odleciały na tyle daleko, że przestały być widoczne gołym okiem i wtedy dopiero spadły do wód objętych rządowymi zakazami i restrykcjami. Nie ma żadnej magicznej wysokości, na której rakiety czy cokolwiek innego wznosząc się coraz wyżej i wyżej aż nagle zaczynają swobodnie unosić się w kosmosie. To wszystko to iluzja fikcyjnej nauki, science-fiction stworzone przy pomocy kabli, zielonego ekranu, ciemnego basenu, postawionych na lakier włosów i parabolicznie latających tzw. samolotów Zero-G.

   

W 1998 roku NASA poinformowała o umieszczeniu w kosmosie pierwszej części ISS – Internation Space Station (Międzynarodowa Stacja Kosmiczna). Wielokrotnie zostali przyłapani kiedy na ich oficjalnych filmach ze spacerów kosmicznych widać w tle unoszące się bąbelki powietrza. Również astronauci zostali przyłapani na używaniu sprzętu do nurkowania, wymachiwaniu nogami aby płynąć a astronauta Luca Parmitano niemal utonął w czasie „spaceru kosmicznego”, kiedy do jego hełmu zaczęła wlewać się woda.

   

Oficjalne wiadome jest, że astronauci przed prawdziwymi spacerami kosmicznymi trenują w ogromnym basenie NASA o nazwie Neutral Boyance Lab. Oczywiste staje się, widząc pęcherzyki i bąbelki powietrza w oficjanych nagraniach kosmicznych spacerów NASA, że te oficjalne „spacery kosmiczne”, również są oszustwem nagrywanym pod wodą.

   

W roku 2001 zmarł Charles Johnson. Wcześniej w pożarze domu stracił wszystkie swoje materiały i notatki odnośnie płaskiej ziemi w wyniku czego, działalność organizacja IFERS została zakończona. Leo Ferrari i jego fałszywe towarzystwo płaskiej ziemi dalej robią to co zwykle czyli kpią z tematu płaskiej ziemi. W 2004 roku prezydenturę towarzystwa płaskiej ziemi przejął Daniel Shenton, który w żaden sposób nie jest spokrewniony z prawdziwym płasko-ziemianinem Samuelem Shentonem. Daniel prowadzi do dziś dnia stronę internetową towarzystwa płaskiej ziemi i przedstawia tam niedorzeczne, fantazyjne i celowe dezinformacje jakoby dysk płaskiej ziemi stale wznoszący się do góry i lecący poprzez kosmos miał zastąpić grawitację. Ich jedynym celem, jak słusznie stwierdził Charles Johnson jest „wyraźne zatrucie studni i zmącenie wód prawdy”. 

   

W 2008 roku, nauczyciel i pisarz Eric Dubay, czyli Ja, reaktywowałem IFERS, założyłem stronę internetową http://www.atlanteanconspiracy.com w której ujawniam dużo innych rzeczy jak np. wolnomularstwo (freemasonery), fałszerstwo lądowania na Księżycu, geocentryzm a nawet prezentuję cytaty byłego prezydenta IFERS Charles K. Johnsona.

   

Swego czasu przeczytałem XIX wieczne książki Samuela Rowbothama i Wiliama Carpentera o płaskiej ziemi, które pomimo upływu czasu wciąż są poprawne odnośnie kształtu Ziemi. Byłem przekonany o prawidłowości lokalizacji i geocentryzmu Ziemi, dlatego zdecydowałem się o tym napisać. W 2009 roku po obejrzeniu wywiadu w telewizyjnym Show Alex Jones z kilkoma astronautami w studio, napisałem i wysłałem jemu i producentom artykuł, odnośnie oszustwa lądowania na Księżycu dołączając im link do książki Samuela Rowbothama o płaskiej ziemi aby przeczytali. Alex wspomniał o tym w audycji następnego dnia i nazwał mnie „płasko-ziemcą,  który myśli, że coś tam odkrył” i podał tytuł mojej książki Atlantean Conspiracy. Przez kolejne kilka lat kontynuowałem pisanie książek i artykułów odnośnie różnych konspiracji i rozbudowywałem swoje media społecznościowe. Tworzyłem konta na portalach społecznościowych zapraszając maksymalną liczbę ludzi, albo dołączając się i pisząc do innych grup co w kilka lat sprawiło, że mam znaczną liczbę osób popierających mnie na facebooku, twitterze itp. Aby dać Tobie przykład na wpływ mojej pracy, możesz sprawdzić liczbę wejść na moim głównym koncie Google + , która wynosi 135 milionów, drugie moje konto odwiedziło ponad 87 milionów. W połowie 2011 roku, profesjonalny artysta, komediant i aktor Hollywood o imieniu Matt Boyland Powerland powiedział o sobie, że jest byłym informatorem NASA i otworzył kanał na Youtube.com o nazwie TheNASAchannel. Zrobił kilka filmów o fotograficznych oszustwach NASA ale zdecydowanie jego kanał nie zawiera wiele dowodów i świadectw na płaską ziemię. W innych filmach mówi raczej o swoich podbojach miłosnych, wynajętych prostytutkach, polityce i innych bezużytecznych tematach zamiast odkrywać płaską ziemię. Na przykład, swój ostatni film nazwał „The History of Flat Earth”, taki sam tytuł jak mój film a pod filmem link do filmu na youtube, który teraz…czytacie.. Jednak nie zawierał żadnych treści i materiałów odnośnie płaskiej ziemi, tylko same jego osobiste, polityczne frustracje. W skrócie, każdy kto odwiedzi jego kanał z pewnością nie stanie się płasko-ziemianinem, raczej zakończy ten temat.

   

W listopadzie 2014 roku, po latach badań i pisania, opublikowałem swoją książkę pt. „The Flat Earth Conspiracy” pierwszą, profesjonalną książkę o płaskiej ziemi napisaną w ostatnich 50-ciu latach. Jednocześnie opublikowałem „The Flat Earth Conspiracy Documentary” na youtube, udzielam wywiadów radiowych i udostępniłem wiele wartościowych materiałów na ten temat. Z biegiem czasu temat płaskiej ziemi w wyszukiwarce internetowej google podskoczył z kilkudziesięciu tysięcy do ponad 21 milionów (około 600%). W krótce po tym to, co Johnson doświadczył z Leo Ferrari również i Ja doświadczyłem obserwując wiele osób przyłączających się do ruchu płaskiej ziemi tylko po to, aby mącić wodę. Na przykład, w czasie pisania książki „The Flat Earth Conspiracy”, spotkałem Paul Michael Bales na facebooku, który kolekcjonował stare książki i listy odnośnie płaskiej ziemi. W nadziei na znalezienie ciekawych materiałów, napisałem do niego prośbę o podanie kilku ciekawych tytułów książek a on podał mi kilka do przeczytania. Nasza znajomość ograniczyła się do kilku informacji napisanych na facebooku. Jednak w krótce po opublikowaniu mojej książki, kiedy ruch płaskiej ziemi zaczął się powiększać, Paul oznajmił publicznie, że jest dla mnie jak „Morfeusz dla Neo” i, że wszystko co wiem na temat płaskiej ziemi wiem od niego. Stwierdził nawet, że moja książka została napisana w oparciu o jego stare posty udostępnione na facebooku. Do tego wszystkiego dołączył Matt „Powerland” Boyland, który stwierdził, cytując „Jego książka została w całości złożona z moich informacji” co jest równie śmieszne, rozważając fakt, że o nim i jego informacjach wspomniałem w dwóch akapitach książki, która ma 252 strony. Wyraźnie pokazuje to jak bardzo są zdesperowani by doznać zaszczytu, na który nie zasłużyli.

   

Niedługo po udanej reaktywacji IFERS Charlesa Johnsona, opublikowałem swoją najbardziej udaną książkę pt. „200 Proofs Earth is Not a Spinning Ball” – (200 Dowodów, że Ziemia Nie jest Wirującą Kulą), która została przetłumaczona na 12 języków i przeczytana przez miliony na całym świecie. Ta zamierzona eksplozja moich informacji o płaskiej ziemi do której przygotowywałem się na rok przed publikacją wszystkiego w internecie za jednym razem, bez wątpienia spowodowała ciągle rosnące i poszerzające się zainteresowanie. 

   

Niedługo potem, około marca 2015 roku znikąd, pojawił się Mark Sargent i każdego dnia publikował wysokiej jakości nowy film o płaskiej ziemi, kilka wywiadów w tygodniu, otworzył swoje własne radio show i wkrótce został okrzyknięty przez wielu „królem” płaskiej ziemi i nowoczesnym pionierem i odkrywcą. Początkowo ucieszyłem się mając go u siebie „na pokładzie”, dopóki zaczęło się przedstawienie z sianiem dezinformacji. Mark twierdzi, że Księżyc i gwiazdy to projekcje hologramu usytuowane przez domniemanych budowniczych kopuły trzymających nas w strukturze jak z filmu „Truman Show” i wiele innych nonsensów. Nawet kłamał na mój temat w kilku wywiadach twierdząc, że wspieram model stale unoszącej się w górę Ziemi, aby uwzględnić grawitację. W rzeczywistości, stale demaskuję tę upadłą koncepcję jako dezinformację. Mark dla mnie był i jest jak Leo Ferrari dla Charlesa Johnsona. W sylwestrową noc 2016 roku, nasze nowe IFERS miało ponad 3000 członków i 50.000 odwiedzin miesięcznie, kiedy nagle, bez żadnej informacji i ostrzeżenia czy wyjaśnienia zostało usunięte z internetu. Posiadając wszystkie materiały i informacje, szybko stworzyłem nową stronę internetową. Jasne staje się, że było to podobne działanie do inicjacji pożaru domu Charlesa Johnsona w którym stracił wszystko, przez agenta FBI. W tym samym czasie, dwa podobne kanały o płaskiej ziemi posądziły mnie o naruszenie praw autorskich, które ostatecznie okazały się użyte poprawnie przeze mnie ale nie przez nich. Youtube usuwa ludzi zapisujących się na mój kanał i zmniejsza liczbę obejrzeń moich popularnych filmów. Youtube również usunął moje konto Eric Dubay, wszystkie moje strony oddając moją grupę atlantean conspiracy, prosto w ręce masońskich agentów, którzy do dziś są administratorami i wypełniają grupę masońskimi kozami przesyłającymi do mnie groźby śmierci i idiotyczne memy. Po zarejestrowaniu się na nowym koncie i skompletowaniu mojej nowej listy przyjaciół, facebook usunął moje dwa inne konta a obecnie jest to moje czwarte konto a Ja, staram się najlepiej jak tylko mogę by rozgłaszać te informacje o płaskiej ziemi. W 2016 roku ruch wciąż się powiększa pozyskując prawdziwych płasko-ziemian, którzy obnażają kłamstwa i ujawniają prawdę. Niestety wielu prawdziwych trolli kontynuuje zatruwanie prawdy rozpowszechniając kłamstwa. Pomimo tego dużo ludzi tworzy filmy na youtube, kopiuje, udostępnia i eksperymentuje rozgłaszając prawdę a nowe IFERS ma się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Dziś, w roku 2017 jestem zadowolony obserwując rozwijający się ruch płaskiej ziemi i zachęcam wszystkich by pomogli i nie bali się mówić. Przekażcie innym tę książkę i podzielcie się dobrym słowem patrząc w przyszłość, kiedy ludzkość w końcu będzie wolna od tych wszystkich oszustw i kłamstw.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości