Witamy na Forum Płaska Ziemia

Witaj! Logowanie Rejestracja


Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Słońce i Księżyc - Zrównoważone Boskie Przeciwieństwa.
#1
   

Gdy spojrzymy w górę na Słońce i Księżyc, zobaczymy dwa okręgi tej samej wielkości pozostające w równej odległości, podążające podobnymi ścieżkami z podobną prędkością wokół płaskiej nieruchomej Ziemi. „Eksperci” z NASA jednak twierdzą, że nasze zdrowo rozsądkowe codzienne doświadczenie jest błędne na całej linii! Po pierwsze, uważają, że Ziemia nie jest płaska, lecz jest dużą kulą; nie jest nieruchoma, tylko obraca się z prędkością 1000 mil (1609 km) na godzinę; mówią, że Słońce nie obraca się wokół Ziemi, jak na to wygląda, ale że to Ziemia okrąża Słońce; z drugiej strony Księżyc, okrąża Ziemię, jednak nie ze wschodu na zachód jak na to wygląda, tylko z zachodu na wschód i że Słońce jest w rzeczywistości 400 razy większe od Księżyca i 400 razy dalej niż on. Tak jest, można jasno zobaczyć, że Słońce i Księżyc są tej samej wielkości i znajdują się w tej samej odległości, można zauważyć, że Ziemia jest płaska, poczuć, że Ziemia jest nieruchoma, jednak według ewangelii głoszonej przez nowoczesną astronomię, jesteśmy tkwiącymi w błędzie prostakami skazanymi na nieskończoną śmieszność, jeśli ośmielimy się wierzyć w to, co widzą nasze własne oczy i w to, co mówi nam nasze doświadczenie!

   

Pierwsi z brzegu zahipnotyzowani heliocentryści, z wyniosłą arogancją poinformują, że Słońce ma 865 374 mile (1 392 680 km) średnicy i znajduje się 92 955 807 mil (149 597 498 km) od Ziemi, Księżyc ma 2 159 mil (3 475 km) średnicy i znajduje się 238 900 mil (384 471 km) od Ziemi i są to przypadkiem DOKŁADNIE takie wielkości średnic i odległości, jakie są niezbędne by obserwator z Ziemi popadł w złudzenie, że są tej samej wielkości! Zatem widzisz, niemądry wyznawco teorii Płaskiej Ziemi, że to wszystko jest jedynie iluzją i widoczna równowaga pomiędzy naszymi dziennymi i nocnymi ciałami niebieskimi na niebie wynika jedynie z przypadkowego przesunięcia osi optycznej perspektywy - paralaksy. Słońce nie okrąża Ziemi tak jak to widać; to raczej Ziemia obraca się pod naszymi stopami z prędkością 1 038 mil (1 670 km) na godzinę i okrąża Słońce z prędkością 67 108 mil (108 000 km) na godzinę! Księżyc w rzeczy samej okrąża Ziemię, ale nie w taki sposób jak się to widzi! Choć widać, że Księżyc porusza się ze wschodu na zachód, tak jak Słońce i wszystko, co znajduje się na nieboskłonie, Księżyc w rzeczywistości obraca się z zachodu na wschód z prędkością 10,3 mil (16.6 km) na godzinę oraz orbituje wokół Ziemi z prędkością 2 288 mil (3 682 km) na godzinę, co w połączeniu z obrotem Ziemi wokół własnej osi, o wartości 1 038 mil (1 670 km) na godzinę oraz jej ruchem okrężnym wokół Słońca o wartości 67 108 mil (108 000 km) na godzinę, przypadkowo skutkuje zniesieniem tych wszystkich rodzajów ruchów, sprawiając, że Księżyc zdaje się poruszać przez nieboskłon z tą samą prędkością i tą samą drogą co Słońce, zawsze pokazując tylko jedną stronę swej powierzchni i stale ukrywając swoją „ciemną stronę”.

   

„Księżyc stanowi pewien wyjątkowy problem matematyczny z punktu widzenia konstrukcji modelu heliocentryczności. Jedynym sposobem na to by go wpasować w inne założenia, było odwrócenie jego kierunku ruchu w stosunku do kierunku widocznego dla każdego, kto kiedykolwiek żył. Model matematyczny nie mógł po prostu zatrzymać Księżyca, jak to zrobił ze Słońcem, bo to nie zdałoby egzaminu. Nie mógł też pozwolić by Księżyc nadal poruszał się ze wschodu na zachód, tak jak to widzimy, z tą samą czy też inną prędkością. Jedynym wyjściem było odwrócenie obserwowanego kierunku ruchu ze wschodu na zachód i zmiana prędkości ruchu z około 64 000 mil (102 998 km) na godzinę do około 2 200 mil(3 540 km) na godzinę. To odwrócenie, wraz ze zmianą prędkości, były założeniami nieuniknionymi, które musiały zostać przyjęte, jeśli model miał mieć jakiekolwiek szanse naśladowania rzeczywistości." – Bernard Bauer

   

„Chcą byśmy uwierzyli, że obrót Księżyca wokół własnej osi jest doskonale zsynchronizowany z jego ruchem orbitalnym, dlatego właśnie widzimy zawsze tylko jedną stronę Księżyca, zamiast stwierdzić, co oczywiste, że Księżyc po prostu się NIE obraca. Co więcej, musieli spowolnić prędkość ruchu Księżyca o 58 870 mil (94 742 km) na godzinę ORAZ odwrócić jego kierunek ruchu na kierunek zachód-wschód, by skutecznie sprzedać łatwowiernej publice swój nieprawdziwy system heliocentryczny. Nie sądzę by istniała choć jedna na wiele tysięcy osób - niezależnie od wykształcenia - która wiedziałaby, że Model Kopernikowski musiał obrócić widoczny kierunek ruchu Księżyca i ustalić dla niego nową prędkość by dopasować jego fazy i zaćmienia." - Marshall Hall.

„Astronomowie mówią, że Księżyc obraca się wokół Ziemi w czasie około 28 dni. No cóż, widzimy jak każdego dnia pokonuje swoją drogę, jeśli zrobimy użytek ze swoich oczu, a to najlepsze narzędzie jakie mamy do wykorzystania. Księżyc spóźnia się ze swoim dziennym ruchem, w porównaniu do Słońca, o jedno okrążenie w określonym czasie. Ale to żadna rewolucja. Wolniejszy ruch w porównaniu do innych ciał nie stanowi o ruchu dookoła w przeciwnym kierunku- tak jak astronomowie chcieliby byśmy wierzyli. A skoro te niedorzeczności są przywoływane tylko dlatego by wesprzeć kolejne niedorzeczności, jasne jest, że astronomowie zboczyli z właściwej ścieżki." – William Carpenter, „100 dowodów na to, że Ziemia nie jest globem” (82)

   

Istnieje kilka teorii dotyczących względnej wielkości i odległości od siebie Słońca i Księżyca, każda ma swoje dowody i punkty sporne. Osoby uznające Płaską Ziemię przez wieki korzystali z sekstantów i trygonometrii płaskiej usiłując dokonać takich obliczeń, zazwyczaj dochodząc do wniosku, że zarówno Słońce jak i Księżyc mają tylko 32 mile (51,5 km) średnicy i znajdują się w odległości mniejszej niż kilka tysięcy mil od Ziemi. Możliwe, że najmniej wiarygodny model, na pewno najbardziej przesadzony i wymyślony, to obowiązująca teoria heliocentryczna, która zakłada, że Słońce ma kolosalne 865 374 mil (1 392 681 km) średnicy i znajduje się 92 955 807 mil (149 597 498 km) od Ziemi, a Księżyc ma 2 159 mil (3 475 km) średnicy i znajduje się 238 900 mil (384 471 km) od Ziemi.

Astronomiczne wyliczenia heliocentrystów zawsze brzmią bardzo precyzyjnie, lecz historycznie cieszą się złą sławą jako że były regularnie i drastycznie zmieniane w celu dopasowania do różnorodnych modeli. Na przykład w swoich czasach Kopernik obliczył odległość Słońca od Ziemi na 3 391 200 mil (5 457 594 km). W kolejnym stuleciu Johannes Kepler zdecydował, że było to właściwie 12 376 800 mil (19 918 479 km) odległości. Isaac Newton stwierdził pewnego razu, że „ Nie ma znaczenia czy wyliczymy tę odległość na 28 czy 54 miliony mil (45 ml km – 87 ml km), każda z tych wielkości będzie dobra!” Ależ to naukowe!? Beniamin Martin liczył pomiędzy 81 i 82 milionami mil (130 ml km-132 ml km), Thomas Dilworth twierdził, że to 93 726 900 mil (150 838 449 km), Jon Hind stwierdził kategorycznie 95 298 260 mil (153 367 302 km), Beniamin Gould powiedział, że to ponad 96 milionów mil (154 ml km) a Christian Mayer szacował na więcej niż 104 miliony (167 ml km)!

   

„Jako że Słońce, zgodnie z „nauką" może znajdować się w odległości gdzieś pomiędzy 3 do 104 milionów mil (4.8 ml km do 167 ml km), mamy mnóstwo „przestrzeni‖ do wyboru. To jak z człowiekiem estrady i dzieckiem. Płacimy pieniądze – za różne astronomiczne prace- i podejmujemy decyzje co do tego gdzie sobie życzymy by Słońce się znajdowało. W przypadku skromnej osoby można pójść w kilka milionów, , ale jeśli chcemy być ‗bardzo naukowi‘ i ‗matematycznie pewni‘ naszych wyliczeń, wtedy radzę wybrać wartość zbliżoną do setek milionów. Będzie wtedy dużo ‗przestrzeni‘ by się z tego wycofać, gdyby kolejne obliczenia przeczyły naszemu wyborowi. Zawsze można dodać parę milionów, by ‗być na czasie‘ lub zdjąć tyle ile trzeba by dopasować odległość do ‗ostatniej‘ właściwej kolumny cyfr. Mówiąc o kpinie, cała nowoczesna astronomia jest jak groteskowa komedia – pełna niespodzianek. Nigdy nie wiadomo jaki potworny czy śmieszny absurd może nas zaskoczyć. Dla astronomicznej zgadywanki nie wolno stosować zwykłych zasad zdrowego rozsądku. O nie, bo wtedy wszystko się rozsypie na kawałki" – Thomas Winship , „ Kosmogonia poszukująca” (115)

   

„Mydlą nam oczy kolumnami cyfr opatrzonymi całym tym wyuczonym żargonem, z którego słynie nauka, lecz można też spojrzeć na sunące po niebie chmury i tam poszukać jasnej odpowiedzi, zamiast oczekiwać, że udzielą jej propagatorzy nowoczesnej astronomii. Ale czyż nie ma sposobu na zweryfikowanie tych wiecznie zmieniających się, nigdy nieustabilizowanych spekulacji oraz na poddanie ich analizie twardej logiki faktów? Otóż jest. Odległość Słońca może być zmierzona z dużą precyzją, tak samo jak drzewo, dom czy wieża kościelna mogą zostać zmierzone przy pomocy triangulacji płaskiej. Na jej zasadach buduje się domy, wytwarza stoły czy konstruuje okręty wojenne… Słońce znajduje się zawsze gdzieś pomiędzy Zwrotnikami Raka i Koziorożca, w odległości, jak się uznaje, nie mniejszej niż 3 000 mil (4 828 km); jak więc Słońce, które ma mieć wiele tysięcy mil średnicy może się wcisnąć w przestrzeń mającą tylko około 3 000 mil (4 828 км)? Ale spójrzmy jak daleko jest Słońce mówią profesorowie! Już to zrobiliśmy i żaden z mądrych ludzi, których o to pytaliśmy nigdy nie spróbował obalić zasady na jakiej mierzona jest odległość słońca… Jeżeli nawigator zapomni ująć wartości promienia Słońca w swoich obserwacjach na morzu, znajdzie się w swoich kalkulacjach 16 mil (29 km) morskich od rzeczywistej pozycji swojego statku. Minuta na łuku sekstansu stanowi 1 milę morską (1 852 m) i jeśli promień wynosi 16 mil (29 km) to średnica wynosi oczywiście 32 mile (59 km . A więc mierzona sekstansem średnica Słońca ma 32 minuty łuku, to oznacza 32 mile morskie (59 km) średnicy. Niech ktokolwiek podważy to jeśli potrafi. Jeśli zdarzy się, że ktoś spróbuje to odeprzeć, będzie to bardzo ciekawe, warte uwiecznienia." –Thomas Winship, „Kosmogonia poszukująca” (114-120)

   

"Mierzone przy użyciu sekstansu i obliczane przy pomocy płaskiej trygonometrii, tarcze zarówno Słońca jak i Księżyca okazują się mieć tylko około 32 mile (59 km) średnicy i znajdować się w odległości około 3 000 mil (4 828 km). Jak wynika z poprzedniego rozdziału Księżyc jest w rzeczywistości półprzeźroczysty i emituje światło, nie zaś, jak NASA chciałaby byśmy wierzyli, litą sferyczną pustynną planetą. Właściwie, jest całkiem prawdopodobne, że zarówno Słońce jak i Księżyc nie są fizycznie zupełnie zwarte i są raczej świetlistymi płaskimi dyskami, które mogą się wzajemnie mijać lub przez siebie przechodzić podczas zaćmień. „Wyniki ostatnio przeprowadzonych badań dowodzą, że widoczne na niebie ciała niebieskie nie są Światami, ale światłami, co powinno spowodować, że wszyscy, których skłoniono do zaakceptowania jako dowiedzionej teorii Kopernikowskiej o ruchu Ziemi, powinni ponownie rozważyć ten temat." –E. Eschini, „Fundamenty wielu pokoleń” (3)

"Satelity ziemi nie są bryłami zbudowanymi z materii. Są świecącymi i przeźroczystymi dyskami bez ciężaru. Księżyc w szczególności sprawia wrażenie jakby był eteryczną manifestacją, a niepewny i iluzoryczny charakter który zwykle się utożsamia z tym satelitą wynika dokładnie z jego niematerialnej natury. Od najdawniejszych czasów uznawano, że satelity ziemi, w szczególności słońce i księżyc nie są litymi kulistymi ciałami. Na początku, aż do Arystotelesa, były uznawane za dusze lub duchy, które oznaczają brak fizycznego charakteru. Dla starożytnych, były po prostu światłami i dlatego nadano im adekwatne do tego nazwy. Nazywane zostały ciałami świetlistymi." – Gabrielle Henriet, „Niebo i Ziemia” (34-36)

   

W modelu Płaskiej Ziemi, Słońce i Księżyc okrążają Ziemię raz na 24 godziny, oświetlając jak reflektory obszary, nad którymi się przemieszczają. Podróż Słońca w ciągu roku od zwrotnika do zwrotnika od przesilenia do przesilenia, determinuje długości i charakter dni, nocy i pór roku. Oto dlaczego regiony podrównikowe doświadczają prawie całorocznego lata i gorąca, natomiast wyższe szerokości geograficzne północne a szczególnie południowe, mają bardziej różnorodne pory roku i cięższe zimy.

   

Model heliocentryczny twierdzi, że zmiany pór roku dokonują się na bazie rzekomego „pochylenia osi” kulistej Ziemi i „eliptycznej orbity” wokół słońca. Ich błędny bieżący model nawet umieszcza nas najbliżej Słońca w styczniu (91 400 000 mil) - (147 094 041 km), gdy w rzeczywistości jest zima, a w najdalszej odległości od Słońca w lipcu (94 500 000 mil) – (152 083 008 km), gdy w rzeczywistości panuje lato na większości powierzchni Ziemi. Twierdzą, że z powodu pochylenia osi kulistej Ziemi, różne miejsca otrzymują różną ilość bezpośrednich promieni słonecznych i to właśnie powoduje zmiany pór roku i temperatur. Nie ma to jednak wiele sensu, bo jeśli ciepło słoneczne podróżuje ponad dziewięćdziesiąt milionów mil (144 840 600 km) zanim sięgnie kulistej Ziemi, w jaki sposób delikatny przechył, o wartości maksymalnie ledwie kilku tysięcy mil, neguje podróż światła słonecznego o długości 90 milionów mil (144 840 600 km), dając nam równocześnie tropikalne lata i arktyczne zimy?

   

„Ziemia jest rozciągniętą strukturą, która rozchodzi się od centralnie usytuowanej północy we wszystkich kierunkach na południe. Równik, leżący w pół drogi pomiędzy północnym centrum i południowym obwodem, dzieli drogę, którą przebywa słońce, na północną i południową część. Najdłuższy obwód jaki wykonuje słońce dookoła ziemi ma miejsce gdy słońce dotrze do największej południowej części. Stopniowo gdy słońce sunie na północ, okrąg się zacieśnia. Po około trzech miesiącach po osiągnięciu południowego krańca swej drogi, słońce okrąża równik. Dalej sunąc na północ, przesuwając się dookoła i ponad światem, w ciągu kolejnych trzech miesięcy zostaje osiągnięta najbardziej wysunięta na północ część , wtedy słońce znów rozpoczyna podróż na południe. Na północnych szerokościach geograficznych, gdy słońce zmierza na północ, wschodzi każdego dnia wcześniej, jest wyżej w południe i zachodzi później; podczas gdy w tym samym czasie na południowych szerokościach geograficznych, słońce konsekwentnie wschodzi później, osiąga mniejszą wysokość w południe i zachodzi wcześniej. Na północnych szerokościach podczas południowego lata, powiedzmy między wrześniem a grudniem, słońce wschodzi później każdego dnia, jest niżej w południe i zachodzi wcześniej; podczas gdy na południu wstaje wcześniej, sięga wyżej w południe i zachodzi później każdego dnia. Ten dzienny ruch dookoła ziemi powoduje zmiany dnia i nocy; natomiast przemieszczanie się w kierunkach północnym i południowym powoduje występowanie pór roku. Gdy słońce znajduje się na południe od równika, na południu mamy lato a na północy zimę i odwrotnie. Fakt zmiany pór roku stanowczo zaprzecza newtonowskiej ułudzie, że ziemia obraca się po orbicie wokół słońca. Mówi się, że lato jest wywołane, przez fakt maksymalnego zbliżenia ziemi do słońca, a zima przez maksymalne oddalenie ziemi od słońca. Ale jeżeli czytelnik prześledzi te argumenty w którejkolwiek z książek, dostrzeże, że zgodnie z tą teorią, gdy ziemia jest najbliżej słońca, lato musi być zarówno na północnych jak i na południowych szerokościach i zgodnie z tym sposobem rozumowania gdy jest najdalej od słońca zima musi być na całej ziemi w tym samym czasie, ponieważ całość globu ziemi będzie w najdalszej odległości od słońca!!! W skrócie więc, niemożliwe jest uzasadnianie powtarzalności pór roku na podstawie założenia, że ziemia jest globem i że orbituje wokół słońca." Thomas Winship „Kosmogonia poszukująca” (124-125)

   

„Pory roku wywołuje krążenie Słońca wokół Ziemi w sposób eliptycznie spiralny. Podczas przesilenia zimowego (21 grudnia), Słońce znajduje się pionowo nad Zwrotnikiem Koziorożca. Spoglądając na południe z Londynu, wydaje się, że Słońce zatacza niewielki okrąg na niebie południowym, w tym samym czasie widać, jak Słońce przecina niebo niemal zupełnie nad Cape Town, co powoduje lato na południowej półkuli. Podczas przesilenia letniego (21 czerwca), słońce znajduje się pionowo nad Zwrotnikiem Raka, (prawie pionowo nad Londynem), podczas gdy patrzymy na północ od Cape Town, Słońce zdaje się zataczać niewielki obrót na niebie północnym, powodując zimę na południowej i lato na północnej półkuli." – E. Eschini, „Fundamenty wielu pokoleń” (7)

„Podstawową cechą roku jest jego podział na dwa równe okresy po sześć miesięcy, oparty po pierwsze na przeważającej długości dni nad długością nocy i odwrotnie, są to warunki, którymi rządzą różne pory wschodu i zachodu słońca; a po drugie na wysokiej lub niskiej wysokości, na jakiej świeci słońce w południe. Pierwszy z cykli, w którym dni są dłuższe od nocy, a słońce osiąga swój punkt kulminacyjny w ciągu roku, sięga od przesilenia wiosennego do jesiennego, to jest od 21 marca do 22 września; drugi cykl, podczas którego, odwrotnie to noce są dłuższe niż dni, a słońce schodzi do najniższego swojego punktu w ciągu roku, sięga od przesilenia jesiennego do wiosennego to jest od 23 września do 20 marca. Te dwa półroczne okresy charakteryzuje też przeciwieństwo wartości temperatur. Podczas pierwszego cyklu, który wypada wiosną i latem upał stopniowo nasila się i spada, a podczas drugiego cyklu, który obejmuje jesień i zimę, jest natężenie zimna, które stopniowo wzrasta i spada." – Gabrielle Henriet, „Niebo i ziemia” (3-4)

   

W modelu Płaskiej Ziemi, światła Słońca i Księżyca, wiecznie unoszą się nad i równolegle do powierzchni Ziemi. Z naszego punktu obserwacyjnego, zgodnie z prawem perspektywy, ciała świetliste dnia/nocy pojawiają się wschodząc na horyzoncie wschodnim, zakrzywiają swój bieg celując wysoko w górę, a potem zatapiają się za linią horyzontu na zachodzie. Nie uciekają na spodnią stronę Płaskiej Ziemi jak można by sobie wyobrażać, lecz raczej poruszają się ruchem wirowym, zataczając koncentryczne okręgi zgodnie z ruchem wskazówek zegara, wokół obwodu od zwrotnika do zwrotnika. Widok wschodzenia, przesuwania się wysoko w górę i zachodzenia jest wynikiem prawa perspektywy, zgodnie z którym, wysokie obiekty wydają się być wysoko nad głową gdy są w niedużej odległości, ale w oddali stają się stopniowo coraz mniejsze, przemieszczając się w kierunku znikającego punktu. „Chociaż słońce jest w każdym momencie powyżej i jest równoległe do powierzchni Ziemi, wydaje się wspinać na firmament od poranka aż do południa i zniżać się aż do zniknięcia za linią horyzontu wieczorem. To wynika z prostego i widocznego wszędzie prawa perspektywy. Stado ptaków, gdy mija płaski lub bagnisty teren wiejski, zawsze gdy się oddala, wydaje się obniżać swój lot; a gdy stado jest rozciągnięte, pierwszy ptak wydaje się lecieć niżej, lub bliżej horyzontu niż ostatni. Najdalsze ze świateł w rzędzie lamp wydaje się być usadowione najniżej, choć każda z lamp ma te samą wysokość. Mając te zjawiska w głowie, łatwo można zobaczyć jak Słońce, choć zawsze jest równoległe do powierzchni Ziemi, musi wyglądać jakby wspinało się gdy się zbliża i jakby opadało po opuszczeniu południka czy pozycji jaką przyjęło w południe." –Dr Samuel Rowbotham, Ziemia nie jest globem, Wydanie drugie” (85)

   

„Cóż może być bardziej zwyczajnego niż obserwacja gdy, stojąc na jednym końcu długiego rzędu lamp, lampy najbliżej nas wydają się najwyższe, a te najdalej odsunięte najniższe; gdy przesuniemy się wzdłuż w kierunku przeciwnego końca rzędu, te lampy do których się zbliżamy, zdają się rosnąć, a te które pozostają za nami zdają się stopniowo maleć. To zwyczajny efekt perspektywy, przez który obiekt od którego obserwator się coraz bardziej oddala staje się coraz niższy. Spróbujmy wykonać eksperyment z latarnią morską, wieżą kościoła, obeliskiem, lampą gazową lub z innym wysokim obiektem, polegający na przyglądaniu się im z odległości zaledwie kilku jardów (kilku metrów) i zwróćmy uwagę na kąt pod jakim obiekty są obserwowane. Oddalając się, kąt pod jakim oglądamy obiekt zmniejszy się, a sam obiekt będzie się wydawał coraz niższy wraz ze wzrostem dystansu od obserwatora, aż do określonego momentu, w którym linia wzroku na której znajduje się obiekt i jak się wydaje podnosząca się powierzchnia ziemi, na której obiekt stoi, zmieni się w kąt, który stanowi „znikający punkt" lub horyzont, poza nim obiekt będzie niewidoczny." - Dr Samuel Rowbotham „Astronomia poszukująca, Ziemia nie jest globem!” (230-1) 

   

Heliocentryści każą nam wierzyć w coś zupełnie odwrotnego do tego, co każdy człowiek, który kiedykolwiek chodził po Ziemi widzi na własne oczy. Jest oczywistym dla każdego dziecka i niezależnie myślącego dorosłego człowieka, że Słońce, Księżyc, gwiazdy i planety, każde światło na niebie w górze, okrąża Ziemię nieruchomą pod naszymi stopami. Jest także oczywistym, że Słońce i Księżyc są mniej więcej tej samej wielkości i że znajdują się względnie blisko Ziemi, a nie różnią się 400–krotnie wielkością i wieloma milionami mil odległości. Porzucenie świadectwa swych zmysłów i doświadczenia na rzecz tak niedowiedzionej fantazji z gatunku fikcji naukowej, jest tak rażącym odwołaniem się do fałszywego autorytetu, że pozostawia indoktrynowanego zwolennika w stanie, w którym nie potrafi zaufać swoim naturalnym instynktom i jest na zawsze odtąd przywiązany do fantastycznych wyjaśnień astronomicznych szarlatanów.

„Nikt nigdy dotąd nie odczuł, ani nie zobaczył jak Ziemia pędzi przez przestrzeń ze straszliwą prędkością, która jest jej przypisywana, lecz każdy, kto nie jest ślepy widzi ruch słońca. Ale można to sprawdzić. Można się przekonać z dużą dozą pewności czy słońce porusza się czy nie. Weźmy szkolny globus i ustawmy słupek na półokręgu, który trzyma globus we właściwej pozycji. Wprawmy globus w ruch okrężny naprzeciw lampy umieszczonej na stole i zobaczymy, że cień pozostawiony na globusie jest zawsze równoległy do równika, niezależnie od kąta do jakiego nachylimy globus. Następnie, weźmy słupek o wystarczającej długości by cień padał aż na płaską powierzchnię, przesuwając globus w kierunku lampy, tak by cień był linią prostą. Jeśli z tego powodu, cień pozostawiony przez słońce na ziemi od będzie linią prostą, to dowodzi niewątpliwie, że słońce jest nieruchome. Wbijmy kołek w ziemię w taki sposób by wystawić go na słońce przez większość część dnia- przez cały dzień, jeśli jest to możliwe. Zaznaczmy co kwadrans, gdzie kończy się cień, a stwierdzimy, że części oznaczeń układają się w wydłużoną krzywiznę, co wyraźnie dowodzi, że słońce porusza się nad nieruchomą ziemią." – Thomas Winship, „Kosmogonia poszukująca” (113)

„Droga Słońca jest koncentryczna, wydłuża się i skraca co dzień na zmianę przez 6 miesięcy. Można tego łatwo dowieść umieszczając pręt, powiedzmy w południe 21 grudnia, w taki sposób, że patrząc wzdłuż pręta linia wzroku pobiegnie do dolnej krawędzi Słońca. Linia wzroku pozostanie mniej więcej niezmienna przez kilka dni, ale dziewiątego czy dziesiątego dnia, odkryjemy, że pręt musi zostać znacząco przesunięty w kierunku zenitu, tak by znów dotykał dolnej krawędzi Słońca i od tej chwili każdego następnego dnia, pręt będzie musiał być podnoszony aż do 22 czerwca. Wtedy przez kilka dni nie będzie prawie żadnej zmiany jak poprzednio, ale każdego następnego dnia później, pręt będzie musiał zostać obniżony, aż do 21 grudnia, gdy Słońce znajduje się najdalej od północnego centrum i jest tam ciemno. To wydłużanie i skracanie drogi Słońca odbywa się co roku i jest nazywane północnym i południowym spadkiem. Proces ten powinien wykazać Nowoczesnym Astronomom absurd nazywania świata planetą, ponieważ pozostaje on nieruchomy podczas gdy Słońce stale krąży wokół niebios." –David Wardlaw Scott, „Terra Firma” (184-5)
Odpowiedz
#2
Sloneczko to moj ulubiony temat , mowi sie , ze jest oddalone od ziemi ok. 150 milionow kilometrow hmmm ..... kiedys w to wierzylem , lecz gdy mieszkalem na Wyspach Kanaryjskich i fascynowaly mnie obserwacje gwiazd , ksiezyca no i oczywiscie Sloneczka , po logicznym mysleniu jednego dnia banka mydlana pekla
Odpowiedz
#3
Juz rozwijam temacik - pracowalem na zmiany , pare dni wolnego i pare dni pracy , w wolne dni bralem namiot , teleskop Newtona 115 mm , jedzonko , euraki , piwko i na plaze. Ocean z lewej i z prawej , sloneczko wstawalo z wody i chowalo sie w wodzie , bajka , wstawalo maluskie , czerwone i chowalo sie malutenkie czerwone , o poranku gdy sie zblizalo tarcza zwiekszala swoja srednice i kolor z czerwonego w pomaranczowy , a potem w bialy , wedrowalo nad glowa duze i biale , by potem zmniejszac tarcze i oddalajac sie zmieniac kolory z bialego w pomaranczowy , a potem w czerwony znikajac w perspektywie , jak to sie przyjelo mowic - chowalo sie za horyzontem. O obserwacji pieprzykow i turystek napisze w innym temacie.

.....zaczely sie watpliwosci w obowiazujace teorie i dogmaty ....najpierw zainteresowaly mnie zmieniajace sie kolory - czerwony w pomaranczowy , a potem bialy , wzialem na " stol operacyjny " termin z google - Swiatlo Widzialne ... i szydlo wyszlo z wora , prosta sprawa , swiatlo widzialne sklada sie z wielu Fal-Pasm o roznej dlugosci , czyli obserwator patrzacy na slonce widzi kompozycje fal-pas o roznym zasiegu , wiec gdy patrzymy na biale sloneczko to znaczy , ze ma pelna game fal , lecz jesli sloneczko zacznie sie od nas oddalac , to fale-pasma o mniejszym zasiegu beda tracily swoj zasieg dla obserwatora i automatycznie kompozycja nie bedac pelna zmieni kolor slonca.
Odpowiedz
#4
Kiedy światło jakiekolwiek rodzaju świeci przez gęste medium to pojawia się większe albo daje większą jaskrawość aniżeli było by widziane przez cieńsze medium. Jest to jeszcze bardziej zauważalne kiedy medium zawiera cząsteczki wody lub pary tak jak w wilgotnej lub mglistej atmosferze. Można to dostrzec stojąc w odległości kilku metrów od latarni i zauważając wielkość światła.
Odchodząc na wielokrotność odległości, światło na odległej atmosferze pojawi się znacznie większe. Zjawisko to można zauważyć w większym lub mniejszym stopniu przez cały czas gdy powietrze jest gęste i wilgotne to jest wtedy jeszcze bardziej intensywne. 

Jest oczywiste, że podczas wschodu i zachodu słońca, światło słoneczne musi świecić przez większą długość powietrza atmosferycznego niż w połowie dnia. Poza tym powietrze w pobliżu Ziemi jest zarówno bardziej gęste oraz posiada bardziej wodniste cząsteczki, niż w wyższych warstwach przez które świeci słońce w południe, dlatego światło musi być powiększone a także zmodyfikowane w kolorze.

Więcej informacji w materiale na dole:


Odpowiedz
#5
Witajcie . Jako że jestem tutaj nowy czasem moge gdzieś nie doczytac i sie powtórzyć.

Mam zatem pytanie . 
Krażące słońce nad płaska ziemią nie mogłoby raczej powodować dni i nocy" polarnych" nad antarktydą trwajacych po kilka miesiecy.
Nad biegunem północnym owszem.
Jak to zatem jest że tam też wystepują noce i dni "polarne."

No i jeszcze jedna sprawa.
Słońce na półkuli południowej powinno poruszac się szybciej jako że ma wiecej drogi do pokonania.
czyli tam dni powinny byc krótsze .
Jak to wytłumaczycie?
Odpowiedz
#6
Dzień polarny dowodzi, że wszechświat jest geocentryczny

   

Podczas arktycznego lata, miedzy 22 a 25 czerwca, na dość dużej szerokości geograficznej i wysokości nad poziomem morza, można obserwować zjawisko, które nazywa się „Dniem Polarnym”, gdzie Słońce pozostaje stale widoczne na niebie przez całe 3 dni! Słońce wstaje 22 i przez następne 72 godziny nie znika z widoku, powoli wznosząc się i opadając przez następne 12 godzin, pokazując 3 olśniewające wschody i zachody, praktycznie bez chowania się poza linię horyzontu. W „Brighton Examiner” z lipca 1870 roku, ambasador Stanów Zjednoczonych w Norwegii , Pan Campbell, opisał swoje doświadczenie podczas obserwacji Słońca w ciągu dnia polarnego z grupą dżentelmenów, na klifie 1000 stóp (300 m) ponad Morzem Arktycznym na 69 równoleżniku północnym: 
„Było późno, a jednak nadal świeciło słońce. Ocean Arktyczny rozciągał się w cichym bezkresie u naszych stóp, odgłos fal z rzadka docierał do naszego powietrznego punktu obserwacyjnego. Daleko na północ olbrzymie nasze stare Słońce przesuwało się wzdłuż horyzontu, jak powolne bicie wysokiego zegara w kącie salonu naszego dziadka. Staliśmy wszyscy w milczeniu spoglądając na nasze zegarki. Gdy obie wskazówki zeszły się razem o północy, pełne kuliste ciało zawisło triumfalnie ponad falami - most ze złota biegnący w kierunku północnym roziskrzył wodę pomiędzy nami i nim. Bezwiednie zdjęliśmy kapelusze – nie padło ani jedno słowo. Pomyśl o najpiękniejszym wschodzie słońca jaki widziałeś w życiu a jego piękno znika w obliczu cudownych kolorów które rozświetlają ocean, niebo i góry. W ciągu pół godziny Słońce zakołysało się dostrzegalnie w swoim rytmie, kolory zmieniły się na kolory poranka. Świeża bryza zmarszczyła zarumienione morze. Jeden pieśniarz za drugim szczebiotał w lasku za nami – wślizgnęliśmy się w kolejny dzień."

„Turyści z Haparanda wolą iść na Avasaxa, wzgórze o wysokości 680 stóp (207 m) nad poziomem morza, z choć jest to osiem do dziesięciu mil (12 km- 16 km) na południe od koła podbiegunowego północnego, mogą podziwiać przez trzy dni dzień polarny. Gdy podróż zbliżała się do końca i zbliżaliśmy się do górnego końca Zatoki Bothnia, zmierzch zniknął i między zachodem i wschodem słońca upłynęła ledwie jedna godzina. Haparanda znajduje się na 65 stopniach i 31 minutach szerokości geograficznej północnej i czterdzieści mil ( 66 km) na południe od koła podbiegunowego północnego. To jest 1 stopień i 18 minut dalej na północ niż Archangielsk i na tej samej szerokości geograficznej co najbardziej wysunięta na północ część Islandii. Słońce wstaje 21 czerwca o 12.01 i zachodzi o 23.37. Od 22 do 25 czerwca podróżnik może podziwiać dzień polarny z Avasaxy, wzgórza położonego na wysokości 680 stóp (207 m) nad poziomem morza i odległego na około czterdzieści pięć mil (72 km)." – M. Paul B. du Chaillu, „ Kraj dnia polarnego”

Gdyby Ziemia rzeczywiście była obracającą się kulą, okrążającą Słońce, jedynymi miejscami, gdzie takie zjawisko jak dzień polarny mogłoby być obserwowane byłyby bieguny polarne. W żadnym innym punkcie obserwacyjnym od 89 stopni szerokości geograficznej w dół nie można by nigdy, niezależnie od jakiegokolwiek przechyłu czy spadku, widzieć Słońca przez całe 24 godziny. By widzieć Słońce przez cały czas okrążenia na obracającym się globie w punkcie innym niż biegun polany, trzeba by było oglądać przez całe mile lądu i morza by ujrzeć część trasy okrążenia! Nikt kto znajduje się poniżej 89 równoleżnika nigdy nie zobaczy Słońca przez 72 godziny wykonującego 3 pełne okrążenia, ponieważ by tego dokonać należałoby założyć, że jakoś widzi się „ przez bryłę globu” by dojrzeć Słońce po drugiej stronie! Skoro takie założenie jest absurdalne, a jednak dzień polarny można zaobserwować wyraźnie na 65 równoleżniku, jest to kolejny mocny dowód, że Ziemia jest płaskim, nieruchomym centrum wszechświata.

„Jeśli Ziemia byłaby globem, o północy oko musiałoby badać tysiące mil lądu i wody nawet na 65 stopniach szerokości geograficznej północnej, by dojrzeć słońce o północy. Ponieważ słońce można obserwować przez całe dnie bez przerwy na dalekiej północy podczas północnego lata, dowodzi to, że w hipotezie o kulistości jest jakiś poważny błąd. A poza tym jak to jest, że dzień polarny nigdy nie jest widoczny na południu podczas południowego lata? Cook dotarł do 71 stopni szerokości geograficznej południowej, Weddell w 1893 roku dosięgnął 74 stopni, a Sir James C. Ross w 1841 i 1842 dotarł do 78 równoleżnika, ale nic mi nie wiadomo o tym by którykolwiek z tych żeglarzy wyjechał stamtąd zapisując, że słońce widoczne było na południu o północy." –Thomas Winship, „Kosmogonia poszukująca” 

   

Heliocentryści nie potrafią także wyjaśnić dlaczego zjawisko dnia polarnego nie występuje nigdzie na półkuli południowej, o żadnym czasie w roku. Wręcz przeciwnie „ Belgijskie królewskie towarzystwo geograficzne” w „Expedition Antarctique Belge”, odnotowało, że podczas najcięższej części zimy antarktycznej, od 71 stopni szerokości geograficznej południowej i dalej, słońce zachodzi 17 maja i nie wschodzi ponownie ponad horyzont aż do 21 lipca! To zupełnie nie pasuje do teorii kulistości Ziemi, jednak łatwo można to wytłumaczyć w modelu płaskiej Ziemi. Dzień polarny jest obserwowany na wysokich wartościach wysokości nad poziomem morza na dalekiej północy podczas lata arktycznego ponieważ Słońce i jego najbardziej wewnętrzne krążenie, to okrążanie ciasno centrum polarnego, w którym zostaje widoczne ponad linią horyzontu dla tych, którzy znajdują się w tamtym punkcie obserwacyjnym. Podobnie na dalekich południowych szerokościach podczas arktycznego lata, Słońce znika zupełnie z widoku na okres ponad 2 miesięcy ponieważ tam, na północnym zwrotniku, na najbardziej wewnętrznym łuku swojej podróży po trasie bumerangu, Słońce okrąża północne centrum zbyt blisko by być widocznym z obwodu na południu.

"Jest oczywiste, że w olbrzymich, okalających oceanach południowych oraz na wielu wyspach i częściach kontynentu, które znajdują się poza tą częścią ziemi, gdzie słońce znajduje się w pozycji pionowej, nie można oczekiwać, że tamtejsze dni, noce, pory roku itd., będą dokładnie takie jak w regionie północnym. Północ jest centrum, a południe znajduje się w promieniu od tego centrum lub jest wyrzucone na rozległy oceaniczny obwód, kończący się okalającymi ścianami lodu, które tworzą zmarzniętą barierę, której nie można zbadać. Zatem zjawiska, o których mówi się, że występują tylko na północy, muszą być znacznie zmodyfikowane na południu. Na przykład, północ stanowiąca centrum, światło słoneczne posuwające się naprzód i w tył, daje długie okresy naprzemiennego światła i mroku w rzeczywistym centrum; ale na dalekim południu słońce nawet jeśli przesuwa się po ścieżce zewnętrznej, może posłać swoje światło tylko na określoną odległość, poza którą musi panować wieczna ciemność. Nie ma dowodu na to, że są tam regularne, naprzemienne długie okresy światła i ciemności, jak na północy. Na północy podczas lata, gdy słońce porusza się po swojej ścieżce wewnętrznej, światło świeci nieprzerwanie przez całe następujące po sobie miesiące nad regionem centralnym i szybko rozwija wiele form życia zwierzęcego i roślinnego." – Dr Samuel Rowbotham, „Astronomia poszukująca, ziemia nie jest globem!” (115)

W typowej dekonstruktywnej i tuszującej metodzie, starającej się wyjaśnić dzień polarny, problematyczne
arktyczne/antarktyczne zjawiska oraz fakt, że Gwiazdę Polarną można zobaczyć w przybliżeniu z 23,5 stopni na południe od równika, zdesperowani heliocentryści w późnym wieku XIX , ponownie zmodyfikowali swoją teorię, twierdząc, że kulista Ziemia właściwie odchyla się do tyłu o 23,5 stopnia na swojej pionowej osi, w ten sposób tłumacząc wiele problemów za jednym razem! Jednak gdyby pochylała się stale w tym samym kierunku, nie tłumaczyłoby to tych zjawisk, ponieważ po 6 miesiącach domniemanego ruchu orbitowego dookoła Słońca, każda wartość nachylenia stała by się przeciwna i przez to zanegowałaby ich rzekome wyjaśnienie nieregularności arktycznych czy antarktycznych. By temu zaradzić, heliocentryści dodali, że Ziemia także „chybocze się” według złożonego wzorca, znanego jako „planetarna nutacja”, „chybotanie Chandlera” i „osiowa precesja”, które w ich żywych imaginacjach pokonują zdrowy rozsądek.
Zdrowy rozsądek nakazuje jednak myśleć, że jeśli ciepło Słońca podróżuje 93 000 000 mile (149 668 620 km) by do nas dotrzeć, to małe nachylenie osi i chybotanie o różnicy kilku tysięcy mil powinno być zupełnie niewarte uwagi. Jeżeli Ziemia rzeczywiście krąży 93 000 000 mil (149 668 620 km) od słońca, niezależnie od jakiegokolwiek pochylenia i chybotania, temperatura i klimat na całym świecie powinny być prawie zupełnie jednorodne. Jeżeli ciepło słońca rzeczywiście podróżowałoby dziewięćdziesiąt trzy miliony mil (149 668 620 km) by dotrzeć do równika Ziemi, dodatkowe kilka tysięcy mil do biegunów, niezależnie od jakichkolwiek pochylenia i chybotania, nieważne jak silnych, musiałyby być na pewno dającymi się pominąć przy negowaniu tak silnego ciepła!

„Przypuszczenie, że pory roku są spowodowane ruchem Ziemi w ciągu roku wokół Słońca, znajdującego się w średniej odległości 92 500 000 mil (148 863 950 km) jest groteskowe. Według Piazzi‘ego rozmiar Słońca jest proporcjonalny do Ziemi w stosunku 329 360 do 1, średnica jest większa od średnicy Ziemi 112 razy. Ziemia wydaje się, jak mówi Biot w swoim stwierdzeniu, 'małym ziarnkiem piasku w porównaniu do Słońca.' Ta olbrzymia ekspansja światła skupiona na obracającym się ziarnku piasku z odległości 93 milionów mil (149 668 620 km), powodowałaby taka samą porę roku na całej powierzchni. Mizerne kilka mil,, które oddziela Londyn od Cape Town, nie może spowodować różnych pór roku, tak jak dystans dzielący Londyn od Riwiery nie może usprawiedliwić różnic w cechach klimatu, które charakteryzują te dwa miejsca." – E. Eschini, „Fundamenty wielu generacji” (7)

Zdrowy rozsądek mówi także, że jeśli Ziemia byłaby rzeczywiście obracającą się w ciągu dnia kulą o jednorodnej prędkości ruchu wokół Słońca, dni i noce powinny mieć dokładnie po 12 godzin wszędzie w ciągu całego roku! Olbrzymia różnorodność w długości dni i nocy w ciagu roku na całej Ziemi świadczy na rzecz faktu, że w rzeczywistości nie mieszkamy na obracającej się kuli-planecie. Takie zjawiska jak to, nie mogą istnieć na globie, nie może też istnieć dzień polarny, ani nic takiego jak antarktyczna zima, podczas której Słońca nie można nigdzie zaobserwować przez ponad 2 miesiące w ciągu roku! Aby móc się wytłumaczyć z powyższych zarzutów, zwolennicy kulistości Ziemi wymyślili sobie przekrzywienie jej osi. 

   

„Teoria rotacji ziemi może być raz na zawsze definitywnie odrzucona jako niewykonalna przez wskazanie następujących niedopatrzeń. Mówi się, że rotacja zabiera dwadzieścia cztery godziny oraz, że jej prędkość jest jednorodna, w takim przypadku, dnie i noce z konieczności musiałyby mieć identyczną długość dwunastu godzin za każdym razem przez cały rok. Słońce powinno niezmiennie o tych samych godzinach wschodzić rano i zachodzić wieczorem, co skutkowałoby równonocą każdego dnia od 1 stycznia do 31 grudnia. Ktoś powinien zatrzymać się i zastanowić nad tym, zanim stwierdzi, że Ziemia porusza się ruchem rotacyjnym. Jak system grawitacji wyjaśnia sezonowe wahania długości dni i nocy, jeśli ziemia rotuje z jednorodną prędkością w ciągu dwudziestu czterech godzin!?" - Gabrielle Henriet „Niebo i Ziemia” (10)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości