Witamy na Forum Płaska Ziemia

Witaj! Logowanie Rejestracja


Ocena wątku:
  • 4 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Historia Płaskiej Ziemi
#1
Do pobrania:
https://www.dropbox.com/s/536oak1p6pyc1vy/HISTORIA%20P%C5%81ASKIEJ%20ZIEMI%202.docx?dl=0

ERIC DUBAY
Kompletna historia płaskiej ziemi od początku notowanej historii do dzisiejszych czasów:




   

Od początku notowanej historii i przez tysiące lat, wszystkie kultury na całym świecie wierzyły,że Ziemia jest płaska. Ich rozmaite kosmologie i kosmogonie różniły się w nieznaczny sposób, ale ich ogólna geografia i astronomia były niezwykle spójne i niemal identyczne. 

   

Ziemia była stacjonarną płaszczyzną, pozbawioną jakiegokolwiek ruchu lub krzywizny, płaska wzdłuż całej swojej ekspansji za wyjątkiem szczytów, gór i dolin. Biegun północny był pojedynczym, magnetycznym biegunem środka płaskiej ziemi z gwiazdą polarną, gwiazdą północnego bieguna, znajdująca się dokładnie nad nim. Gwiazda polarna była jedyną nieruchomą gwiazdą na niebie z wszystkimi innymi konstelacjami obracającymi się wokół, w idealnych kółkach nad Ziemią każdej nocy. Gwiazdy były podzielone na dwie kategorie, znane jako gwiazdy stałe i gwiazdy wędrujące.

   

Gwiazdy stałe tak się nazywają, ponieważ były obserwowane tak samo, jak widzimy je dzisiaj. Pozostawały stałe w formach swoich konstelacji noc po nocy, rok po roku, wiek po wieku, nigdy nie zmieniając swoich relatywnych pozycji. Gwiazdy wędrujące, które dzisiaj nazywane są planetami, były tak nazywane, ponieważ były obserwowane tak, jak możemy je zaobserwować dzisiaj, podróżujące i wędrujące po niebie obierające swoje własne, spiralo-graficzne formy wykonując oba ruchy, do przodu i wstecz nad i dookoła Ziemi podczas swoich cyklów. Słońce i Księżyc były jednakowej wielkości i one też krążyły nad i wokół nieruchomej ziemi tak, jak zostało to uwiecznione w chińskim symbolu Yin i Yang. Słońce i Księżyc były znacznie bliżej Ziemi niż dzisiaj jest to uważane a każde z nich świeciło swoim własnym, unikalnym i przeciwnym światłem. Słońce jest złote, ciepłe, suszące, konserwujące, antyseptyczne a światło Księżyca jest srebrne, zimne, wilgotne, rozkładające i septyczne. Słońce i Księżyc jakby podłączone do magnetycznego drzewka majowego, wykonują spiralne, naprzemienne podróże wokół Ziemi co roku.

   

Słońce rozpoczyna swoją wędrówkę od zwrotnika koziorożca, podczas przesilenia zimowego, robiąc swój najszybszy i największy krąg ponad Ziemią. Przez następne trzy miesiące Słońce zmniejsza swoją drogę i zwalnia prędkość przed równonocą jesienną, kiedy wykręca swoją drogę od zwrotnika koziorożca do równika. Następnie, w ciągu najbliższych trzech miesięcy, Słońce ponownie nieznacznie zmniejsza swoją drogę i spowalnia prędkość do momentu przesilenia letniego, gdzie wykręca najmniejsze i najwolniejsze okręgi wokół zwrotnika raka. Po osiągnięciu tego najmniejszego kółka, Słońce, podobnie jak wstążki tancerki dookoła drzewka majowego, rozpoczyna przeciwną, zewnętrzną, szybszą, powrotną podróż do zwrotnika koziorożca. Przez następne trzy miesiące, Słońce zacznie rozszerzać swoją drogę i zwiększy swoją prędkość do momentu równonocy jesiennej, kiedy Słońce wykręca swoją drogę od zwrotnika raka z powrotem do równika. Następnie, w ciągu trzech miesięcy, Słońce znów codziennie poszerza swoją drogę i przyśpiesza swoją prędkość aż do przesilenia zimowego, wypełniając swoją najszerszą i najszybszą drogę wokół zwrotnika koziorożca i roczna podróż Słońca, rozpoczyna się ponownie. Księżyc miał podobną roczną ścieżkę, krążąc wokół Ziemi, ale w przeciwieństwie do Słońca, które stale zmienia swoją prędkość, aby zachować spójny 24 godzinny dzień, prędkość Księżyca nigdy się nie zmienia. W zależności od szerokości geograficznej, Księżyc obserwowano tak, jak możemy zaobserwować go dzisiaj w cyklach, trwających około 25 godzin. To dlatego w różnych miejscach i o innej porze widzimy Księżyc rano, po południu lub wieczorem. 

   

Nawiązanie do tego znajdujemy w starych bajkach takich jak zając i żółw. Zając, tak jak Słońce zaczyna roczny wyścig pełen energii, emocji i ego, deklarując siebie zdecydowanym zwycięzcą startując z natychmiastową przewagą. Tymczasem równie pewny, o swoich pozornie mniejszych zdolnościach, pokorny, powolny i niezmienny żółw-Księżyc, zaczyna pozwalając zającowi prowadzić. W miarę trwania wyścigu, zarozumiały zając spowalnia i bierze drzemkę a wtedy żółw go wyprzedza. Jest to analogiczne do Księżyca osiągającego zwrotnik raka przed Słońcem każdego roku i zaczynającego swoją podróż powrotną. Kiedy zając osiąga swoją połowę drogi w wyścigu, uświadamia sobie, że jego słaba postawa spowodowała, że został wyprzedzony przez wolniejszego od siebie żółwia więc zaczyna przyśpieszać ponownie. Potem, przez resztę wyścigu Słońce zaczyna zwiększać swoją prędkość i z dnia na dzień zyskuje przewagę nad Księżycem, ale ostatecznie przegrywa, bo powolny, ale konsekwentny żółw osiąga linię mety przed zającem i wygrywa.

   

Pierwszą osobą w pisanej historii kiedykolwiek twierdzącą, że Ziemia wcale nie jest płaskim, nieruchomym centrum wszechświata był grecki matematyk i filozof Pitagoras z Samos około 500 roku przed naszą erą. Co ciekawe, Pitagoras był również zachwalany przez masońskich historyków takich jak Albert Mackey, James Anderson, William Hutchinson czy William Preston jako pierwszy mason. Prezentowane bardziej jako eksperyment myślowy niż kompletna kosmologia, Pitagoras zakładał, że gdyby Ziemia była sferyczną kulą obracającą się raz dziennie wokół własnej osi pionowej, jednocześnie obracającej się corocznie wokół nieruchomego słońca, to model ten może również wyjaśnić cykliczne ruchy ciał niebieskich. Ten heliocentryczny model był nauczany dla wtajemniczonych w szkole Pitagorasa Krotona, ale nigdy nie stał się popularny i nie miał wpływu poza Grecją przez kolejne 2000 lat. 

   

Sto lat później inny grecki matematyk o imieniu Platon, również forsował sferyczną kosmologię Ziemi z niewielką różnicą twierdząc, że kula ziemska jest w centrum ruchomego wszechświata a Słońce, Księżyc i gwiazdy obracają się wokół. Jego najsłynniejszy uczeń Arystoteles także pisał o geocentrycznej kosmologii i kulistej ziemi w swojej książce pt. „On the heavens”, oferując trzy główne dowody swojej teorii. Po pierwsze, Arystoteles zauważył, że podczas żeglugi, oddalając się od obserwatora znajdującego się na lądzie, statkom zbliżającym się do horyzontu, z pola widzenia znikał najpierw kadłub a potem maszt. Twierdził on, że było to spowodowane krzywizną ziemi. Arystoteles twierdził, że kadłub, dlatego pierwszy znika za horyzontem Ziemi kuli, ponieważ zakrzywienie ku dołowi powoduje znikanie najpierw kadłuba a potem masztu i całego statku chowającego się za krzywizną. Dziś możemy łatwo udowodnić, że Arystoteles był w błędzie przy swoim założeniu, ponieważ używając teleskopu, lornetki czy aparatu fotograficznego z powiększeniem, gdy statek całkowicie znika za horyzontem, nowoczesna technologia pozwala nam przybliżyć i przywrócić cały kadłub i statek z powrotem do widoku.

   

Świadczy to o tym, że kadłuby statków nie znikają pierwsze z powodu rzekomej krzywizny Ziemi, oraz że linia horyzontu jest jedynie znikającą linią perspektywy z punktu widzenia danego obserwatora a nie jak zakładał Arystoteles, z powodu początku krzywizny Ziemi. Horyzont jest subiektywny i może być różny w zależności od odległości, pogody, wysokości obserwatora i siły jego wzroku lub użytych instrumentów optycznych. Horyzont w rzeczywistości wznosi się na wysokość oczu obserwatora bez względu na to, jak wysoko się znajdujesz co dowodzi również, że linia horyzontu nie jest jakimś obiektywnym punktem krzywizny na wypukłej ziemi, lecz subiektywnie znikającym punktem perspektywy z punktu widzenia obserwatora. Drugim punktem Arystotelesa dowodzącym oferowanych przez niego teorii kulistości Ziemi był okrągły cień Ziemi, rzucany na Księżyc podczas zaćmienia Księżyca. Do dziś heliocentrycy oferują nam ten argument jako dowód kulistości Ziemi, twierdząc, że podczas zaćmienia Słońce, Ziemia i Księżyc ustawiają się w jednej linii pod idealnym kątem 180 stopni, jak trzy kule bilardowe powodując, że Słońce rzuca cień Ziemi na Księżyc.

   

To inteligentne, ale wadliwe założenie zostało przedstawione całkowicie błędnie. Zaćmienia Księżyca występowały i nadal regularnie występują, kiedy zarówno Księżyc jak i Słońce znajdują się razem, jednocześnie nad horyzontem. Już od dawnych czasów z okresu Pliniusza I, istnieją zapiski zaćmień, gdzie zarówno Księżyc jak i Słońce były widoczne jednocześnie na niebie i nadal są one rejestrowane aż do dziś przez królewskie towarzystwo astronomiczne. Oczywiste jest to, że gdy Słońce i Księżyc jednocześnie widoczne są nad horyzontem podczas zaćmienia, oznacza to, że nie są one ustawione w jednej linii 180 stopni, dlatego też, niemożliwe jest, aby Słońce mogło rzucać cień Ziemi na Księżyc i należy rozważyć inne wyjaśnienie. Tym wyjaśnieniem, istniejącym w wielu kulturach na całym świecie jest założenie istnienia innego ciała niebieskiego znanego jako Rahu, czyli czarne słońce będące tej samej wielkości co Słońce i Księżyc. Te półprzeźroczyste, czarne ciało przechodzi z przodu Słońca i Księżyca w czasie zaćmienia, powodując przygasanie ich światła. Ostatnim dowodem przedstawianym przez Arystotelesa do jego teorii kulistej ziemi było zachowanie się gwiazdy polarnej i innych gwiazd stopniowo zniżających się, kiedy obserwator przemieszcza się w kierunku południowym.

   

Twierdził on, że jej stopniowe zniżanie się i ewentualne znikanie za horyzontem niektórych gwiazd i konstelacji w czasie podróży na południe było dowodem, że obserwator poruszał się po wypukłej, zakrzywionej powierzchni. Podobnie jak w przypadku statków stopniowo znikających na horyzoncie, Arystoteles zakładał, że linia horyzontu była dosłownie krzywizną jego kulistej ziemi a gwiazdy zniżały się i znikały za nią stając się niewidoczne, ponieważ istniała masa zakrzywionej ziemi pomiędzy nim a obiektem. W rzeczywistości jednak, stopniowe obniżanie obiektu na niebie w kierunku horyzontu jest jedynie efektem prawa perspektywy na powierzchniach płaskich. Każdy student sztuki wie, że ludzkie oko postrzega świat w kształcie piramidy tak, że gdy patrzysz na długi korytarz, podłoga wydaje się podnosić, sufit obniżać a ściany schodzić do środka, punktu zbiegu widzenia obserwatora.

   
 
Oczywiście wymiary korytarza pozostają jednakowe na całej długości. Podłoga w rzeczywistości się nie podnosi, sufit nie obniża a ściany nie schodzą się ku sobie. Jednak ludzkie oko wszystko postrzega w ten sposób, podobnie, kiedy Słońce, Księżyc, samoloty czy chmury wydają się opadać w kierunku horyzontu w miarę oddalania się od nas. Faktycznie, wszystkie te obiekty nie tracą swojej wysokości i nie zbliżają się powoli do poziomu morza, lecz utrzymują swoją wysokość, w rzeczywistości oddalając się od nas a prawo perspektywy sprawia, że wydają się opadać.

   

Sto lat po Arystotelesie, około 250 roku p.n.e. kolejny grecki matematyk i filozof Eratostenes przedstawił swoje twierdzenia i rzekomo nowe dowody na kulistość Ziemi. Eratostenes zauważył, że w południe, w czasie przesilenia letniego w Syrene, Słońce nie rzuca cienia a promienie słoneczne sięgają aż do dna studni, kiedy jednocześnie w Aleksandrii, pionowo stojący pręt metalowy rzucał znaczący cień. Faktycznie, przez policzenie długości cienia i jego złożonej odległości od Słońca Eratostenes wykonał pomiar Ziemi będący bliski tego, jaki heliocentryczni astronomowie używają dzisiaj. Faktem jest jednak, że wyliczenia Eratostenesa zostały wykonane przy założeniu, że Słońce jest oddalone o miliony mil tak, aby jego promienie spadały równolegle nawet w punktach tak rozbieżnych jak Syrene i Aleksandria. To błędne założenie doprowadziło do jego wadliwego wniosku, który został podważony, kiedy zbudowano pierwszy żeglarski sekstant.

   

Korzystając z sekstantu oraz trygonometrii płaszczyzny poprzez pomiar kąta Słońca w dwóch różnych punktach na Ziemi jednocześnie oraz wyliczenie ich odległości od siebie, twierdzenie Pitagorasa ujawniło zarówno wysokość jak i wymiary Słońca. Używając tej metody, wielokrotnie obliczono wysokość i wymiary Słońca. Z wyliczeń wykonanych tą metodą wynika, że Słońce i Księżyc mają około 32 mile średnicy i znajdują się około 3 tysiące mil od powierzchni Ziemi. Filmy nakręcone przy użyciu balonów na dużej wysokości również pokazują jasne plamy na chmurach znajdujące się pod Słońcem potwierdzając, że Słońce jest lokalne i blisko działając jak reflektor a nie olbrzymia kula gazu oddalona o miliony mil od nas tak, jak heliocentrycy zakładają.

   

Po Eratostenesie teoria kulistej Ziemi całkowicie zniknęła z myśli filozoficznej i zapisywanej historii na blisko 2000 lat. Kosmologia geocentrycznej, płaskiej ziemi nadal królowała a Eratostenes reklamował się jako ojciec geografii przedstawiając płaską ziemię w swojej słynnej mapie świata z 194 roku p.n.e. Mniej więcej w tym samym czasie Krates z Mallos wynalazł pierwszy model kuli ziemskiej, ale nie wypłynęło to znacząco na skalę światową. Dużo później w 1522 roku n.e. Ferdynand Magellan jako pierwsza znana osoba opisana w historii opłynął świat. To opłynięcie w krótce stało się przedstawiane jako absolutny dowód na poprawność teorii kulistości Ziemi i jest to podawane aż do dziś. Jeśli Magellan był w stanie opłynąć w kierunku wschód-zachód dookoła świata i powrócić do swojego pierwotnego punktu wyjścia to Ziemia na pewno nie może być płaska i musi być kulą prawda? Źle! Podobnie, jak umieścisz kompas wyznaczając środek na płaskiej kartce papieru, rysujesz krąg w jedną albo w drugą stronę i w ten sposób powrócisz do punktu początkowego. Wiec czy statek lub samolot może opłynąć płaska Ziemię? Jedynym rodzajem opłynięcia, które nie może zostać wykonane na płaskiej ziemi jest opłynięcie Ziemi w kierunku północ-południe, który jak do tej pory nadal przez nikogo nie zostało wykonane. Zarówno biegun północny jak i Antarktyda są wojskowymi strefami egzekwującymi zakazy lotów samolotów i pływania statków kontrolowanymi przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ), te same narody zjednoczone, które wyniośle prezentują mapę płaskiej ziemi.

   

W 1543 roku, na kilka dni przed śmiercią, mason i jezuita Mikołaj Kopernik opublikował swoją książkę pt. „O obrotach sfer niebieskich”, która ożywiła heliocentryczną kosmologię Pitagorasa i rozpoczęła rewolucję kopernikańską od płaskiego, geocentrycznego modelu w kierunku globalnego, heliocentrycznego modelu. Ponieważ jego książka zakładała, że Ziemia jest przechyloną, odchylającą się i obracającą się z prędkością zawrotu głowy sferą, wokół nieruchomego słońca, początkowo, spotkało się to z należytym niedowierzaniem. Kopernik zawsze przeciwdziałał temu twierdząc, że jego teorie były jedynie hipotezami i nie powinny być uważane za prawdę. W swojej książce napisał nawet ”Nauczania Pitagorasa zostały oparte na twierdzeniach, które mają być uważane za prawdę. Oznacza to, że nie jest konieczne, aby hipoteza była prawdziwa czy nawet prawdopodobna. Hipoteza o ruchu Ziemi jest tylko jedną, która jest przydatna do wyjaśnienia zjawisk, ale nie należy jej traktować jako bezwzględnej prawdy…” Rówieśnik Kopernika, słynny duński astronom Tycho Brahe argumentował przeciwko heliocentrycznemu modelowi, że gdyby Ziemia obracała się wokół Słońca na orbicie, to zmiana względnego położenia gwiazd po sześciu miesiącach ruchu orbitalnego nie mogłaby być niewidoczna. Brahe napisał, że gwiazdy powinny się oddzielać w miarę zbliżania i przybliżać w miarę oddalania, gdzie w rzeczywistości, po milionach mil rzekomej orbity wokół Słońca nie wykryto ani jednego centymetra paralaksy gwiazd, pozornej zmiany pozycji względem siebie co potwierdza nawet wikipedia. 

   

Brak zauważalnej paralaksy było uważane za krytyczny błąd w każdej teorii nie geocentrycznej. Odpowiedź Kopernika na ten oczywisty problem była prosta. Przesunął on gwiazdy tak absurdalnie daleko od Ziemi, że nawet po milionach mil rzekomego ruchu orbitalnego wokół Słońca, dostrzegalne paralaksy nie mogły być wykryte. Kopernik twierdził, że gwiazdy są miliony milionów mil od nas, a więc z matematycznego punktu widzenia niemożliwe byłoby wykryć takiej małej paralaksy. Ponownie, rówieśnicy Kopernika argumentowali przeciwko tej jego wygodnej korekcie słusznie twierdząc, że gdyby gwiazdy były oddalone o miliony mil, to nie byłoby sposobu, aby je zobaczyć. Kopernik ponownie propagując swą teorię twierdził, że powód, dla którego było można zobaczyć gwiazdy oddalone o miliony mil od nas jest taki, że nie są one jedynie przeźroczystymi punktami światła na nocnym niebie, ale ogromnymi kulami gazu, miliardy razy większymi niż nasze Słońce. Więc najpierw, Kopernik musiał przenieść gwiazdy biliony mil od nas, aby wyjaśnić brak paralaksy a następnie musiał powiększyć rozmiary gwiazd miliardy razy, aby wyjaśnić fakt, dlaczego w ogóle je jeszcze widzimy z tak niewyobrażalnych dystansów. W końcu, zaproponował konkretne odległości i równania matematyczne ugruntowując swoją teorię twierdząc, że ma precyzyjnie obliczoną odległość Słońca od Ziemi, która wynosiła dokładnie 3.391.200 mil.

   

Na przełomie XVII wieku Tycho Brahe, pod patronatem cesarza Rudolfa II rozpoczął budowę największego i najnowocześniejszego obserwatorium astronomicznego jakie kiedykolwiek wybudowano. Słysząc to, niemiecki astronom i mason Johannes Kepler zdecydował się na praktyki u Brahe. Kepler zdecydowanie bronił heliocentrycznej teorii Kopernika i Ziemi kuli, dlatego Brahe niechętnie akceptował Keplera jako swojego ucznia nawet pomimo jego zasług jako astronoma i matematyka. Brahe pozwolił Keplerowi mieć dostęp do obserwatorium, ale całkowicie strzegł danych i uzyskiwanych z nich wniosków co rozgniewało i sfrustrowało Keplera do tego stopnia, że zakończyło się to żywiołową wymianą argumentów w wyniku czego, Brahe wyrzucił Keplera. Rok później, po przeprosinach i znacznym zadośćuczynieniu Brahe wybaczył Keplerowi i ponownie przyjął go jako praktykanta. Tym razem Kepler nie był zadowolony ze swojej roli zwykłego ucznia i wkrótce zaproponował nowy projekt u cesarza Rudolfa o nazwie „Rudolf Astronomical Tables”. Niecały miesiąc później w tajemniczych okolicznościach Tycho Brahe padł martwy a Johannesowi Keplerowi pozwolono na dostęp do wszystkich danych Brahe, dowolne zarządzanie obserwatorium oraz posadę głównego astronoma cesarza Rudolfa II. Obfite poszlaki, oczywiste motywy i spekulacje sugerowały, że Kepler rzeczywiście zamordował Brahe. Tycho miał zaledwie 54 lata i cieszył się dobrym zdrowiem, kiedy nagle stał się śmiertelnie chory i zmarł. Jako oficjalną przyczynę śmierci ogłoszono zakażenie pęcherza moczowego jednak kolejne sekcje zwłok ujawniły obecność toksycznej rtęci na jego wąsach co doprowadziło wielu badaczy do wniosku, że Tycho Brahe został otruty. Książka z roku 2004 pt. Hollowly intryg sugerowała, że Kepler rzeczywiście zamordował Brahe, aby uzyskać dostęp do jego danych. Kepler nigdy sam nie zaprzeczał temu i napisał: „Przyznaję, że kiedy Tycho zmarł szybko skorzystałem z jego nieobecności i braku ostrożności spadkobierców poprzez obserwację pod moją opieką a może i uzurpacją”. I tak prze resztę swojego życia Kepler pracował w obserwatorium Brahe wykorzystując zebrane przez niego dane do dalszego wsparcia teorii Kopernika, którą Brahe zawsze krytykował. Kepler zmodyfikował obliczenia Kopernika i ruchy ciał niebieskich zmieniając je z regularnych okręgów na nieregularne elipsy a nawet sformułował nową odległość Słońca od Ziemi, chociaż Kopernik zawsze twierdził, że ta odległość to 3.391.200 mil, to jednak Kepler zdołał przekonać społeczność astronomiczną, że jego nowe wyliczenie 12.376.800 mil jest prawdziwą odległością.

   

Kilka lat później w 1608 roku został wymyślony pierwszy teleskop a do 1609 roku, kolejny mistrz kopernikanizmu, włoski astronom, mason i prawdopodobnie jezuita Galileusz, kupił i zbudował kilka z nich. Galileusz udoskonalił konstrukcję teleskopu zwiększając możliwość powiększenia z oryginalnego trzykrotnego do trzydziestokrotnego powiększenia. W 1610 roku dokonał rzekomo największego odkrycia w jego karierze. Z jego trzydziestokrotnym powiększeniem twierdził, że widział przez teleskop, jak to opisał trzy stałe gwiazdy, które ze względu na ich bardzo małe rozmiary były zupełnie niewidoczne a znajdowały się blisko Jowisza, ustawione w jednej linii na wskroś niego. Po śledzeniu przez chwilę tych niewidzialnych gwiazd, widząc, że pokazują się one czasami a innym razem już nie, Galileusz stwierdził, że kiedy nie mógł ich zobaczyć to pewnie ukrywały się za Jowiszem i dlatego mogą być niewidocznymi gwiazdami albo raczej niewidzialnymi księżycami na orbicie Jowisza. Jego rzekome odkrycie księżyców krążących wokół Jowisza było następnie reklamowane jako dowód potwierdzający system Kopernika twierdząc, że Ziemia musi być planetą jak Jowisz, ponieważ obie mają orbitujące księżyce. Aż do dzisiaj NASA twierdzi, że ma specjalne teleskopy, które mogą zobaczyć te księżyce Jowisza tak jak Galileusz w swoim czasie. Z obecnie zaawansowaną technologią teleskopów, aparatów czy kamer robienie zbliżeń umożliwia widzenie tych ciał niebieskich znacznie bliżej i ze znacznie większą precyzją niż Galileo mógłby to sobie wyobrazić. W 2016 roku nikon P900 posiadający 83 razy zoom optyczny i 332 zoom cyfrowy daje możliwości, które doprowadziłyby Galileo do wstydu. Jednak nawet z tak dużym powiększeniem, rzekome niewidzialne gwiazdy Galileusza są  niemożliwe do zauważenia i wykrycia. Galileusz i jego poprzedni kolega mason, działali bardziej niczym  wierzący w swoją heliocentryczną religię niż jak prawdziwi naukowcy. Stale wymyślali nowe,  skomplikowane teorie wspierające swoje konkluzje. Znacznie bardziej było to widoczne w przypadku Galileo przedstawiającego swoją teorię na temat przyczyny przypływów w 1616 roku. Kardynał Bellarmino napisał do Galileusza rok wcześniej, że „System Kopernika nie może się obronić bez prawdziwej, fizycznej demonstracji, że Słońce nie okrąża Ziemi, ale Ziemia okrąża Słońce”. Biorąc to sobie do serca Galileo miał nadzieję pokazać, że przypływy na Ziemi, powodujące rozlewanie się wody były spowodowane przyśpieszaniem i zwalnianiem rzekomego obrotem Ziemi wokół własnej osi i dookoła Słońca. Twierdził, że ten hipotetyczny ruch kulistej ziemi był przyczyną przypływów i odpływów a zatem pływy były dowodem na ruch Ziemi. Niestety, dla Galileo jego pomysły nie zostały zaakceptowane i w łatwy sposób podważone przez jego rówieśników, którzy słusznie zauważyli, że jeśli jego teoria byłaby prawdziwa, wtedy byłby tylko jeden przypływ dziennie. Nie tylko to, jeśli pływy powodowane byłyby rzekomym ruchem Ziemi, to wszystkie jeziora, stawy i śródlądowe akweny wodne powinny również je mieć a jednak ich nie mają.

   

Kolejnym mistrzem heliocentryzmu, był angielski matematyk i astronom, szlachecki mason i prezydent królewskiego społeczeństwa Sir Izaak Newton, który w 1687 opublikował swoje słynne „Principia mathematica” -podstawy matematyki w których przedstawił światu swój pomysł grawitacji. Teoria Ziemi kuli od dawna będąca w polu krytyka za bycie niepraktyczną, ze względu na naturalną fizykę kręcących się, kulistych obiektów a mianowicie, cokolwiek umieszczone na kulistej powierzchni powinno natychmiast spaść lub odlecieć. Jak mogą ludzie, budynki, oceany pozostać przyklejone do kulistej ziemi obracającej się szybciej od prędkości dźwięku. Teoria kuli potrzebowała siły, która mogłaby utrzymać wszystko na swoim miejscu. Siły na tyle mocnej, aby mogła ona utrzymać oceany przyczepione do spodu wirującej kuli ziemskiej, ale na tyle słaba, aby nie zatopić żaglówki. Siły na tyle mocnej, aby mogła przyciągnąć całą atmosferę kręcącą się z zawrotną prędkością na Ziemi kuli i jednocześnie na tyle słabą, aby pozwolić ptakom i owadom swobodnie unosić się i latać we wszystkich kierunkach. Siły tak dużej, aby mogła sprawić, że deszcz będzie padał w drugą stronę, rośliny rosnąć do góry nogami, ale jednak na tyle słabej, aby nie mogła zostać wykryta w żaden współczesny i znany nam sposób.

   

Postulat Newtona o ogromnej sile zdolnej do działania na ogromnych odległościach, doprowadził go do bycia mocno krytykowanym za wprowadzenie agencji okultystycznej w dziedzinę nauki. Wcześniej, przed newtonowską teorią grawitacji, naturalne prawa gęstości i pływalności doskonale wyjaśniały otaczający nas świat. Na przykład, powodem, dla którego balon wypełniony helem unosi się do nieba, podczas kiedy balon wypełniony powietrzem opada na Ziemię, nie jest awersja do helu magicznej, mistycznej i przyciągającej siła Newtona, ale po prostu dlatego, że hel jest zwyczajnie lżejszy i mniej gęsty niż azot, tlen i inne elementu które tworzą otaczające nas powietrze. Dlatego unosi się do góry i odwrotnie, balon wypełniony wydychanym przez Ciebie powietrzem z dwutlenkiem węgla jest cięższy i gęstszy niż otaczające go powietrze więc opada na Ziemię. Gdy dmuchniesz na nasiona mniszka, trzymając go w ręku to zdmuchnięte elementy, nieco cięższe od powietrza będą unosiły się powoli w powietrzu aż w końcu opadną na Ziemię. Jeśli opuścisz kowadło z ręki, czyli coś dużo cięższego od powietrza to spadnie ono szybko i bezpośrednio na Ziemię. Nie jest to spowodowane tym, że grawitacje preferuje kowadło od nasion mniszka, ale dlatego, że jest to naturalna fizyka wyporu obiektów mniej gęstszych od otaczającego je medium powodując, że się unoszą natomiast obiekty bardziej gęste od otaczającego je medium opadają. To jest powodem, dlaczego krople deszczu spadają poprzez powietrze a pęcherzyki powietrza unoszą się poprzez wodę z powodu swojej względnej gęstości. Nie ma to nic wspólnego z mistyczną, przyciągającą wszystko siłą do wirującej kuli z wyobraźni Newtona. Teoria Newtona podobno powstała po zaobserwowaniu spadającego z drzewa jabłka, tak jakby nikt nigdy w historii, do tego momentu, nie widział w ten sposób spadającego obiektu. Zastanawiając się czemu spadło, dostał istotnego objawienia naukowego. Jabłko spadło nie dlatego, że było gęstsze i cięższe niż otaczające je powietrze, ale raczej dlatego, że siła ze środka wirującej kuli ziemskiej przyciągnęła je do podłoża. Newton szybko zabrał się do pracy formując uniwersalną teorię powszechnego ciążenia którą zwykł tłumaczyć nie tylko spadającymi przedmiotami, ale również orbitującymi ciałami niebieskimi. Newton twierdził, że grawitacja Słońca, Księżyca, planet i gwiazd sprawia, że orbitują wokół pobliskich, masywnych ciał. 

   

Grawitacja więc nie tylko była kapryśna, ale i selektywna odnośnie obiektów, sprawiając, że niektóre opadają a inne unoszą się. Grawitacja była również w stanie wykonywać różne funkcje w różnych skalach. W ludzkiej skali grawitacja rzekomo powoduje, że ludzie, budynki i oceany przytwierdzeni są do Ziemi. Jednak w skali planetarnej grawitacja powoduje orbitowanie księżyców dookoła planet a planet dookoła gwiazd. Niestety Newton nigdy się do tego nie odnosił a przecież pozostaje pytanie. W jaki sposób grawitacja powoduje, że planety orbitują dookoła Słońca a ludzie przytwierdzeni są do obracającej się kuli ziemskiej? Grawitacja powinna raczej spowodować, że ludzie by się unosili, zawieszeni w kołowych orbitach dookoła Ziemi albo spowodować, że Ziemia, Księżyc i wszystkie planety zostałyby przyciągnięte i rozbite o Słońce. Te dwa efekty bardzo różnią się od siebie jednak przypisuje się, że powodowane są przez tą samą siłę. Ponadto, to magnetyczne przyciąganie masywnych obiektów przez zaproponowaną grawitację nie może zostać zaobserwowane nigdzie w naturalnym świecie przyrody. Nie ma przykładu w naturze, masywnej kuli lub jakiegoś obiektu o innym kształcie, który z powodu własnej masy powoduje przyciągnięcie lub orbitowanie dookoła siebie mniejszych obiektów. Nie ma niczego tak masywnego na Ziemi, aby można było wykazać, żeby nawet mały pyłek kurzu zaczął orbitować dookoła. Spróbuj zakręcić mokrą piłką tenisową lub innym kulistym przedmiotem z doczepionymi małymi rzeczami do jego powierzchni a zobaczysz, że wszystko odpada lub odlatuje i nic nie trzyma się czy też orbituje dookoła niego. Aby twierdzić, że istnieje fizyczne prawo bez ani jednego praktycznego przykładu czy dowodu jest pogłoską a nie nauką. W tym momencie, zaczynasz dostrzegać, że ci masońscy, heliocentryczni kapłani są mniej zainteresowani nauką i prawdą, niż propagowaniem i wymyślaniem dowodów dla swoich przesądów. Podobnie, jak twierdził Kopernik, że z całą pewnością Słońce oddalone jest o 3.391.200 mil od Ziemi, ale Kepler wyliczył, że z całą pewnością oddalone jest o 12.376.800 mil. Cytując Newtona: „Nie ma znaczenia czy wyliczymy to na 28 czy 54 miliony mil odległości, dla obu zadziało to tak samo dobrze”. Wydaje się, że miał rację, bo rzekome odległości do heliocentrycznego Słońca ciągle rosły w milionach mil aż do dzisiaj, gdzie oficjalna wersja NASA wskazuje na 93 miliony mil.

   

W 1773 roku kapitan Cook stał się pierwszym, nowoczesnym badaczem, który pożeglował za koło antarktyczne i dotarł do bariery lodu. Wyprawa ta oferował ekscytującą szansę na znalezienie dowodu potwierdzającego kulisty lub płaski model Ziemi. Kapitan Cook zamierzał całkowicie opłynąć Antarktydę poszukując przejścia w antarktycznej ścianie lodu. Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą mającą w obwodzie, na równiku 25.000 mil, jak twierdzą heliocentrycy, to kompletne opłynięcie Antarktydy wynosiłoby około 12.000 mil. Ale jeśli Ziemia jest płaska a Antarktyda otacza ją dookoła po całym obwodzie to kompletne opłynięcie Antarktydy musiałoby wynosić ponad 50.000 mil. W czasie trzech rejsów, trwających trzy lata i osiem dni, kapitan Cook z załogą przepłynęli w sumie 60.000 mil wzdłuż wybrzeż Antarktydy i igdzie nie znaleźli przejścia lub drogi prowadzącej przez i poza masywną, lodową ścianę. Kapitan Cook napisał: „Lód rozciąga się na wschód i zachód, daleko poza zasięg naszego wzroku. Południowa cześć oceanu oświetlona jest promieniami światła, które odbijają się od lodu na znacznej wysokości…”

   

Późniejsze wyprawy kapitana Jamesa Clarka Rossa i kapitana Georga Naresa w XIX wieku dodatkowo potwierdziły ustalenia kapitana Cooka. Wyprawa Rossa spędziła 4 lata i 5 miesięcy w mocno opancerzonych okrętach nie znajdując przejścia za południową, lodową ścianę. Nares spędził 3 lata opływając Antarktydę biorąc niepoprawne kursy wykonujac prawie 69.000 mil!. Jeśli Antarktyda rzeczywiście jest małym, lodowym kontynentem na spodzie Ziemi kuli, to wszystkie z tych wypraw skończłyby się lata wcześniej. Oprócz tego, wielu z tych antarktycznych badaczy w tym kapitan James Clark Rose i porucznik Charls Wills używający mapy projekcyjnej globu pisało w swoich dziennikach ze zdumienim, że rozbieżności w ich obliczeniach były normą twierdząc, że w zasadzie każdego dnia znajdowali się około 12-16 mil zdala od oczekiwanej pozycji a w niektóre dni rozbieżności dochodziły nawet do 29 mil. Te ogromne rozbieżności doświadczane przez odkrywców im bardziej podróżowali na południe, zazwyczaj przypisywali silnemu wpływowi wiatru, burz i prądów morskich. Ale jeśli to byłoby przyczyną to powinni oni równie często znajdować się przed swoimi obliczeniami a tak, nigdy się nie stało. W 1783 roku wynaleziono balony i po raz pierwszy w zapisanej historii, ludzie byli w stanie wznosić się kilometry nad powierzchnię Ziemi i przekonać się raz na zawsze, czy Ziemia jest płaska czy raczej kulista. Ku zaskoczeniu wielu osób, wraz z wysokością wznoszenia, horyzont pozostawał idealnie płaski 360 stopni dookoła nich i wznosił się do poziomu ich oczy przez cała drogę w górę. James Glaisher pisał w swoim Travels in the Air, cytując „Patrząc z góry kosza, horyzont widoczny jest na poziomie oczu a także wielki obszar poniżej. Byłem powalony jego duża równomiernością. Wszystko było karłowate na jednej płaszczyznie. Wydaje się być płasko”. Wiktor Emanuel, kolejny użytkownik balonu z gorącym powietrzem napisał, cytując „Zamiast widoku Ziemi opadającej po obu stronach oraz schowania najwyższej części pod koszem, tak jak zakładano, wyglądało to dokładnie odwrotnie. Najniższa część, jak wielka podstawa była bezpośrednio pod koszem a horyzont ze wszystkich stron wznosił się na wysokość wzroku. Tak jak stwierdziłem wcześniej, jest to możliwe tylko na płaskiej powierzchni”.

   

Minął niecały wiek, odkąd Newton opublikował swoje teorie na temat grawitacji zanim jakikolwiek eksperyment został wykonany, potwierdzając, że grawitacja w ogóle istnieje. W 1797 Henry Cavendish, brytyjski naukowiec, wolnomularz, mason oraz bogaty wnuk księcia Devonshire, wykonał eksperyment, który jak twierdził, pomyślnie udowodnił istnienie grawitacji. Mierząc jej stałą określił dokładna masę Ziemi, Słońca, Księżyca i planet. Jak Cavendish osiągnął ten milowy krok dla heliocentrycznej pseudo nauki? Zawiesił dwie duże kule na przeciwległych końcach równowagi skrętnej i zwiesił jej z dachu swojego kurnika. Przez oglądanie i rejestrowanie nieznacznych ruchów przy pomocy teleskopu przez okno, tak aby jego masa nie miała wpływu na odczyt, Cavendish stwierdził, że udowodnił grawitację. Dwie małe kulki wisiały zawieszone blisko dużych kul i jakikolwiek obserwowalny ruch jednej w kierunku drugiej, był odczytywany jako wpływ grawitacji. Obecnie eksperyment Cavendisha jest szeroko krytykowany przez społeczeństwo naukowe, ponieważ od czasu jego wykonania ponad dwa wieki temu, nikt nigdy nie był w stanie go powtórzyć. Po pierwsze kulki nie zawsze przyciągają się nawzajem jak powinny ze względu na tak zwaną stałą grawitacyjną, aby w ogóle była ona stała. Czasami równowaga skręca balans w kierunku kulek a czasami w przeciwną stronę, dlatego niemożliwe jest, aby nie uwzględnić pewnych ruchów drgań interakcji pomiędzy nimi. Henry nawet skarżył się w swoich notatkach, że podczas wykonywania pomiarów jego wynalazek wciąż drgał. Po drugie, odkąd obliczona siła grawitacji wynosiła 10 do potęgi 39 i była słabsza niż siła elektromagnetyczna z której wszystkie materialne obiekty się składają, to nie można mieć kontroli nad eksperymentem, który mógłby znacząco określić rzekomą siłę grawitacji od silniejszej siły elektromagnetycznej. Innymi słowy, kulki po prostu mogą się przyciągać wzajemnie za pomocą elektryczności statycznej, znanej siły występującej we wszystkich rzeczach i miliardy razy mocniejszej od siły grawitacji i niemożliwej do kontrolowania podczas eksperymentu. Choć nikomu nie udało się powtórzyć ustaleń Cavendisha, to eksperyment przeszedł do historii jako wielki sukces i nadal jest nauczany jako dowód powszechnego ciążenia w dzisiejszych podręcznikach naukowych. Pół wieku później w 1851 roku, francuski naukowiec Leon Foucault przeprowadził podobny eksperyment co Cavendish, lecz tym razem zwiesił pojedynczą kulę z sufitu, rozhuśtał ją i stwierdził, że cały obserwowany jej ruch boczny jest dowodem, że Ziemia pod wahadłem obraca się. Od pierwotnej demonstracji Foucaulta, jego wahadło regularnie jest huśtane i prezentowane w muzeach i salach wystawowych na całym świecie jako rzekomy dowód potwierdzający teorię heliocentrycznego model wirującej kuli ziemskiej.

   

Prawda jest jednak zupełnie inna niż większość naiwnej publiczności myśli. To wahadło Foucaulta jest nieudanym eksperymentem, który niczego nie dowodzi, poza tym, jak łatwe dla pseudo nauki jest oszukanie mas ludzi podatnych na oszustwa. Zacznijmy od tego, że wahadło Foucaulta nie huśta się jednolicie w jednym kierunku. Czasami obraca się w kierunku ruchu wskazówek zegara a czasem w przeciwną stronę do ruchu wskazówek zegara, czasem nie obraca się wcale a innym razem obraca się 0 wiele za dużo. Tak jak w przypadku eksperymentu Cavendisha, naukowcy próbujący powtórzyć ten eksperyment Foucaulta powiedzieli, cytując „Trudno było nie wprawić wahadła w boczne odchylenia”. W rzeczywistości, zachowanie wahadła zależy od dwóch czynników. Po pierwsze, od początkowej siły rozpoczynającej kołysanie wahadła. Po drugie, od okrągłego uchwytu, złączki łączącej kulę wahadła z jego mocowaniem, które w najłatwiejszy sposób umożliwia ruch kołowy bardziej niż każdy inny. Rzekomy obrót Ziemi jest zupełnie nie istotny, bez znaczenia i bez żadnego związku z bujaniem się wahadła. Gdyby tak zwana rotacja Ziemi wpływała na wahadło to nie byłoby potrzeby fizycznego wprowadzania wahadła w ruch. Skoro dzienny ruch obrotowy Ziemi powodowałby 360 stopniowe, jednostajne rotacje wahadeł to nie istniałyby nigdzie na Ziemi nieruchome wahadła.

   

Również w połowie XIX wieku, kolejny francuz o imieniu Gaspard Gustave Coriolis wykonał kilka eksperymentów pokazujących działanie energii kinetycznej w systemach obrotowych, które jak do tej pory przedstawiane są jako mit potwierdzający teorię heliocentryczną. Za efekt Coriolisa uznawane jest, że woda w zlewach i toaletach na półkuli północnej spływa, obracając się tylko w jednym kierunku, podczas gdy na przeciwnej, południowej półkuli powoduje spływanie wody w drugim kierunku, co zapewnia dowód na poprawność modelu wirującej kuli ziemskiej. Jednak po raz kolejny, podobnie jak bujające się wahadło Foucaulta i zawieszone kulki Cavendisha, spływająca woda w umywalkach i toaletach na północnej półkuli nie obraca się zawsze w jednym kierunku. Woda w umywalkach i toaletach w tych samych gospodarstwach domowych czy mieszkaniach jak się okazuje, często spływa w różnych kierunkach w zależności od kształtu zbiornika i kąta wpływania do niego wody a nie rzekomego obrotu Ziemi. Również mówi się, że efekt Coriolisa ma wpływ na trajektorię pocisków i warunki pogodowe rzekomo powodując, że większość huraganów występujących na półkuli północnej obraca się w kierunku przeciwnym do obrotu wskazówek zegara a większość huraganów na półkuli południowej, obraca się w kierunku zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Efekt powoduje również, że pociski z karabinów dalekosiężnych trafiają w prawą stronę tarczy na półkuli północnej oraz w lewą część tarczy na półkuli południowej. Jednak ponownie widzimy te same problemy. Nie każdy pocisk i nie każdy huragan konsekwentnie wykazują takie zachowanie a zatem nie może to zostać wykorzystane za dowód czegokolwiek.

   

Pod koniec XIX wieku, głównie dzięki eksperymentom, książkom i lekturom angielskiego wynalazcy dr Samuela Rowbothama, płaskoziemski renesans zaczął odwracać świat. Odkrycia Rowbothama, począwszy od jego książki z roku 1864 pt. „Earth is NOT a Globe”-Ziemia NIE jest kulą, eksperymentalne dochodzenie do prawdziwego kształtu Ziemi udowadniając, że Ziemia jest płaszczyzną bez osiowego i orbitalnego ruchu i jako jedyny materialny świat we wszechświecie, powodując dość duże zamieszanie w społeczności naukowej i dzięki trzem dekadom jego wysiłków, kształt Ziemi stał się gorącym tematem dyskusji na przełomie XIX wieku. Dr Rowbotham przeprowadził kilka eksperymentów przy użyciu teleskopów, poziomicy i teodolitu, specjalnych przyrządów do pomiaru poziomych i pionowych kątów na płaszczyznach. Poprzez umieszczenie ich na równych wysokościach i skierowanych ku sobie, wielokrotnie udowodnił z powodzeniem, że Ziemia jest idealnie płaska na dystansie wielu mil i bez żadnej, nawet najmniejszej, jedno calowej krzywizny. W swojej najbardziej znanej serii eksperymentów, Rowbotham udał się do Cambridge w Anglii, gdzie znajduje się dwudziesto milowy kanał o nazwie Old Bedford, który przechodzi w linii prostej przez Fenlands znanego jako Bedford level. Woda nie ma zapór, przerw lub innych przeszkód w innej formie i jest stacjonarna dzięki czemu doskonale nadaje się do ustalenia, czy jakakolwiek ilość wypukłości lub krzywizny faktycznie istnieje. Gdybyśmy żyli na kulistej ziemi to każdy staw, jezioro, kanał czy inny duży akwen stojącej wody musiałby formować niewielki łuk lub półkole zakrzywione w dół od szczytu. Jeżeli kula ziemska miałaby rzeczywiście 25.000 mil w obwodzie jak twierdzą heliocentrycy, to trygonometria kuli dyktuje, że wszystkie powierzchnie stojącej wody powinny zakrzywiać się ku dołowi i łatwo dać się policzyć 8 cali na milę pomnożone przez kwadrat odległości (8x8xodległość)

   

Oznacza to, że wzdłuż 6 milowego kanały stojącej wody, Ziemia musiałaby się zakrzywiać 16 stóp i 8 cali w dół od jednego do drugiego końca lub zakrzywiać się 6 stóp w obie strony od centralnego szczytu w zależności od tego, gdzie dany pomiar jest wykonywany. Rowbotham, wykonując pierwszy pomiar stanął w wodzie z teleskopem umieszczonym 8 cali nad powierzchnią wody a jego partner  w tym czasie wiosłując, oddalał się w małej łodzi z przymocowana z tyłu flagą na wysokości 5 stóp. Gdyby Ziemia rzeczywiście była kulą mającą 25.000 mil w obwodzie, to w momencie, kiedy łódka  dopłynęła do mostu oddalonego o 6 mil, powinna być całkowicie niewidoczna, schowana za sześcioma  stopami masy zakrzywionej wody. W rzeczywistości jednak, za każdym razem kiedy to sprawdzano,  cała łódka wraz z flagą była widoczna od początku do końca.

   

   

W drugim eksperymencie dr Rowbotham umieścił 7 flag wzdłuż płaszczyzny wody, każdą w odległości jednej mili do następnej na wysokości 5 stóp ponad powierzchnią wody i stanął z teleskopem za pierwszą z nich. Gdyby Ziemia była kulą o obwodzie 25.ooo mil, to każda kolejna flaga musiałaby się obniżać o pewną wartość niżej od poprzedniej. Pierwsza i druga flaga ustalałyby linię wzroku, wtedy trzecia flaga musiałaby być niżej o 8 cali od drugiej, czwarta flaga 32 cale, piąta 6 stóp poniżej, szósta 10 stóp i 8 cali poniżej a siódma flaga 16 stóp i 8 cali poniżej linii wzroku. Nawet, gdyby Ziemia była kulą mającą 100.000 mil w obwodzie, to ilość łatwo mierzalnej krzywizny powinna być i byłaby nadal widoczna w tym eksperymencie. W rzeczywistości jednak, nie ma ani jednego cala krzywizny a wszystkie flagi ustawione były zgodnie z poziomą płaszczyzną.

   

W 1870 roku, osoba popierająca Rowbothama, angielski naukowiec z Royal Academy John Hampden, oferował publicznie zakład stawiając 500 funtów temu, kto udowodni, że Ziemia jest kulista powtarzając eksperyment w Badford level. Alfred Russel Wallece, angielski naukowiec, zagorzały ewolucjonista i przyjaciel Charlesa Darwina przyjął zakład Hampdena i spotkali się wraz z sędziami do rozstrzygnięcia sprawy w Bedford level. Pierwotny plan był taki, aby powtórzyć eksperyment z flagami Rowbothama, ale po godzinach prób umieszczenia ich w odstępach jednej mili, jednej za drugą patrząc przez teleskop, cytując, „Nie byli nawet w stanie ocenić, która flaga była którą w kolejności, nie mówiąc już o tym, czy stały w linii prostej czy się zakrzywiały”. Gorąca debata doprowadziła do ostrej kłótni i eksperyment uznano za farsę. Tydzień później, Wallace ustalił nowe parametry eksperymentu, które nigdy nie zostały przetestowane lub potwierdzone przez Rowbothama  lub Hempdena. Wallace zawiesił duży płócienny materiał na moście Old Bedford z namalowaną grubą,  czarną linią przechodząca przez środek a następnie ustawił swój teleskop sześć mil na południe,  na moście Walnay na tej samej wysokości. W połowie drogi pomiędzy tymi dwoma punktami,  umieścił długi, czerwony słup z dyskiem umieszczonym na samej górze ustawionym w taki sposób, aby pozostać w jednej linii z czarnym znacznikiem i teleskopem. Wszystko to ustawił pod masońskimi, symbolicznymi 13 stopami i 3 calami nad wodą. Planem Wallace było obserwowanie dysku i czarnej linii przez teleskop i gdyby środkowy znacznik obniżył się poniżej linii wzroku, byłoby to odczytane jako pozioma płaszczyzna wody.

   

Gdyby jednak środkowy znacznik pojawił się powyżej linii wzroku to byłoby to dowodem na krzywiznę Ziemi. Hempden niezwłocznie wziął się do pracy próbując określić krzywiznę tą nową metodą ale stopniowo wycofywał się z dokończenia eksperymentu. Kiedy spojrzał przez teleskop, znacznik w centrum obniżył się nieznacznie poniżej krzyżyka a oddalony znacznik zawieszony na moście obniżył się odrobinę poniżej tamtego. Wynik ten nie był oczekiwany przez żadnego z nich, ale Wallace szybko stwierdził, że jest to dowód na zakrzywienie Ziemi w dół, podczas gdy Hampden stwierdził, że wyniki są zgodne z prawem perspektywy na powierzchniach płaskich. Tym razem, wywiązała się jeszcze bardziej gorąca dyskusja, aż Wallace odmówił rozmowy z Hampdenem i nie reagował na jego uwagi do tego stopnia, że policja eskortowała Hampdena z pokoju hotelowego przed opuszczeniem miasta następnego dnia. Sędziowie zakład rozstrzygnęli na korzyść Wallacea i przyznano mu pieniądze. W odpowiedzi na to, Hampden szybko opublikował 16 stronicową broszurę potępiając Wallacea za kłamstwo i oszustwo zatytułowaną „Czy woda jest płaska czy wypukła po tym wszystkim? Szwindel na kanale Bedford wykryty i ujawniony…” Inny kolega, pisarz i płaskoziemca William Carpenter  również obecny podczas eksperymetu napisał swoją, 30 stronicową równie pogardliwą opinię o oszustwie  zatytułowaną „Water NOT convex, Earth NOT a Globe”-(Woda nie jest wypukła, Ziemia nie jest Globem).  Przedstawia Alfred Russel Wallace, napisaną 05. Marzec. 1870

   

Hampden później pozwał Wallace do sądu i zażądał zwrotu 500 funtów. Sąd rozstrzygnął sprawę na rzecz Hampdena, stwierdził nadużycia i winę Wallace i nakazał oddać pieniądze w całości. Hempden w krótce po tym zaproponował Wallaceowi odnowienie zakładu i postawił 1000 funtów, zapraszając do eksperymentu dr Rowbotama. Tym razem chcieli powtórzyć eksperyment tak samo jak za pierwszym razem wykonał to Rowbotam, stojąc w wodzie z teleskopem umieszczonym 8 cali nad powierzchnią wody, obserwując łódkę z doczepioną z tyłu flagą na wysokości 5 stóp płynącą 6 mil do mostu Wellney. Kiedy nadszedł dzień wykonania zakładu, zła pogoda uniemożliwiła im dokończenie eksperymentu. Wtedy próbowali jeszcze kilka razy i za 5 razem, łódka odpłynęła na odległość 3 mil, ale wysokie fale uniemożliwiały kontynuawanie obserwacji. Pomimo tego, łódź z flagą wciąż była na dystansie 3 mil. W 2015 roku, grupa płaskoziemian powtórzyła eksperyment Rowbotama na kanale Badford level uzyskując podobny wynik. Nie odczytali żadnej krzywizny i widzieli całą łódkę pod znacznikiem w połowie dystansu, jednak przed osiągnięciem 6 mil przeszkodziła im pochmurna pogoda. 

   

W 1871 roku, pod dużym naciskiem opinii publicznej by odpowiedzieć na te roszczenia zwolenników płaskiej ziemi, prezydent Royal Astronomical Society George Airy, wymyślił eksperyment, który miał na celu raz na zawsze udowodnienie osiowego obrotu Ziemi i na zawsze uciszyć budzącą się chołotę płaskoziemców. Wypełnił on w tym celu teleskop wodą, aby spowolnić prędkość wpadającego do środka teleskopu światła gwiazd a następnie obliczył niezbędne nachylenie, aby światło wpadało na sam dół tubusa. Airy planował zmierzyć prędkość teleskopu a co za tym idzie, również prędkość Ziemi poprzez ekstrapolowanie pochylenia potrzebnego by utrzymać wpadające światło w linii prostej. Jednak eksperyment zapisał się w historii jako „porażka Airyego” ponieważ za każdym razem, kiedy Airy go powtarzał, światło gwiazd wchodziło pod prawidłowym kątem bez żadnych koniecznych zmian udowadniając, że gwiazdy poruszają się względem stacjonarnej ziemi a nie na odwrót. Airy zamierzał udowodnić poprawność teorii heliocentrycznej, lecz zamiast tego, opracował stały dowód potwierdzający geocentryczny model świata.

   

W 1887 roku amerykańscy fizycy Albert Michelson i Edward Morley przeprowadzili eksperyment w celu ustalenia prędkości z jaką porusza się Ziemia w przestrzeni co wówczas nazywano eterem. Poprzez puszczenie wiązki światła dwiema ścieżkami, z czego jedna w kierunku rzekomej orbitacji Ziemi a drugą pod odpowiednim kątem naprzeciw pierwszej. Światłu podróżującemu z Ziemią po orbicie powinno zabrać więcej czasu na powrót niż światłu podróżującemu w przeciwnym kierunku. Ku zaskoczeniu Michelsona, Morleya i całemu środowisku naukowemu, nie wykryto żadnej różnicy nawet po powtórzeniu tego eksperymentu w kilku różnych miejscach. Próbując załatać ten rażący problem, środowisko heliocentryczne utworzyło formację FitzGerald-Lorentz, których celem było stwierdzenie, że droga światła przemieszczającego się w tym samym kierunku, w którym porusza się Ziemia, stała się fizycznie krótsza podczas eksperymentu, dlatego czas potrzebny na powrót światła był równy z czasem powrotu światła poruszającego się z przeciwnego kierunku. Wyniki eksperymentu Michelson-Morley były tak szkodliwe dla całego mitu wirującej kuli ziemskiej, że byli oni zmuszeni stworzyć to niedorzeczne, uwstecznione wyjaśnienie, które Arthur Miller nazwał „fizyką desperacji’.

   

Po śmierci Samuela Rowbothama, Lady Elizabeth Blount angielska pisarka, zwolenniczka płaskiej ziemi, wegetarianka i przeciwniczka wiwisekcji założyła „Universal Zetetic Society”, które zrzeszało tysiące członków i publikowało przez kilka dekad gazetę o nazwie „Earth NOT a Globe Review” Wielu innych, wybitnych zwolenników płaskiej ziemi również robiło co mogło w tym czasie, aby rozpowszechnić te informacje. John Hampden kontynuował publikację swoich prac i przedrukował pracę Samuela Rowbothama. W 1885 roku Wiliam Carpenter opublikował swoją słynną pracę „One Hundred Proofs Earth is NOT a Globe” - (Sto dowodów, że Ziemia NIE jest Globem). W 1892 roku, Alexander Gleason wydał swóją „New Standard map of the World”–(Nową Standardową mapę Świata), która do dziś pozostaje jedną z najbardziej dokładnych map płaskiej ziemi jakie kiedykolwiek stwarzono. Miał on nadzieję, że całkowicie zastąpi ona globusy i mapy Merkatora, niestety wpływ jego mapy był krótkotrwały. W następnym roku 1893 Gleason opublikował swój tom zatytułowany „Is the Bible from Heaven? Is the Earth a Globe? Does the modern science and Bible agree? (Czy Biblia jest z Nieba? Czy Ziemia jest Globem? Czy nowoczesna nauka i Biblia się zgadzają? która pokazywała wiele dowodów na płaską ziemię i wyjaśniała tą wspaniałą mapę).

   

W 1899 roku pisarz i płoskoziemca z południowej Afryki Thomas Whinship, opublikował swoją doskonałą prace pt. „Zetetic Cosmogony”, dowody, że świat nie jest wirującą kulą tylko stacjonarnym okręgiem płaszczyzny. W roku 1903 zapoczątkowano loty samolotów, które gdyby istniały w czasach Kopernika, na pewno zniszczyłyby jego fantazje na temat wirującej kuli na długo przed startem. Kiedy wynaleziono balony na gorące powietrze, ludzie mówili, że powód, dla którego nie mogą po prostu unieść się w powietrze i poczekać, aż wirująca kula sama doprowadzi do nich punkt docelowy był taki, że grawitacja w jakiś sposób trzyma cała atmosferę i wszystko co w niej nieruchomo w jednym miejscu. Grawitacja przyciąga ją tak jednolicie, że nawet przemieszczając się z prędkością 1650 km/h nie możemy tego zobaczyć, poczuć, usłyszeć czy zmierzyć w żaden sposób. Odkąd technologia samolotów rozwinęła się tak, że możemy latać z porównywalną prędkością do rzekomego obrotu Ziemi i stało się widoczne, że Ziemia wraz z atmosferą nie mogą jednolicie kręcić się z prędkością 1650 km/h z zachodu na wschód. Prosty przykład, jeśli Ziemia kręci się ze stałą prędkością 1000 mil na godzinę na wschód, wtedy droga samolotów lecących jeden na wschód, drugi na zachód byłaby znacząco inna. Jeśli zwykły, pasażerski samolot lecący ze średnia prędkością 500 mil na godzinę po równiku w kierunku zachodnim, powinien dotrzeć do celu około 3 razy szybciej niż w czasie drogi powrotnej w kierunku wschodnim.

   

W rzeczywistości jednak, różnice pomiędzy wschodnimi i zachodnimi lotami zwykle ograniczają się do minut, czyli nawet w przybliżeniu do tego, co działoby się na wirującej 1000 mph kuli ziemskiej. Na przykład. Lot na wschód zgodnie z rzekomym obrotem Ziemi z Tokio do Los Angeles trwa średnio 10,5 godziny. Dlatego lot powrotny w kierunku zachodni, przeciwnym do rzekomego obrotu Ziemi powinien trwać średnio 5,25 godziny. W rzeczywistości jednak, trwa on średnio 11,5 godziny. Również powinieneś zauważyć, że gdyby Ziemia była kulą, to na półkuli południowej byłyby loty w prostej linii najkrótszą i najszybszą trasą ponad kontynentem Antarktyki z np.Santiago/Chile do Sydney/Australi. Zamiast lecieć najkrótszą i najszybszą trasą w linii prostej ponad Antarktydą, to wszystkie te samoloty wykonują różne objazdy w pośrednich kierunkach oddalając się od Antarktydy. Wytłumaczenie tego jest takie, że podczas lotów nad Antarktydą jest za zimno dla samolotów by tam mogły latać. Rozważając fakt, że jest wiele lotów z Antarktydy do lub nad Antarktydą a NASA twierdzi, że przetrwała w gorszych, zimniejszych i dużo gorętszych warunkach niż te, które doświadczamy tu na Ziemi. Takie odpowiedzi wyraźnie brzmią jak wymówki. Jasne jest, że loty takie nie są wykonywane, ponieważ jest to niemożliwe. Gdyby Ziemia była kulą a Antarktyda za zimna by nad nią przelecieć, to jedynym logicznym lotem z Sydney do Santiago byłby lot w prostej linii nad Pacyfikiem pozostając cały czas na półkuli południowej. Tankowanie odbyłoby się w Nowej Zelandii lub innych miejscach docelowych wzdłuż linii lotu, gdyby było to naprawdę konieczne. W rzeczywistości jednak, loty z Santiago de Chile do Sydney prowadzą na północną półkulę do Los Angeles i innych miast Ameryki północnej po czym kontynuują lot z powrotem na półkulę południową. Tak niedorzeczne objazdy trasy lotów nie mają żadnego sensu na kulistej Ziemi, ale za to mają duży sens i formują prostą linię na mapach płaskiej Ziemi.

   

Inny lot z Johannesburga/ RPA do Perth/Australia, powinien być wykonany najkrótszą trasą w linii prostej nad oceanem indyjskim nawet z możliwością tankowania na Malediwach lub Madagaskarze. W rzeczywistości nie praktykuje się tego a loty te zastanawiająco zatrzymują się w Dubaju, Hong Hongu lub Malezji i wszystkie nie mają żadnego sensu na kulistej ziemi, ale staje się to zupełnie zrozumiałe po zobrazowaniu na mapie płaskiej ziemi. Przeanalizowanie niektórych połączeń lotniczych i ich międzylądowań udowodni nawet najtwardszym sceptykom, że są wyraźne rozbieżności na kulistych mapach.

   

Bazując na eksperymencie Michelson – Morley w 1913 roku, francuski fizyk George Sagnac ponownie udowodnił istnienie eteru i bezruchu Ziemi poprzez puszczenie wiązek światła w przeciwnych kierunkach dookoła stołu i skombinowaniu ich razem, co wytworzyło zakłócenia. Raz puścił wiązkę przy stacjonarnym stole, następnym razem zakręcił stołem z prędkością 2 obroty na sekundę i zauważył, że droga wiązek się zmienia relatywnie do prędkości stołu. Wyniki tego eksperymentu miały bardzo znaczący wpływ w naukę. Zmiana wzoru zakłóceń pomiędzy próbami w ruchu i w bezruchu dowodzi, że światło, tak jak i Ziemia były stacjonarne.

   

W 1914 roku William Westfall napisał swój geocentryczny klasyk pt. „Does the Earth rotate? No! - Czy Ziemia się kręci? Nie! I kiedy arcydzieło Georga Hicksona pt. „Kings Dethrone” – Królowie zdetronizowani, historia ewolucji astronomii od czasów cesarstwa rzymskiego do dnia dzisiejszego została opublikowana w 1922 roku, wtedy heliocentryczna teoria wszechświata stała na chwiejnych nogach. W 1925 roku eksperyment wykonany przez Michelson Gale potwierdził stacjonarną ziemię. Dla grupy u władzy jasne stało się, że muszą ponownie zrobić coś wielkiego, aby opinię publiczną przekierować w ich stronę.

   

W 1916 roku fizyk żydowskiego pochodzenia Albert Einstein, opublikował swoją ogólną teorię względności, świetny przegląd heliocentryzmu, w którym za jedną filozoficzną zmianą zniósł eter z badań naukowych zastępując go formą relatywizmu, względności która umożliwia heliocentrykom i geocentrykom na uzyskanie tych samych wyników.

   

Jednak gdyby nie było eterycznego medium, w którym wszystko się znajduje, wtedy hipotetycznie, jeden z obiektów będzie zachowywał się całkowicie względnie w odniesieniu do innego obiektu tak jak Ziemia i Słońce. Jedną filozoficzną zmianą, bez żadnych dowodów na jej poparcie, Einstein i cały heliocentryczny establishment chce, abyśmy zapomnieli o eksperymentach tych wszystkich ludzi jak Airy, Michelson-Morley, Sagnaca, Gala i zamietli je pod dywan udając, że nie istnieją, a oni będą mówić, że wszystkie ruchy we wszechświecie są względne. Pod koniec 1920 roku Einstein i jego teorie zostały pchnięte tak mocno, że heliocentryczna teoria zrobiła wielki powrót a Einstein promowany był na wielkiego geniusza i jeden z najwybitniejszych umysłów w historii. Jednak prawda jest daleka, on sam kiedyś zapytany, jak to jest być najmądrzejszym człowiekiem na świecie? Odpowiedział, nie wiem, musicie zapytać Nicola Tesla. Był to prawdziwy geniusz, który nie wspierał w żaden sposób teorii względności Einsteina i teorii heliocentrycznej. Einstein został nawet przyłapany na kłamstwie, kiedy stwierdził, że nigdy nie słyszał o eksperymencie Michelson-Morley. Później przyznał, że w zasadzie stworzył teorię względności w celu zniesienia eteru i unieważnienia wyniku Michelsona-Morley. Przed rokiem 1930 ekscentryczny chrześcijanin i płaskoziemianin Wilbur Glenn Voliva, otrzymał światowy rozgłos dzięki wycieczkom i audycjom radiowym z jego osobistej stacji aż do Australii. Słynny Voliva założył i zbudował miasto Zion City w stanie Illinois. Było tam około 6.000 mieszkańców, gdzie wszyscy byli płasko-ziemianami.

   

Zion City miało nawet szkołę i kościoły, które nauczały kosmologię płaskiej ziemi. W duchu Rowbotama i Hempdona, Voliva przez całe swoje życie oferował zakład pieniężny wart 5,000 dolarów każdemu, kto będzie mógł obalić płaską ziemię. Aż do jego śmierci w 1942 roku nie było chętnych. Po drugiej wojnie światowej, operacja „paperclip”- (spinacz), sprowadziła setki niemieckich naukowców i fizyków do Ameryki, którzy później w latach 50-tych zostali zatrudnieni przez NASA tj. Narodowa Agencja Aerodynamiki i Przestrzeni Kosmicznej. W międzyczasie rosyjski program kosmiczny został stworzony, aby brać udział w tak zwanym „wyścigu kosmicznym” pomiędzy Ameryką i Rosją.

   
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Historia Płaskiej Ziemi - przez Real World - 07-07-2017, 10:57 AM
RE: Historia Płaskiej Ziemi - przez Real World - 07-25-2017, 07:55 PM

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości